Sebastian M. zatrzymany. PiS "odtrąbił sukces", a poseł wskazuje, kto mataczył
"Specjalna Grupa Poszukiwawcza powołana przez Komendanta Głównego Policji na terenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich wspierała lokalną Policję, która dokonała dziś zatrzymania poszukiwanego Sebastiana Majtczaka. Zadania realizowane były w ścisłej współpracy z Prokuraturą Krajową" - poinformował w serwisie X Mariusz Kamiński, szef MSWiA.
'Pozwalamy takim Sebastianom szaleć po drogach'. Ekspert podaje przykład Niemiec
Do zatrzymania 32-letniego łódzkiego biznesmena doszło 18 dni po wypadku na autostradzie A1 w Sierosławiu, gdzie zginęli rodzice oraz ich pięcioletni syn. W ich kia uderzył kierowca jadący rozpędzonym, podrasowanym BMW. Kierował nim Sebastian M., który - według śledczych - pędził z prędkością ponad 250 km/h. Po tym, jak kia uderzyła w barierę energochłonną, auto zapaliło się, a trzyosobowa rodzina zginęła w płomieniach.
Na komunikat szefa MSWiA dotyczący zatrzymania kierowcy BMW w ironicznym tonie zareagował Dariusz Joński, poseł pochodzący z Łodzi. "Nie ma to jak wygenerować problem (uznając, że w zasadzie Sebastiana tam nie było), potem go rozwiązać (bo to te same służby go najpierw puściły) i czekać na oklaski, jak wspaniale rozwiązują tak trudne sprawy, że nawet w Dubaju nikt się nie ukryje. A można go było zatrzymać od razu po wypadku… Brawo policja" - napisał na platformie X poseł Inicjatywy Polskiej oraz kandydat do Sejmu KO w okręgu 9.
Na antenie TOK FM Dariusz Joński określił sposób działania polskich służb w tej sprawie jako "PiS w pigułce". - Ludzie zobaczyli, że ten człowiek ma jakieś kontakty w PiS czy w policji, zobaczyli że - tak jak wielu innych polityków PiS, myślał, że mu się upiecze. Nagle opinia powiedziała dość, no i PiS musiał zareagować, wiec teraz próbują odtrąbić sukces. Co to za sukces? - pytał retorycznie w "Wywiadzie politycznym".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Jak przypomniała prowadząca audycję Karolina Lewicka, o tym, że w wypadku uczestniczyło BMW kierowane przez Sebastiana M., policja poinformowała dopiero po tygodniu od wypadku na A1. Jeszcze później - 28 września - zdecydowała się postawić mężczyźnie zarzuty, jednak ten był już poza Polską. Dopiero wtedy wysłano za nim list gończy.
Jak stwierdził Dariusz Joński, "policja w tej sprawie mataczyła". - Komenda wojewódzka musiała prostować kłamstwa komendy w Piotrkowie Trybunalskim. To niebywała rzecz. To były w ogóle inne komunikaty. Powinni mieć postawione zarzuty ci, którzy doprowadzili do tego, że go w ogóle wypuścili - ocenił polityk w rozmowie w TOK FM.
Wypadek na A1. Prokurator dostał wniosek od adwokata rodziny ofiar. Chodzi o kwalifikację czynu