advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Wielkopolskie

Musiała odmówić nagrody, bo państwo zabrałoby jej świadczenie. "Niesprawiedliwe i krzywdzące"

3 min. czytania
13.12.2022 16:56
Anna Nowak została doceniona za swoją wolontariacką działalność. Otrzymała tytuł Poznańskiego Wolontariusza Roku i nagrodę w wysokości 4 tys. zł, której - jak mówi - przyjąć nie mogła, bo straciłaby świadczenie pielęgnacyjne, które pobiera jako matka córki z niepełnosprawnością. - Nie mogę sobie pozwolić, by je stracić. Nie miałybyśmy z czego żyć - mówi.
|
|
fot. Zdj. Urząd Miasta/ https://www.poznan.pl/mim/info/news/znamy-poznanskich-wolontariuszy-roku,193293.html

Anna Nowak jest z wykształcenia pedagożką specjalną. Przez wiele lat pracowała, ale ostatecznie - ze względu na córkę - musiała z tego zrezygnować. Opiekuje się nią sama - Agnieszka ma dziś 38 lat. Jest całkowicie niesamodzielna. - Dlatego zdecydowałam się na świadczenie pielęgnacyjne - mówi Anna Nowak.

Do świadczenia, które obecnie wynosi 2119 zł, nie można dorobić - ani w ramach pracy zarobkowej (np. jako tłumacz, rękodzielnik czy księgowy), ani w żaden inny sposób. Oznaczałoby to utratę świadczenia. Rodzice osób z niepełnosprawnościami walczą, by to zmienić, bo - jak mówią - prawo jest w tej sprawie nieludzkie.

'Za wynajem mam zapłacić więcej niż wynosi moje świadczenie'. Opiekunowie osób z niepełnosprawnościami będą protestować

Anna Nowak do świadczenia pielęgnacyjnego nie dorabia, ale spełnia się w wolontariacie. Od ponad 25 lat jest prezeską Stowarzyszenia na Rzecz Dzieci i Dorosłych z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym "Żurawinka". Jest też pomysłodawczynią akcji społecznej "Przewijamy Polskę" oraz "Przewijamy Poznań". Współpracuje z poznańskimi szkołami w zakresie promowania pozytywnego wizerunku osób z niepełnosprawnościami.

Za swoje działania została doceniona i zdobyła tytuł Poznańskiego Wolontariusza Roku. Na uroczystej gali - obok kilku innych laureatów - odebrała nagrodę w kategorii Wolontariat senioralny. Nagroda, oprócz dyplomu i statuetki, to również środki finansowe. - Nie wiedziałam o tym, że tytułowi Wolontariusza Roku towarzyszy nagroda finansowa - mówi pani Anna.

Nasza rozmówczyni miała dostać 4 tys. zł. Jak mówi, kiedy się o tym dowiedziała - ucieszyła się. Pomyślała, że przeznaczy te pieniądze na pomoc innym. Jednak gdy dostała do podpisania dokumenty dotyczące kwestii podatkowych, zrozumiała, że nagrody przyjąć nie może, bo jeśli to zrobi - państwo zabierze jej świadczenie pielęgnacyjne.

- Świadczenie jest moim głównym źródłem dochodu, z tego się razem z córką utrzymujemy. Nie mogę sobie pozwolić na to, by je stracić, bo nie miałybyśmy z czego żyć. Organizatorzy wydarzenia, którzy przyznali mi nagrodę, też byli zaskoczeni, że takie są przepisy. Absurd goni absurd - mówi TOK FM pani Nowak.

Ostatecznie, wspólnie z tymi, którzy przyznali jej nagrodę, zdecydowała, że zgadza się, by pieniądze trafiły do stowarzyszenia "Żurawinka". - Oczywiście nie jest tak, że ta nagroda powinna trafić tylko do "Żurawinki", bo nie tylko tu się udzielam, ale nie można było tej kwoty podzielić, stąd ta decyzja - wyjaśnia wolontariuszka. I przyznaje: "To niesprawiedliwe i krzywdzące. Tu nie chodzi o wynagrodzenie za jakąś pracę zawodową, ale o docenienie mojej działalności wolontariackiej".

"Niech dadzą tym ludziom żyć"

Podobna sytuacja miała miejsce w 2020 roku, gdy pisarz Igor Jarek zastanawiał się nad odebraniem nominacji do Paszportów Polityki za swoją książkę "Halny". Jest tatą kilkuletniej córki z niepełnosprawnością, pobiera świadczenie i nie może do niego dorabiać. Obawiał się, że jeśli dostanie nagrodę, świadczenie mu zabiorą. - Obecna władza jest za życiem, więc niech dadzą tym ludziom żyć. Nawet tych głupich długopisów nie można składać. Ten system jest niepełnosprawny. Człowiek stara się tak nie myśleć, ale niektórzy mogą mieć później pretensje do dzieci, że odebrały im własne życie, możliwość rozwoju - mówił w jednym z wywiadów, który można przeczytać TUTAJ.

- Korzystając ze świadczenia, nie mamy prawa do samorozwoju, działań twórczych i społecznych, które mogą być dostrzeżone i nagrodzone. Mamy siedzieć cicho i cieszyć się, że płacą nam za opiekę nad naszym własnym dzieckiem. Chcę tylko dodać, że poznański samorząd był również zbulwersowany cała tą sytuacją. Jestem dla nich pierwszym takim przypadkiem w naszym mieście, który uzmysłowił absurd obowiązujących przepisów - mówi TOK FM Anna Nowak.

Po śmierci niepełnosprawnego syna musi oddać państwu prawie 500 złotych. 'Ja nie mam z czego żyć'