"Pozwalamy takim Sebastianom szaleć po drogach". Ekspert podaje przykład Niemiec
Policja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wspierana przez polską Specjalną Grupę Poszukiwawczą, w środę w Dubaju zatrzymała poszukiwanego listem gończym Sebastiana M. Mężczyzna jest podejrzany o spowodowanie 16 września śmiertelnego wypadku na A1 w Sierosławiu (woj. łódzkie). W zdarzeniu zginęła trzyosobowa rodzina, której auto stanęło w płomieniach. Mężczyzna został zatrzymany na lotnisku. Według nieoficjalnych informacji, posługiwał się niemieckim paszportem.
Sebastian M. zatrzymany. PiS 'odtrąbił sukces', a poseł wskazuje, kto mataczył
Tragedia na autostradzie A1 wywołała bardzo silną reakcję społeczeństwa, a internauci wszczęli śledztwo na własną rękę. Jak stwierdził gorzko na antenie TOK FM Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu brd24.pl, to typowa dla Polaków reakcja w takich sytuacjach. - Gdy dzieje się coś bardzo złego, to krzyczymy, że nie wolno, że trzeba wymierzyć jak najwyższą karę, że trzeba takich ludzi ścigać. A tymczasem, kilka dni temu na autostradzie A1 inny kierowca jechał dokładnie tak samo - to mógł być taki sam wypadek. Te tragedie niczego nas nie uczą - ocenił gość "Światopodglądu".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
A tymczasem powinniśmy - zdaniem Zboralskiego - "wyciągnąć lekcję nie po polsku" i pójść śladem np. Niemców, którzy po tym, jak dwóch ścigających się młodych mężczyzn spowodowało śmierć kobiety, postanowili radykalnie zaostrzyć kary dla fanów brawurowej jazdy. - To oddzielna klasyfikacja karna dotycząca nielegalnych wyścigów. To już nie są mandaty i punkty karne, a kara więzienia. Za nielegalny wyścig nie jest uznawana tylko sytuacja, że ktoś ściga się z kimś, ale też bardzo szybka jazda w mieście lub poza nim. Gdy dojdzie do wypadku, kary są bardzo wysokie, natomiast już samo skrajne przekraczanie prędkości może grozić więzieniem i być zakwalifikowane jako przestępstwo - wyjaśnił ekspert w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.
Tragiczny wypadek na A1. Nowe ustalenia w sprawie Majtczaka - berlińska transakcja
"Pozwalamy takim Sebastianom szaleć po drogach, zanim stracą uprawnienia"
Naczelny portalu brd.24 odwołał się do zaostrzenia prawa drogowego w 2022 roku. Odtąd za jazdę samochodem "pod wpływem" (między 0,2 a 0,5 promila alkoholu we krwi) mandat wynosi od 2,5 tys. zł do nawet 30 tys. - W Polsce przez 30 lat nam mówiono, że nie działa wysokość kary, a jej nieuchronność. Otóż okazało się to bzdurą. Po 2022 roku nagle o 1/3 obcięliśmy liczbę drogowych śmierci, o 1/3 spadła liczba przekroczeń prędkości na fotoradarach. Ludzie są zwykle racjonalni: gdy grozi im coś poważnego, kalkulują, czy to zrobić - wskazał Łukasz Zboralski.
2,5 tys. złotych mandatu to - według gościa TOK FM - i tak niewystarczająca kara. - Taki mandat i po 15 punktów karnych policja z Piaseczna dała dwóm kierowcom, którzy na lokalnych drogach jechali z prędkością 200 km/h. I teraz jeżdżą dalej. Do tego rząd, w swojej łaskawości, pod naciskiem firm transportowych, uruchomił w Polsce z powrotem kursy, na których można odkupować punkty karne - 6 punktów karnych za 1000 zł. To się zbiega z tym, że pozwalamy takim Sebastianom szaleć po drogach, zanim stracą uprawnienia - zaznaczył.
Wypadek na autostradzie A1. List gończy za kierowcą BMW. Ziobro podjął też inną ważną decyzję
"Ludzie oczekują za coś takiego innej kary niż maksymalnie 8 lat więzienia"
Jak podnosił ekspert w rozmowie w TOK FM, by ograniczyć liczbę wypadków takich jak ten na autostradzie A1, potrzebna jest przede wszystkim prewencja, czyli m.in. zapis podobny do tego, który wszedł w życie w Niemczech. - Drugą rzeczą są odcinkowe pomiary prędkości. Pan Alvin Gajadhur, który dziś startuje na senatora z PiS, zarządza częścią automatycznego systemu nadzoru nad kierowcami w Polsce, a ta jest niedorozwinięta. Wprowadzenie odcinkowych pomiarów prędkości na autostradach to coś najbanalniejszego. I to ucina taką grupę ścigających się kierowców - wskazał.
Łukasz Zboralski powołał się też na rozwiązania wprowadzone we Włoszech i Wielkiej Brytanii. - Jeden z mechanizmów jest taki, że jeżeli doprowadzi się do wypadku, a jechało się 50 km/h więcej, niż dopuszczalna prędkość, to z automatu dostaje się zarzut zabójstwa drogowego i wyższą karę. Jest też bardziej miękka regulacja - jeżeli w skrajny sposób złamało się przepisy i doprowadziło do wypadku, też można zostać skazanym za zabójstwo drogowe. Ludzie oczekują za coś takiego innej kary, niż maksymalnie 8 lat więzienia. Kara musi dawać społeczeństwu poczucie, że ktoś został adekwatnie ukarany za swój czyn - mówił gość "Światopodglądu".