,
Obserwuj
Mazowieckie

Były rzecznik MSZ straci posadę? Jest reakcja na spór w Żydowskim Instytucie Historycznym

5 min. czytania
28.02.2024 16:08
Minsterstwo Kultury zareagowało na list pracowników Żydowskiego Instytutu Historycznego, którzy domagali się odwołania dyrektorki Moniki Krawczyk. Resort poprosił o wyjaśnienia dotyczące m.in. obowiązywania procedur antymobbingowych. Oprócz tego szef Działu Naukowego ŻIH zawnioskował o odwołanie swojego zastępcy - byłego rzecznika prasowego MSZ Łukasza Jasiny.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

O sporze w Żydowskim Instytucie Historycznym pisaliśmy na naszym portalu kilka tygodni temu. Pracownicy jednostki wystosowali list do ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza, w którym apelowali o odwołanie dyrektorki. Monika Krawczyk została kierowniczką ŻIH jeszcze za czasów 'dobrej zmiany', powołał ją Piotr Gliński. List był anonimowy, opisało go m.in. OKO.press. Po jego publikacji spotkaliśmy się z grupą pracowników ŻIH. W rozmowie z nami szeroko opowiedzieli o atmosferze w instytucie. Również anonimowo. Podkreślali, że obawiają się o swoje miejsce pracy.

Relacjonowali m.in., że część pracowników "korzysta z pomocy terapeutów", a są też takie osoby, "które muszą się leczyć u psychiatry". Mówili o kontrolowaniu ich pracy czy rozliczaniu z pracy poza ŻIH, na przykład w archiwach. Tłumaczyli, że dyrektorka próbuje wpływać na to, jak pisać o wojnie czy o Żydach, a jak nie. Zarzucali jej "autorytarny, niekompetentny i szkodliwy" styl zarządzania. W liście do ministra wskazali też, że ŻIH "znajduje się w głębokim kryzysie".

Z prośbą o komentarz zwróciliśmy się do samej dyrektorki. Monika Krawczyk - w udzielonej nam odpowiedzi - wyjaśniała, że "'autorytarny styl zarządzania' można zarzucić każdemu przełożonemu, do czego bez konkretnych przykładów trudno się odnosić" (więcej tutaj).

Konflikt w ŻIH. Ministerstwo bada sprawę

Jak się dowiedzieliśmy, sprawę Żydowskiego Instytutu Historycznego wziął pod lupę resort kultury. "Ministerstwo zwróciło się do ŻIH o informacje na temat obowiązujących procedur antymobbingowych, a także o sprawozdanie z realizacji działań programowych. Obecnie sprawa jest analizowana" - przekazało nam centrum informacyjne resortu.

Na czwartkowej konferencji do sprawy odniósł się sam Bartłomiej Sienkiewicz. - Jesteśmy w stałym kontakcie ze środowiskami reprezentującymi instytucje zajmujące się pamięcią i dziedzictwem społeczności żydowskiej w Polsce. Sprawa Żydowskiego Instytutu Historycznego jest nam dobrze znana i oczywiście na dłuższą metę ona jest nie do utrzymania. Tak, będziemy reagować - powiedział.

Z naszych informacji wynika, że w Żydowskim Instytucie Historycznym odbyło się zebranie z pracownikami. Miały się na nim pojawić głosy - ze strony dyrekcji - że zarzuty z anonimowego listu są bezzasadne i dawno nieaktualne, a w ŻIH działa regulamin antymobbingowy, z którego nikt nie korzystał, nie było żadnych skarg.

Zdaniem pracowników te "procedury antymobbingowe to fikcja". - Nigdy nie zostały formalnie wdrożone, a pełnomocnika do spraw mobbingu nie ma. Nie ma kogoś, do kogo anonimowo można byłoby napisać, opowiedzieć o problemach. Trudno ze skargą na dyrektorkę pisać do niej samej - mówią nam pracownicy ŻIH.

O sprawę ponownie zapytaliśmy samą Monikę Krawczyk. W udzielonej nam odpowiedzi dyrektorka informuje, że "obowiązująca w Żydowskim Instytucie Historycznym procedura antymobbingowa została wprowadzona w 2013 r.".

"Zakłada ona tworzenie komisji ad hoc - po otrzymaniu zgłoszenia lub skargi - i wskazuje zasady wyłaniania członków komisji. Komisja nie funkcjonowała w stałym składzie i nie powoływano imiennie jej stałych członków. Od początku mojej kadencji procedura ta nie była wykorzystywana, ponieważ nie było skarg. Nie wpłynęły też żadne sygnały wskazujące na konieczność aktualizacji czy wszczęcia postępowania w jej trybie" - wyjaśnia szefowa ŻIH.

W zarządzeniu antymobbingowym, o którym pisze Krawczyk, są zapisy mówiące m.in. o tym, że "pracodawca nie akceptuje mobbingu ani żadnych innych form przemocy psychicznej". Napisano tam również, że "pracodawca zobowiązuje się do podejmowania starań, by środowisko pracy w ŻIH było wolne od mobbingu oraz innych form przemocy". W wytycznych jest mowa również, że "nie podlegają rozpatrzeniu skargi anonimowe lub bez podpisu pracownika". Jeśli pracownik chce się poskarżyć, ma to zrobić osobiście lub na piśmie, do kierownika Działu Kadr. Gdy o zapisy te pytamy pracowników, mówią krótko: "Są nieżyciowe".

Konflikt w ŻIH. Wniosek o odwołanie Jasiny

W Żydowskim Instytucie Historycznym jest jeszcze jedna sprawa, która budzi kontrowersje wśród pracowników. To zatrudnienie byłego rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych Łukasza Jasiny na stanowisko wicedyrektora Działu Naukowego w instytucie. Stało się to w grudniu 2023 roku. Pracownicy punktowali, że Jasina nie zajmował się wcześniej tematyką historyczną. On sam twierdził inaczej. - Tematyka żydowska zawsze była jednym z tematów moich zainteresowań, choć przyznam, że w ostatnich latach - z powodu zajmowania stanowiska w rządzie - był to temat zaniedbany przeze mnie w sensie naukowym. Wcześniej przede wszystkim zajmowałem się kinematografią jidisz i losami aktorów polsko-żydowskich - mówił nam Jasina.

Z naszych informacji wynika, że szef Działu Naukowego prof. Andrzej Żbikowski - po zebraniu z pracownikami - wystąpił do dyrektorki Moniki Krawczyk o odwołanie Jasiny ze swojej funkcji. W rozmowie z nami Żbikowski zapewnił, że nie miał wpływu na powołanie byłego rzecznika MSZ na swojego zastępcę. Dopytywany, dlaczego zawnioskował o jego odwołanie, powołał się na stanowisko innych pracowników.

"Generalnie mój zespół odmówił współpracy z kolegą Jasiną. Widać mieli swoje argumenty; nikt mu jednak nie odmawia prawa do pracy w charakterze naukowca. Ma kompetencje, jeśli chodzi o naszą tematykę badawczą i nawet przedstawił ciekawy wstępny projekt badawczy" - napisał Andrzej Żbikowski. Dyrektorka Monika Krawczyk sprawy Łukasza Jasiny komentować nie chciała.

Równe traktowanie. Ale co to znaczy?

W rozmowach z nami pracownicy ŻIH podkreślali, że "pani dyrektor dużo mówiła ostatnio o równym traktowaniu". - O tym, że nie można faworyzować jednych kosztem drugich. Tyle, że w naszej ocenie, w wielu sprawach tego równego traktowania u nas nie ma - komentowali.

Sama Krawczyk - pytana przez nas o tę kwestię, wskazuje, że przez równe traktowanie rozumie "sprawiedliwe" traktowanie pracowników. "Zarówno, jeśli chodzi o szanse rozwoju zawodowego oraz dostęp do korzyści i możliwości w miejscu pracy, jak i o obowiązki wobec pracodawcy" - pisze.

Pytana natomiast, jak ocenia panującą w Żydowskim Instytucie Historycznym atmosferę pracy, na którą skarży się część osób, pisze: "Przede wszystkim bardzo dziękuję współpracownikom, którzy zwrócili się do mnie z wyrazami poparcia i współczucia".

"Wiem, że niektóre osoby (w tym z Działu Naukowego) napisały do ministerstwa, że anonim podpisany jako 'pracownicy' nie został napisany w ich imieniu i się z nim nie zgadzają. Fałszywe doniesienia medialne odebrane zostały jako atak na całą instytucję, szkodzący naszemu wizerunkowi. Zakłóca to bieżącą pracę i wpływa negatywnie na relacje członków zespołu, utrudniając realizację zadań i wprowadzając pewne napięcie" - przekonuje dalej Monika Krawczyk. I podkreśla, że "Dział Naukowy to około 20 proc. załogi ŻIH, a informacje powielane w mediach wpływają negatywnie na atmosferę w całym Instytucie".

"Podkreślam, że przez całe życie zawodowe zajmowałam stanowiska kierownicze i nie przekraczam jakichkolwiek granic czy norm społecznych, kierując się wyłącznie profesjonalizmem i działaniem na rzecz dobra instytucji, która mnie zatrudnia" - pisze dalej dyrektorka.