,
Obserwuj
Łódzkie

"To wszystko powinno gruchnąć". Słynny nauczyciel od siedmiu przedmiotów o potrzebie nowego systemu edukacji

Katarzyna Giedrojć
4 min. czytania
16.04.2023 08:00
Za brak atrakcyjności zawodu nauczyciela odpowiadają nie tylko marne pieniądze. To zawód wypalony, który potrzebuje wsparcia psychicznego - mówi nam Marcin Józefaciuk, wicedyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi, który naucza aż siedmiu przedmiotów.
|
|
fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Marcin Józefaciuk uczy w Zespole Szkół Rzemiosła im. Jana Kilińskiego w Łodzi. Jest też wicedyrektorem tej placówki. W mieście - i nie tylko - jest dobrze znany, nierzadko wypowiada się w telewizji. Wygląda też dość charakterystycznie. Ma sporo tatuaży, które czasem wywołują zaciekawienie, ale - jak mówi sam zainteresowany - wszyscy się do nich już przyzwyczaili.

Skąd tatuaże? Niektóre, jak słyszymy, to pamiątka jeszcze ze studiów. Są też jednak i nowsze, z czasów pandemii. Wtedy Józefaciuk był dyrektorem Zespołu Szkół Rzemiosła, a naprzeciwko budynku znajduje się studio tatuażu. - Podczas nauczania zdalnego nie miało znaczenia, czy zarządzam szkołą z fotela dyrektora, czy jestem naprzeciwko w studiu tatuażu - stwierdza.

Józefaciuk głośno i często mówi o tym, co boli nauczycieli i jak są traktowani przez władze czy społeczeństwo. Otwarcie dzieli się też przemyśleniami na temat obecnego systemu edukacji, który - jego zdaniem - pozostawia wiele do życzenia. Nie ukrywa, że myśli o konsekwencjach swoich działań. - Mam obawę czy wyrażanie mojego zdania nie spowoduje jakiś negatywnych skutków dla moich uczniów, szkoły, rodziny czy mojego miasta - przyznaje. Szybko dodaje jednak: 'Jestem gotów podjąć się dyskusji. Jestem gotów na konstruktywną krytykę'. - Jako nauczyciel, obecnie wicedyrektor czy wcześniej dyrektor, mam szerokie spojrzenie na ten temat. Chętnie powiem, jak system powinien być zorganizowany, aby służył każdemu z nas - mówi.

Siedem przedmiotów

Józefaciuk uczy aż siedmiu przedmiotów. Nie bez powodu, jak mówi, zrobił w ich kierunku uprawnienia. Dzięki temu liczy, że - niezależnie od okoliczności - zawsze będzie miał pracę.

Z wykształcenia nasz rozmówca jest anglistą, w związku z czym uczy przede wszystkim języka angielskiego oraz angielskiego zawodowego. Jako wychowawca ma w planie godzinę wychowawczą. - Pierwsze przedmioty, jakie zrobiłem dodatkowo, to była moja osobista potrzeba. Były takie momenty, gdy anglista nie miał całego etatu i musiałem pracować w kilku szkołach. Więc poszedłem na studia z wychowania fizycznego i informatyki, aby móc pracować w jednej placówce - wspomina. - Wybrałem te przedmioty, bo są mi bliskie i tym się interesuję - dodaje.

Gdy został dyrektorem, sytuacja w oświacie zmieniła się diametralnie. Zobaczył, że będzie brakowało nauczycieli od etyki i fizyki. Zatrudnienie ich w szkołach jest trudne, bo są to zwykle cząstki etatów. Niewielu nauczycieli jest zainteresowanych pracą po kilka godzin w jednej szkole. - Bałem się, że nie będę miał pełnej obsady, więc poszedłem na studia podyplomowe. Zrobiłem dwa kolejne przedmioty, których mogę teraz nauczać. Do tego fizyki uczę też po ukraińsku, w oddziałach przygotowawczych - mówi.

Jako jedną z głównych bolączek systemu edukacji Józefaciuk wskazuje brak nauczycieli. Aby się o tym przekonać, wystarczy wejść na stronę Kuratorium Oświaty w Łodzi. Aktualnie jest na niej ponad 360 ogłoszeń o pracę. Najbardziej poszukiwani są psycholodzy i pedagodzy. Brakuje także historyków i nauczycieli języków obcych. Poszukiwani są również informatycy czy matematycy.

- Jeden z powodów, dla którego zawód nauczyciela nie jest atrakcyjny, to pieniądze, ale nie tylko - twierdzi nasz rozmówca. - Powodem są też częste zmiany, niestabilność zawodu, podejście władz najwyższych, brak szacunku społecznego i zawiść oraz zazdrość kierowana w stosunku do nauczycieli. To zawód wypalony, który potrzebuje wsparcia psychicznego - dopowiada.

Marne pieniądze

Na początku roku dużo mówiło się o tym, że pensja początkujących nauczycieli jest niższa niż płaca minimalna. Ta - od stycznia 2023 roku - wynosi 3490 zł brutto, natomiast wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela początkującego było niższe o 66 zł. Aby mieścić się w ustawowym minimum, nauczyciele musieli otrzymać wyrównanie.

Co ważne, płaca minimalna w tym roku pójdzie jeszcze bardziej w górę i od lipca ma wynosić 3600 zł brutto. 'W 2023 roku rząd zaplanował podwyżkę płacy nauczycieli w wysokości zaledwie 7,8 proc. Podwyżka ta nie tylko nie zrekompensuje nauczycielom rekordowej inflacji z roku poprzedniego (w listopadzie - 17,5 proc.), ale także prognozowanej inflacji w 2023 r., czyli 9,8 proc.' - donosił 'Głos Nauczycielski'.

- Jeśli chodzi o sprawy finansowe to łatwiej jest poza edukacją znaleźć pracę dobrze płatną - potwierdza Józefaciuk. I dodaje wprost: 'To wszystko powinno gruchnąć i powinniśmy na nowo zrobić system edukacji. Nie potrzeba nam refom, tylko gigantycznej reformacji systemu'.

Józefaciuk proponuje stworzenie panelu obywatelskiego, w którym wzięliby udział wszyscy zainteresowani, w tym związki zawodowe nauczycieli oraz przedstawiciele fundacji i stowarzyszeń działających na rzecz rozwoju edukacji. - Wszyscy razem powinniśmy stworzyć od podwalin nowy, na miarę XXI i już XXII wieku, system edukacji. To co jest obecnie, trzeba zostawić za nami, zapomnieć o tym i nie wzorować się na czymś, co już się przeżyło - dodaje.

Józefaczuk twierdzi, że wypracowany w ten sposób model powinien być wprowadzony najpierw pilotażowo - poprzez grupy czy klasy kontrolne na wytypowanym obszarze. Jeśli się sprawdzi, należałoby wprowadzić go szerzej - już na cały kraj. Przyznaje, że cały proces trwałby 'przynajmniej 10 lat'. - Wprowadzilibyśmy to w taki sam sposób, jak robią to w Finlandii, która ma najlepszy system edukacji i najbardziej dostosowany do współczesnych realiów. Jeżeli już mamy coś robić, zmieniać, to róbmy to w taki sposób, żeby działało. Nie bazujmy na czymś, co już się przejadło. Obecny system polskiej oświaty bazuje na szkole pruskiej, która powstała w XIX wieku. My musimy się opierać na potrzebach nowej generacji dzieciaków, a nie dostosowywać ich do nas samych, bo nie wychowamy kolejnych pokoleń, które będą przygotowane do czasów współczesnych - podsumowuje.