W tym rankingu USA zajęły 9. miejsce od końca. "Co ma być, to będzie"
"Ewidentnie Trump się pogubił w swojej polityce handlowej, czego można było się spodziewać już podczas Dnia Wyzwolenia, gdy prezydent USA uroczyście zaprezentował tablice zawierające tak niemądre dane, że nawet w slapstickowej komedii byłoby to uznane za słaby dowcip. Po wyroku SN trudno już mówić o jakiejkolwiek przemyślanej polityce handlowej - mamy do czynienia z uderzaniem na odlew, bez oglądania się na konsekwencje. A nawet bez próby oszacowania potencjalnych konsekwencji. Co ma być, to będzie". Publikujemy fragment książki Piotr Wójcika pt. "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]".
Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Piotra Wójcika pt. "Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]", która ukazała się 18 marca 2026 roku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.
Trumpizm na równi pochyłej
W głównych założeniach swojej polityki Donald Trump wiernie realizuje strategię zarysowaną przez Zoltana Pozsara i Stephena Mirana. Zgodnie z teoriami Pozsara przystąpił do budowy Breton Woods III, próbując wywinąć się z części zobowiązań jako strażnik globalnego porządku, jednocześnie utrzymując dominującą pozycję dolara - podobnie jak Stany Zjednoczone w latach 70., gdy zrezygnowały z parytetu złota. Trump zdaje się również zgadzać z Pozsarem, że to towary staną się w przyszłości podstawą zaufania do walut narodowych, z dolarem na czele. Dlatego też prezydent przykłada tak dużą wagę do dostępu do zasobów naturalnych, podpisując tzw. umowę mineralną z Ukrainą, pacyfikując Wenezuelę, spoglądając na Grenlandię oraz realizując w kraju politykę streszczoną słowami: drill, baby, drill (wierć, kochanie, wierć). Pogłębienie eksploatacji amerykańskich zasobów ma zapewnić rezerwy niezbędne do utrzymania globalnej dominacji Stanów Zjednoczonych i do zwycięstwa w ewentualnej konfrontacji z Chinami. (...)
Teorie mówiące o tym, że polityka Trumpa jest powrotem do izolacjonizmu, są więc nietrafione. Waszyngton chce obecnie zrobić coś przeciwnego - umocnić swoją globalną pozycję, reformując globalny system walutowy i handlowy. Z koncepcji Mirana Trump zaczerpnął postulat zmiany parytetu kursów walut za pomocą przyciśnięcia swoich sojuszników do ściany, tak jak administracja Reagana postąpiła wobec rządu Japonii podczas podpisywania Plaza Accord w 1985 roku. Zgodnie z sugestiami swojego najnowszego nominata do Rady Gubernatorów FED próbuje również - często skutecznie - wymuszać na sojusznikach zgodę na wprowadzenie jednostronnych taryf importowych, korzystając z powiązania relacji handlowych z utrzymaniem amerykańskiego parasola bezpieczeństwa. Paradoksalnie to amerykańskie instytucje, takie jak Sąd Najwyższy, stawiają ofensywie taryfowej Trumpa większy opór niż rządy krajów sojuszniczych, które zostały skutecznie przestraszone wizją zwinięcia amerykańskiego parasola bezpieczeństwa. Dzięki wyrokowi federalnego SN cła wprowadzone przez Trumpa stały się problemem tymczasowym, który można przeczekać, a nie nową rzeczywistością. Żadne z porozumień handlowych nie zostało zatwierdzone przez Kongres ani ratyfikowane przez partnerów handlowych USA. Parlament Europejski wprost zapowiedział zawieszenie procedury ratyfikacji, gdyż wciąż nie ma pewności, jak wysokie taryfy będą pobierane na granicy Stanów Zjednoczonych. Pod koniec lutego Trump mówił o 15 proc., a urząd celny poinformował o pobieraniu 10 proc. Ewidentnie Trump się pogubił w swojej polityce handlowej, czego można było się spodziewać już podczas Dnia Wyzwolenia, gdy prezydent USA uroczyście zaprezentował tablice zawierające tak niemądre dane, że nawet w slapstickowej komedii byłoby to uznane za słaby dowcip. Po wyroku SN trudno już mówić o jakiejkolwiek przemyślanej polityce handlowej - mamy do czynienia z uderzaniem na odlew, bez oglądania się na konsekwencje. A nawet bez próby oszacowania potencjalnych konsekwencji. Co ma być, to będzie.
O ile w obszarze strategii Trump wiernie oddaje myśli czołowych teoretyków trumpizmu, o tyle w kwestii taktyki zdaje się od nich oddalać. Miran postulował zmianę systemu stopniowo, by nie wywołać inflacji i za wszelką cenę utrzymać status amerykańskiej waluty. Trump wprowadza zmiany gwałtownie, czego ekstremalnym przykładem były masowe cła ogłoszone podczas tzw. Dnia Wyzwolenia. Wywołały one chaos, spadki na giełdach i protesty społeczne Amerykanów przerażonych perspektywą drastycznego wzrostu cen. Tym bardziej że inflacja wynikająca z ceł z Dnia Wyzwolenia miała najmocniej dotknąć odzież - importowaną z Wietnamu czy Bangladeszu - oraz wiele artykułów pierwszej potrzeby. To uderzyłoby przede wszystkim w elektorat obecnego prezydenta USA. Miran postulował też zmianę relacji handlowych za pomocą wynegocjowanych umów, by nie zrazić do siebie partnerów. Poza tym system oparty na umowach multi- i bilateralnych byłby znacznie stabilniejszy i długotrwały w porównaniu do systemu opartego na jednostronnych decyzjach Waszyngtonu, podważanych przez federalne sądownictwo. Tymczasem zdecydowana większość taryf wprowadzonych przez Trumpa ma formę jego zarządzeń wykonawczych w ramach uprawnień IEEPA. Nawet te porozumienia, które zostały zawarte po negocjacjach, czyli m.in. z Unią Europejską, Japonią i Koreą Południową, formalnie rzecz biorąc zostały wprowadzone jako zarządzenia IEEPA. Ich stabilność jest więc bardzo wątpliwa. Już pod koniec sierpnia sąd apelacyjny w Waszyngtonie podważył taryfy nałożone na towary z Chin, Meksyku i Kanady, twierdząc, że prezydent nie ma do tego uprawnień. Oczywiście Trump uznał wyrok za stronniczy i we wpisie na Truth Social stwierdził, że z ceł się nie wycofa. Sądy będą miały jednak możliwość podważania ich np. w wyniku pozwów składanych przez importerów. Po wyroku Sądu Najwyższego urząd celny musi się przygotować na zwrot wielu miliardów dolarów, które zostały pobrane bez należytej podstawy prawnej. Potencjalnie amerykańskie państwo będzie musiało oddać nawet 175 mld dol. Ta astronomiczna kwota jest tutaj mniejszym problemem niż gigantyczna praca administracyjna, która czeka amerykańskich urzędników podczas przeprowadzania operacji odkręcającej bezprawne taryfy celne Trumpa. Czołowy przewoźnik w USA FedEx już złożył pozew przeciw rządowi federalnemu, domagając się zwrotu wszystkich taryf pobranych na podstawie rozporządzeń z IEEPA. Poza tym Trump swoją gwałtowną i momentami brutalną polityką, okraszaną obraźliwymi zwrotami kierowanymi do dotychczasowych sojuszników USA, zraził do Waszyngtonu połowę globu, skłócając się z Indiami i Brazylią oraz podważając zaufanie do Stanów Zjednoczonych w Europie. W rezultacie zarówno państwa Zachodu, jak i Globalnego Południa zaczęły intensywnie rozglądać się za alternatywą. A to w przyszłości może skutkować dalszym osłabieniem dolara. Nawet jeśli nie znajdzie się waluta, która mogłaby go zastąpić, do utraty statusu dolara wystarczy daleko idąca dywersyfikacja rezerw i oparcie znacznej części z nich na towarach, w tym metalach szlachetnych. Rekordowe ceny złota notowane w ostatnich miesiącach są skutkiem właśnie gromadzenia złota przez banki centralne, w czym przoduje Narodowy Bank Polski. Zasoby złota Warszawy we wrześniu 2025 roku wyniosły 515 ton, czym przewyższyły nawet Europejski Banki Centralny i zajęły dwunaste miejsce na świecie. Skoro nawet tak lojalny sojusznik jak Warszawa zaczyna intensywnie gromadzić złoto, oznacza to, że zaufanie do dolara wyraźnie się osłabiło. (...)
Zamiast detronizacji dolara być może zapanuje bezkrólewie lub amerykańska waluta zostanie lame duck (kulawa kaczka - określenie prezydentów USA w ostatnich miesiącach urzędowania). (...)
Rząd federalny mógłby znacząco podnieść federalną płacę minimalną, rozszerzyć uprawnienia i ochronę pracowników - no i wreszcie wprowadzić zmiany przepisów zobowiązujące dużych pracodawców do zawierania układów zbiorowych. Jak na razie Trump robi dokładnie na odwrót - zniósł wymóg stosowania minimalnej stawki godzinowej wynoszącej 17,75 dol. przez wykonawców zamówień rządowych i zrywa układy zbiorowe w kolejnych instytucjach publicznych oraz agendach rządowych. Zresztą Amerykanie najwyraźniej to dostrzegają, gdyż poparcie dla poszczególnych polityk Trumpa jest jeszcze bardziej mizerne niż poparcie dla jego rządu w ogóle. Według Pew Research polityka taryfowa Trumpa jest oceniana negatywnie przez 61 proc. Amerykanów, przy czym przez 39 proc. - wręcz bardzo negatywnie. Cła popiera tylko 38 proc., przy czym 15 proc. w sposób zdecydowany. Obniżająca podatki i likwidująca bidenowskie dotacje oraz regulacje One Big Beautiful Bill jest źle oceniana przez 46 proc. Amerykanów, przy czym 33 proc. ocenia ją bardzo źle. Poparcie dla niej wynosi ledwie 32 proc., przy czym 11 proc. stanowią zagorzali zwolennicy. Trumpiści mogą więc nie doczekać się zbawiennych efektów swojej polityki, o ile takie w ogóle kiedykolwiek nastąpią, gdyż z końcem kadencji obecnego prezydenta elektorat odsunie ich możliwie najdalej od władzy.
Poprawa życia w USA wymagałaby również aktywnej polityki społecznej, która dla administracji Trumpa zdaje się czymś z zupełnie innego kręgu cywilizacyjnego. Według Better Life Index OECD jakość życia w USA jest znacząco niższa od życia w Polsce, Czechach czy Słowenii, a także we wszystkich krajach Europy Zachodniej, i waha się na poziomie Litwy i Chile. Stany Zjednoczone znalazły się na 9. miejscu od końca, wyprzedzając głównie państwa Ameryki Południowej, Turcję, Grecję, Słowację i Łotwę. Chociaż zarówno Donald Trump, jak i wiceprezydent USA J.D. Vance regularnie oskarżają Unię Europejską o upadek, to wskaźniki ekonomiczno-społeczne pokazują raczej postępującą degradację amerykańskiego systemu. Na obniżenie jakości życia w USA wpływają przede wszystkim stan środowiska naturalnego oraz zdrowie publiczne, bezpieczeństwo i jakość miejsc pracy. W żadnym z tych obszarów Trump nie zamierza dokonać koniecznych zmian, wręcz przeciwnie - demontuje regulacje środowiskowe i dąży do likwidacji i tak już bardzo ograniczonej reformy opieki zdrowotnej z czasów Baracka Obamy.
Głównym przeciwnikiem Donalda Trumpa jest więc on sam i przyjęta przez niego nieobliczalna taktyka, która być może sprawdza się w biznesie deweloperskim, ale w polityce międzynarodowej już niekoniecznie. Dyplomacja, jak sama nazwa wskazuje, promuje podejście dyplomatyczne, gdyż w relacjach międzynarodowych kluczową walutą jest zaufanie, które Waszyngton podważył. Zamiast zmieniać globalny system za pomocą realnych negocjacji i formalnie zawieranych umów multi lub bilateralnych, USA przebudowują światowe relacje handlowe za pomocą zarządzeń prezydenta, których legalność jest podważana nawet przez amerykańskie sądownictwo. W rezultacie system wprowadzany właśnie przez Donalda Trumpa może dokonać żywota wraz z końcem jego kadencji, o ile nie wcześniej.
Posłuchaj: