Bulwersujące zachowanie kierowcy. "Nie byłam w stanie się poruszać. Zostałam sama na środku drogi"
Agnieszka Frost jest osobą niewidomą, pracuje jako edukatorka i przewodniczka w Gdańskiej Galerii Zmysłów (to muzeum zwiedzane w ciemności). Sama porusza się po mieście, pomaga jej w tym biała laska. - To moje oczy i przedłużenie mojej ręki - mówi.
Pod koniec kwietnia, kiedy wracała z pracy, na przejściu dla pieszych na ulicy Piotrkowskiej w Gdańsku, auto przejechało po białej lasce, którą trzymała. - Laska pękła i tak naprawdę dalej nie byłam w stanie się poruszać. I co najgorsze, kierowca nie zatrzymał się, nie zapytał, czy potrzebuję pomocy w dotarciu do celu. Zostałam sama na środku drogi – relacjonuje.
Kierowca odjechał, nie udzielając pomocy
Pani Agnieszka przyznaje, że najpierw poczuła ogromny "strach, żal i złość". - Nie wiedziałam, jak wrócę do domu. Jedna kobieta przeprowadziła mnie na drugą stronę ulicy, potem musiałam sobie radzić sama. Szłam i płakałam. Ale jak już dotarłam do domu, to stwierdziłam, że to jest chyba czas najwyższy, żeby zacząć trochę społeczeństwo uświadamiać, że biała laska to nie jest zwykły kij – wspomina.
'Tego ślepego już więcej nie brać'. Proboszcz odesłał organistę, bo 'nie lubi niewidomych'
Używana przez osoby niewidome biała laska nie tylko umożliwia rozpoznawanie terenu i pokonywanie przeszkód, ale także sygnalizuje innym osobom niepełnosprawność wzroku. - Ale niektórzy ludzie chyba nie wiedzą, co to jest biała laska i do czego służy. Nie raz zdarzało mi się, że na chodniku ludzie przeskakiwali przez moją laskę albo rozjeżdżali ją rowerem – mówi Przemysław Rozkwitalski, który jest osobą niewidomą. Jak dodaje, sporym utrudnieniem w poruszaniu się po mieście są też porozrzucane hulajnogi. - Zdarza się, że ludzie zostawiają hulajnogi na specjalnych prowadnicach dla osób niewidomych w pobliżu przystanków autobusowych czy tramwajowych. Tak samo jest z wszelkiego rodzaju "potykaczami". Czasami warto przemyśleć inną formę rozstawiania tego typu reklam – ocenia.
"My nie jesteśmy z innej planety"
Z jakim przeszkodami muszą na co dzień zmagać się osoby niewidome, można przekonać się, odwiedzając specjalne muzea czy galerie w ciemności. W Polsce jest kilka takich miejsc.
- Powstają z myślą o tym, żeby edukować społeczeństwo, żeby pokazać, że my nie jesteśmy z innej planety, nie mamy swojego świata. Chodzimy po tych samych ulicach, co każdy inny człowiek. I naprawdę myślę, że ludzi nie kosztuje wiele, kiedy widząc nas stojących na przystanku, podejść i powiedzieć nam, jaki numer tramwaju podjechał. Czy też widząc nas na ulicy, po prostu zwyczajnie podejść i zapytać, czy potrzebujemy pomocy – mówi Agnieszka Frost, przyznając, że i tak jest lepiej niż jeszcze kilka lat temu.
Patryk diagnozą usłyszał w wieku 4 lat. 'Codziennie doświadczałem przemocy'
Jej zdaniem poprawiła się też miejska infrastruktura, a Gdańsk stał się bardziej dostępny. - Są prowadnice na przystankach. Pojawiają się pola uwagi, takie żółte wypukłe kropki, które informują nas o tym, żeby się zatrzymać. No i sygnały dźwiękowe na przejściach, ostrzegające przed tramwajem. To nam bardzo pomaga, ale i tak, wychodząc z domu, musimy być skupieni na 200 procent. Nigdy nie wiemy, jaka przeszkoda nas czeka i kiedy ktoś przejedzie nam po białej lasce – dodaje.
Sprawcy niebezpiecznego zdarzenia z przejścia dla pieszych na ulicy Piotrkowskiej nie udało się ustalić. Policja była na miejscu i spisała zeznania. - Nie chodzi mi o połamaną laskę. Chciałabym od tej osoby, usłyszeć po prostu zwykłe przepraszam. Tylko tyle, nic więcej – mówi pani Agnieszka.