Zetki rzuciły matchę i stawiają na ube. Nieważne jak smakuje, ważne jak wygląda
Globalna branża spożywcza dostała obsesji na punkcie pochrzynu skrzydlatego. Niepozorna bulwa z Filipin ma coś, co właśnie podbija internet, czyli... kolor. A dokładniej - fiolet, który idealnie wpasował się w poszukiwanie nowego trendu, kiedy przybladła już supermodna ostatnio jaskrawa zieleń matchy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- W branży spożywczej to już przedmiot obsesji. Dlaczego kolor fioletowy staje się właśnie nowym zielonym?
- Skąd wzięły się fioletowe naleśniki i lawendowa latte?
- I jaką rolę w tej historii odgrywają: skromna bulwa, Zetki i internet?
Zaczniemy od plantacji na Filipinach, na niewielkich farmach rodzinnych, które zajmują się uprawą pochrzynu filetowego zwanego często fioletowym batatem. Encyklopedia opisuje smak jego bulwy jako słodki o łagodnym, waniliowo-orzechowym posmaku, jest bogaty w przeciwutleniacze, witaminy i błonnik. Ale nie o smak czy właściwości odżywcze tu chodzi, ale o... kolor. Gatunek pochrzynu, który jest głównym bohaterem tej historii, znany jako ube, jest ametystowy, czyli intensywnie fioletowy. Dodany do potraw nadaje im świeży liliowy kolor. No i jest naturalny, w przeciwieństwie do barwników używanych w przemyśle spożywczym z ostrymi ograniczeniami. Ale wróćmy na Filipiny, do pochrzynowych ogródków i do niespodziewanego sukcesu, którego fioletowy batat padł ofiarą.
Od deseru do wiralu
Pochodzące z Filipin ube uprawiane jest dla swego nieskończenie uniwersalnego smaku. Wyciąg z jego bulw używany jest w filipińskiej kuchni powszechnie w cukiernictwie i deserach, od placków i ciast, po puddingi, koktajle i lody a nawet dżemy. Po raz pierwszy zrobiło się o nim głośno, gdy dekadę temu, w erze przed Tik-Tokowej, pewne bistro w Miami na Florydzie wprowadziło do menu "złotego pączka z ube". Ozdobiony lukrem i złotymi płatkami oraz wypełniony musem z ube deser stał się wtedy ultra przebojem. I choć kosztował 100 dolarów za sztukę, to i tak jaskrawo fioletowe pączki rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Drugi stopień popularności ube pokonało w czasach pandemii, gdy społeczność filipińska w Ameryce z tęsknoty za domem w swoich restauracjach zaczęła wprowadzać kolor fioletowy jak menu długie i szerokie. Zaraz potem ultra fioletowy yum (czyli batat) rozepchnął się w soszjalach. Trendem stal się zaraz po lockdownie, ale osiągnięcie wiralowej sławy zajęło mu nieco czasu.
Sprawdź, czy wiesz, co ważnego wydarzyło się w ostatnich dniach. Tylko najbardziej zorientowani udzielą więcej niż 8 dobrych odpowiedzi
Quiz: Quiz TOK FM. Czy jesteś na bieżąco z wydarzeniami mijającego tygodnia?
Dzisiaj potrawy z ube, od koktajli i latte po lody, pojawiają się w ofertach amerykańskich restauracji trzy razy częściej niż na starcie trendu. A fioletowy właśnie awansował do menu największej sieci kawiarni na świecie. Tak, latte w kolorze średniego lila, to właśnie ube latte, z fioletowym ziemniakiem w roli głównej. Uprawianym i zbieranym od setek lat tysiące kilometrów w linii prostej od lady baristy, przy której zamawiasz najnowszą pozycję z kawiarnianej oferty. Ube stało się w globalnym przemyśle spożywczym najnowszym trendem, wygenerowanym w fiolkach technologów żywnościowych i w laptopach specjalistów od marketingu. Ale po kolei.
Branża spożywcza rośnie trendami. Dla producentów trend to napęd, konkretnie - napęd sprzedaży. Więc zarządzający największymi koncernami żywnościowymi prowadzą na trendy regularne polowania - w sieci i na ulicy. W ten sposób na salony wjechała ostatnio dubajska czekolada oraz matcha. Ta ostatnia w masowych trendach znalazła się z dwóch powodów. Po pierwsze: bo klienci generacji Zet oraz millenialsi bardziej niż wcześniejsze pokolenia dbają o zdrowie. I po drugie: ponieważ jest fotogeniczna.
Matcha lubi być na zdjęciach i ślicznie wtedy wygląda. Świeży zielony kolor dobrze się kojarzy i jest superapetyczny. Dlatego trend, który wykiełkował w niewielkich, niszowych kawiarenkach ze zdrowymi napojami, ostatecznie przebojem wziął globalny rynek. Najpierw rynek cyfrowy, bo kolor zielony opanował soszjale, nieskończonym korowodem influencerskich rolek z japońską herbatą w roli głównej. Na początku tej oszałamiającej kariery matchy mało kto wiedział, czym dokładnie jest ultra zdrowy zielony napój przygotowywany z aromatycznego proszku. Na jej szczycie zielony opanował oferty kawiarni i restauracji oraz zajął stałe miejsce na półkach hipermarketów. A chemicy laboratoriów spożywczych na całym świecie opracowali ekstrakty, które można dodać praktycznie do wszystkiego. Aż w końcu kolor zielony przestał wystarczać, a branża rozpoczęła poszukiwania na jego następcę.
Schabowy nie ma szans
I znalazła: rządzi fioletowy, a konkretnie ube, fioletowy yum - pochrzyn skrzydlaty, czyli ziemniak w egzotycznym wydaniu w oryginalnym kolorze. Ube znalazło się na radarach branży spożywczej mniej więcej trzy lata temu, gdy z lokalnych cukierni i restauracji z narodową kuchnią trafił przed kamery i stał się globalnym wiralem i zwrócił uwagę specjalistów od marketingu. Bo tym, czego branża spożywcza poszukuje dzisiaj najbardziej jest... atrakcyjny kolor! Nowy trend musi atrakcyjnie wyglądać w soszjalach. I dlatego kotlet schabowy nie ma (prawie) żadnych szans.
Odwrotnie niż ube, za które zabrały się laboratoria technologów spożywczych. Wyciąg z fioletowego ziemniaka musiał nabrać mocy, tak, by dodanie go do latte czy koktajlu nadawało im kolor, ale nie zwiększało objętości. Po dopracowaniu technologii do boju ruszył marketing. Najpierw fioletowy przeszedł fazę sprzedażowych testów. Gdy okazały się udane, opanował świat. Lawendowy w świeżym wiosennym odcieniu w tym roku ma być dla przemysłu spożywczego sprzedażowa trampoliną, bo generacja Zet kupuje oczami, także żywność. By osiągnąć światowy sukces, wystarczy więc szałowo wyglądać na internetowej rolce. Nawet jeśli jest się skromną bulwą - można zostać smakiem roku.
Na koniec wracamy na filipińskie pola. Bo ube stało się właśnie - podobnie jak matcha - ofiarą własnego sukcesu. A filipińskie rolnictwo przeżywa z jego powodu trudne chwile. Pochrzyn fioletowy rośnie na Filipinach w rodzinnych gospodarstwach, na niewielkich poletkach, które dają kilkaset ton rocznie plonów, w tym coraz więcej na eksport. Rolnicy zbierają z pól bulwy na sprzedaż, ale powinni zachować część z nich do wysadzenia w kolejnym sezonie. Problem w tym, że purpurowy yum stał się tak poszukiwany, a jego ceny wzrosły tak mocno, że farmerzy wyprzedają wszystko co zbiorą. Do ostatniego fioletowego ziemniaka. Powstał więc plan, by na Filipinach ube chronić. Tak jak Francuzi chronią produkcję szampana. By fioletowy stał się nowym zielonym na dłużej.
źródło: TOK FM