,
Obserwuj
Mazowieckie

Spór w Żydowskim Instytucie Historycznym. "Jest strach. Byle tylko nie spotkać pani dyrektor"

12 min. czytania
08.02.2024 10:02
- Duża część z nas - przy takim traktowaniu - korzysta z pomocy terapeutów. Są osoby, które muszą się leczyć u psychiatry. Atmosfera pracy jest fatalna, to negatywnie wpłynęło na psychikę części z nas - mówią TOK FM pracownicy Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Domagają się odwołania mianowanej przez PiS dyrektorki.
|
|
fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

Żydowski Instytut Historyczny zajmuje się badaniem dziejów i kultury społeczności żydowskiej w Polsce. Działa nieprzerwanie od 1947 roku. Ma pod swoją kuratelą największe archiwum o tej tematyce - Archiwum Ringelbluma. Emanuel Ringelblum był historykiem, w czasie wojny pisał osobisty dziennik, ale też gromadził dokumenty i inne materiały na temat życia Żydów w okupowanej Polsce. To właśnie on - wspólnie ze współpracownikami - stworzył podziemne archiwum warszawskiego getta. - To jest najcenniejszy zbiór dokumentów w Polsce. Ogromny potencjał i ogromne możliwości dla badaczy. A dziś, pod rządami pani dyrektor, która nie jest historykiem, a prawnikiem, jakby tracił na znaczeniu - mówią nam pracownicy ŻIH.

Z grupą pracowników spotkaliśmy się w jednej z warszawskich kawiarni. Znamy ich nazwiska, ale chcą pozostać anonimowi. - My się naprawdę boimy. Jasne, zarabiamy najczęściej najniższą krajową albo nieco więcej, ale nie o pieniądze tu chodzi. Kochamy swoją pracę, to nasza pasja, dlatego nie chcielibyśmy jej stracić - przyznali w rozmowie z TOK FM.

List do ministra Sienkiewicza

Pracownicy ŻIH napisali list do nowego ministra kultury w sprawie działań dyrektor Moniki Krawczyk. Też anonimowo. Jak powiedzieli nam, są zdesperowani, bo w atmosferze zastraszania nie da się dalej pracować. Tłumaczyli, że nie da się też działać w sytuacji, gdy dyrektor - wbrew zasadzie wolności badań naukowych - próbuje wpływać na to, jak pisać o wojnie czy o Żydach, a jak nie.

W swoim liście do ministra Bartłomieja Sienkiewicza zaapelowali o odwołanie dyrektorki, która sprawuje swoją funkcję od 2021 roku. Jak wskazali, ŻIH jest zarządzany "w sposób autorytarny, niekompetentny i szkodliwy". "Działający nieprzerwanie od 1947 r. ŻIH zajmuje się badaniem historii i kultury polskich Żydów i wciąż jeszcze jest jedną z najważniejszych tego typu instytucji na świecie. Obecnie jednak znajduje się w głębokim kryzysie" - podkreślili w liście.

Dyrektor Zachęty odwołany. 'Odmówił podpisania dokumentu'. Co dalej z popularną instytucją?

Monika Krawczyk została mianowana na stanowisko dyrektora przez ówczesnego ministra kultury Piotra Glińskiego. "Nie mamy wątpliwości, że swój awans Monika Krawczyk zawdzięcza poparciu władz Prawa i Sprawiedliwości, które - obsadzając ją w tej roli - miały nadzieję, że będzie ona łatwym dla nich narzędziem realizacji założonej przez rządzących polityki historycznej" - napisali byli i obecni pracownicy ŻIH.

Nasi rozmówcy podkreślali, że dyrektor Krawczyk wprost nie stosowała cenzury czy nacisków, ale wiele działań odbywało się - jak mówili - "w białych rękawiczkach". W rozmowie z nami podawali konkretne przykłady. Choćby wywiad, którego udzieliła Helena Datner "Dziennikowi Gazecie Prawnej" w 2021 roku. Datner jest historyczką i działaczką społeczności żydowskiej, od 40 lat pracowała w ŻIH. Zna tę instytucję jak mało kto, niedawno musiała z niej odejść na emeryturę (bo taką propozycję dostała od dyrekcji). W wywiadzie odniosła się do wypowiedzi ambasadora Jakuba Kumocha, który stwierdził, że - podawana przez profesora Jana Grabowskiego - liczba 200 tysięcy Żydów zamordowanych w czasie wojny przez Polaków, jest nieprawdziwa. "Twierdzę, że liczba 200 tys. jest jak najbardziej możliwa i raczej minimalna, natomiast martwi niesłychanie koncentracja na liczbach, a nie zjawisku, które za nimi stoi. Rozmowa o liczbach przesłania istotę sprawy i zastępuje analizę historycznych i kulturowych powodów, które doprowadziły do mordów na sąsiadach" -

powiedziała Datner w wywiadzie. - Helena Datner

- Po tym wywiadzie zostałam zaproszona do pani dyrektor i usłyszałam, że ona musi wiedzieć o każdym takim wywiadzie i o tym, co się w nim pojawi. Zapytałam, co będzie, jeśli nie będę jej informować. Wtedy się znacząco uśmiechnęła - opowiadała w rozmowie z TOK FM Helena Datner. Nie miała wątpliwości, że w tle "zaproszenia do gabinetu" było to, że podważyła PiS-owską narrację o tym, że Polacy głównie ratowali Żydów w czasie wojny. - Zawsze kluczowy jest kontekst - dodała nasza rozmówczyni.

Monika Krawczyk w udzielonej TOK FM odpowiedzi przyznała, że taka sytuacja miała miejsce. "Chodziło o przypomnienie obowiązującego w ŻIH zarządzenia(...) z 2019 r. - 'Zasady składania oświadczeń i publicznego wypowiadania się pracowników w imieniu ŻIH' - chodzi o uzyskanie zgody przełożonego na wypowiadanie się w mediach. Nie dotyczyło to treści wypowiedzi - przecież nie mamy wpływu na przebieg rozmowy - a samego faktu. Dążymy do spójności przekazu instytucjonalnego i wiedzy nt. aktywności medialnej naszych pracowników" - przekazała nam pani dyrektor.

Oto kulisy życia w bazie F-16. Gdy pilot usłyszy to słowo, w Polsce zacznie się wojna

Inni pracownicy opowiadali nam, że Monika Krawczyk pisze wstępy do książek wydawanych w ŻIH. - To jest kuriozalne, bo to nie są jej książki, a ona wymaga zgody na to, by mogła napisać wstęp. Jedna z naszych koleżanek, światowej sławy specjalistka od rękopiśmiennictwa, nie zgodziła się na to. Ostatecznie odeszła z instytutu - powiedziała jedna z osób. "Piszę wstępy do wybranych publikacji jako wydawca. Teksty te podlegają takiej samej recenzji i procesowi wydawniczemu jak pozostałe części publikacji. Nie odbiega to od praktyki innych instytucji prowadzących działalność wydawniczą" - odpowiedziała pani dyrektor.

Kolejny pracownik podał: "Jeśli chodzi o naciski w kwestii polityki historycznej, prób pisania historii na nowo - nie ma takich działań wprost. Ale np. jak ktoś pisze artykuł o wojnie i wskazuje, że Żydów mordowali 'naziści', to pani dyrektor sugeruje, by zmienić na 'Niemcy'. A według nas, nie jest to właściwe. To wpisywanie się w prawicową retorykę historyczną".

Monika Krawczyk nie zaprzeczyła, że tak jest. "To rzeczywiście jest dla mnie bardzo ważne, bo coraz częściej doświadczamy tego, że zanika powszechna wiedza o podstawowych faktach historycznych z okresu II wojny światowej. Jeśli jestem w Niemczech, to mówię 'naziści', bo tam jest oczywiste, kogo mam na myśli. W Polsce, w kontekście II wojny światowej, mówię o 'okupantach niemieckich' lub 'III Rzeszy niemieckiej' albo 'niemieckich nazistach'. Potrzeba precyzji wynika z moich doświadczeń i licznych rozmów, w tym z grupami odwiedzającymi ŻIH" - napisała w udzielonej nam odpowiedzi.

- Jedna z moich koleżanek miała zlecone przez panią dyrektor napisanie artykułu na stronę ŻIH z okazji beatyfikacji rodziny Ulmów. Powiedziała, że w takim razie chce w nim napisać m.in. o tym, dlaczego zginęli [zostali wydani przez Polaków - przyp. red.], po czym pani dyrektor zmieniła zdanie. Powstał artykuł, ale o kimś zupełnie innym - o Sprawiedliwym z Otwocka, Bronisławie Marchlewiczu. Kontekst był oczywisty - mówiła nam jedna z wieloletnich pracownic instytucji.

Beatyfikacja rodziny Ulmów. Wielowieyska do Glińskiego: Wstyd, że pan fejki powiela

Konflikt w ŻIH. "Autorytarny styl zarządzania można zarzucić każdemu"

Pracownicy skarżą się na autorytarne rządy. Jak mówili, na co dzień jest strach i obawy, byle tylko nie spotkać gdzieś na korytarzu pani dyrektor. - Są dwa wejścia do działu naukowego, tak jakby dwie klatki schodowe. Dziś chodzimy wyłącznie jedną klatką, przechodzimy przez wystawę, by wejść do naszych pokoi. Bo nikt nie chce iść tą drugą stroną, koło sekretariatu. Naprawdę, tak to wygląda - powiedziała jedna z pracownic.

Potwierdziła to Helena Datner. - Tak rzeczywiście jest. Wiem, że ktoś może powiedzieć, że to "przedszkole", ale to wszystko tworzy pewną atmosferę strachu. Trzeba to odbierać w konkretnym kontekście. Podam przykład - mamy jakąś wystawę, skądinąd znakomitą, i pojawiają się na niej funkcjonariusze PiS. W trakcie wernisażu mówią o historii Żydów to, co mówią, a mówią często rzeczy straszne. I ten kontekst jest dostatecznie jasny, by powodować, że atmosfera w takiej instytucji jest okropna i nie sprzyja swobodnemu myśleniu czy wolności badań - mówiła TOK FM historyczka.

Dramat w Dramatycznym. Monika Strzępka rezygnuje. 'Do placówki weszła kontrola PIP'

"Autorytarny styl zarządzania" można zarzucić każdemu przełożonemu, do czego bez konkretnych przykładów trudno się odnosić. Jak każda instytucja publiczna, także ŻIH ma swoją strukturę, plany, budżety, sprawozdania, raporty, które kwartalnie muszą być przekazywane odpowiednim jednostkom nadzorującym - a za ich prawidłowe utworzenie i terminowe dostarczenie odpowiada dyrekcja, która potrzebne dane dostaje od pracowników" - napisała nam dyrektor Krawczyk.

Konflikt w ŻIH. Pracownicy o "destrukcyjnych działaniach"

Wróćmy do listu do ministra Sienkiewicza. Pracownicy ŻIH napisali w nim: "Destrukcyjne działania dyrektor Moniki Krawczyk, wśród których wymienić należy nieuzasadnione zwalnianie i zmuszanie do odejścia wysoce wykwalifikowanych, wieloletnich pracowników; mobbing, brak jasno wytyczonych celów i programu działania - niespójne i chaotyczne posunięcia, nie tylko uniemożliwiają realizację misji Instytutu, ale zachwiały podstawami jego funkcjonowania".

W rozmowie z nami wskazali, że są dokładnie rozliczani z czasu pracy, że pani dyrektor nie odpowiada na ich maile, że ogranicza im możliwość pracy w terenie (muszą mieć na to zgody). Jedna z osób miała zamówione dokumenty w jednym z archiwum, była umówiona na konkretny termin, by je przejrzeć, ale to się nie udało, bo pani dyrektor miała nie podpisać na czas zgody na pracę poza ŻIH-em.

- Dziś ŻIH współpracuje głównie z kojarzonym z "dobrą zmianą" Instytutem Pileckiego i z Muzeum Getta. W sferze naukowej praktycznie nie ma współpracy z Muzeum Polin. To jest absurdalne. Jest też tak, że są przypadki, że badacze, znani naukowcy odmawiają udziału w naszych seminariach, właśnie z uwagi na osobę pani dyrektor. I mówią nam o tym wprost - twierdzili w rozmowie z nami pracownicy.

- Jak chcemy jechać na konferencję naukową, to musimy mieć zgodę pani dyrektor, tak jak na wszystko inne, w tym np. na zupełnie darmowy wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Bywa, że jak pani dyrektor słyszy o jakiejś konferencji, to mówi: "Może pani pojechać, ale jak ja też pojadę". Nie raz było tak, że nie zgodziła się na wyjazd, a my wiemy, że to dlatego, że nie spodobali jej się organizatorzy danego wydarzenia - usłyszeliśmy od naszych rozmówców.

Pracownicy skarżyli się też, że gdy przychodzi do ŻIH jakiś list na ich nazwisko, ale pod nazwiskiem jest "Żydowski Instytut Historyczny", to dostają taki list już otwarty, przez kogoś czytany. - I jest tłumaczenie, że to list do ŻIH, mimo że na kopercie jest moje nazwisko - opowiadali.

Na te zarzuty też otrzymaliśmy odpowiedź dyrektor Moniki Krawczyk, która napisała: "Osobiście prowadzę politykę 'otwartych drzwi', dostaję kilkadziesiąt, czasem ponad sto e-maili dziennie i na nie sukcesywnie odpowiadam. Musiałabym wiedzieć konkretnie, o jaki e-mail chodzi - być może sprawa została załatwiona w formie odpowiedzi na pisemny wniosek, może udzielono odpowiedzi ustnej albo przekazano według kompetencji do odpowiedniego działu. Jeśli chodzi o pracę hybrydową, udzielanie zgód i jej raportowanie - obowiązki te wynikają bezpośrednio ze znowelizowanego po pandemii prawa pracy".

Ważni ludzie odchodzą z ŻIH

W liście do ministra naukowcy napisali również: "Polityka kadrowa Moniki Krawczyk doprowadziła do usunięcia z pracy kluczowych dla funkcjonowania instytucji pracowników oraz zmuszania do przejścia na emeryturę innych, czynnych zawodowo osób. Niepowetowaną stratą było zwolnienie w trybie dyscyplinarnym kierownika Biblioteki ŻIH Andrzeja Kamińskiego oraz spowodowanie odejścia z ŻIH wybitnych badaczek prof. Jolanty Żyndul i prof. Marzeny Zawanowskiej oraz dr Heleny Datner".

W trakcie spotkania z reporterką TOK FM podali, że w zamian zatrudnia się osoby, które nigdy nie zajmowały się tematyką żydowską. Jako przykład wskazali zatrudnienie byłego rzecznika MSZ Łukasza Jasiny, który w grudniu 2023 roku - czyli już po wygranych przez demokratyczną większość wyborach - został zastępcą kierownika Działu Naukowego w Żydowskim Instytucie Historycznym. Jasina jest absolwentem m.in. prawa i historii. Wcześniej pracował jako analityk w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Z ogólnodostępnych źródeł można wyczytać, że jednak ma w swoim dorobku teksty o tematyce żydowskiej, w tym "Polacy i Żydzi w czasie II wojny światowej w "Polin. Studies in Polish Jewry". Łukasz Jasina w rozmowie z TOK FM podkreślił, że tematyka żydowska zawsze była jednym z tematów jego zainteresowań. - Choć przyznam, że w ostatnich latach - z powodu zajmowania stanowiska w rządzie - był to temat zaniedbany przeze mnie w sensie naukowym. Wcześniej przede wszystkim zajmowałem się kinematografią jidisz i losami aktorów polsko - żydowskich, a także kontrowersjami wokół relacji polsko - żydowskich w historii kina polskiego i światowego - powiedział nam Jasina.

"Kolejnym przykładem takich praktyk jest zatrudnienie pod koniec 2023 r. do stworzenia Archiwum Zakładowego osoby, która nie przepracowała w żadnym archiwum ani jednego dnia" - czytamy w liście pracowników do ministra kultury.

Pracownicy napisali, że pani dyrektor zależy głównie na "autopromocji". "Dobrym tego przykładem jest przebieg prac nad wystawą 'Razem czy osobno?', poświęconą zaangażowaniu warszawskich Żydów w polską aktywność niepodległościową. Monika Krawczyk przypisała sobie autorstwo koncepcji wystawy, podczas gdy faktycznie jej autorami byli dr Paweł Fijałkowski, dr Jakub Bendkowski i prof. Jolanta Żyndul. Informacja o tym, że Monika Krawczyk jest autorką koncepcji została umieszczona na tablicy przy wejściu na ekspozycję(...)" - napisali w liście do Bartłomieja Sienkiewicza.

W trakcie długiej rozmowy z nami wskazali, że list jest anonimowy, bo się boją, ale jak podkreślili, wcześniej wielokrotnie - jako pracownicy - pisali do pani dyrektor pod nazwiskiem. Był m.in. list w obronie jednego z pracowników - zatrudnionego w dziale administracji w charakterze tzw. złotej rączki, który przepracował w ŻIH ponad 25 lat i został zwolniony z dnia na dzień. Pracownicy poprosili, by dyrekcja zmieniła decyzję. "Poza aspektem ogólnohumanistycznym, na naszą prośbę wpływa fakt, że pracujemy w Żydowskim Instytucie Historycznym. Do centralnych wartości kultury żydowskiej należy opieka i pomoc słabszym. Bylibyśmy niezwykle zbudowani, wiedząc, że Instytut wartość taką realizuje" - napisali. Odpowiedzi nie dostali, mężczyzna nie wrócił do pracy.

Szydło z nową posadą w radzie. Dzięki marszałkowi. Znalazło się też miejsce dla Kuchcińskiego

- Duża część z nas - przy takim traktowaniu - korzysta z pomocy terapeutów. Są osoby, które muszą się leczyć u psychiatry - nie kryli nasi rozmówcy. - Atmosfera pracy jest fatalna, to negatywnie wpłynęło na psychikę części z nas - mówili nam bez ogródek.

- Chcielibyśmy się spotkać z kimś z Ministerstwa Kultury, porozmawiać, opowiedzieć o wielu innych też problemach. Bardzo liczymy na taką możliwość. Nie ma naszej zgody na degradację znaczenia Żydowskiego Instytutu Historycznego - powiedzieli nam pracownicy tej instytucji.

W liście do Sienkiewicza zwrócili też uwagę, że "od początku kadencji Moniki Krawczyk w związku z pogarszającą się atmosferą w pracy oraz zastraszaniem kolejnych osób z ŻIH zwolniło się (ewentualnie - zostało zwolnionych) co najmniej 26 osób (1/3 stanu osobowego)".

Konflikt w ŻIH. "Szeroki audyt"

Oświadczenie w sprawie sytuacji w ŻIH wydało Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny (ŻIH od momentu powstania do 1994 roku funkcjonował w ramach stowarzyszenia, a dziś podlega Ministerstwu Kultury).

"Od zeszłego roku do Zarządu Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce zaczęły dochodzić niepokojące sygnały o sytuacji i znaczących uchybieniach mających miejsce w Instytucie. Mając obawy, że mogą one mieć bezpośredni wpływ nie tylko na funkcjonowanie Instytutu oraz jego pracowników, ale również na zbiory, do ochrony których został powołany Instytut, skonsultowaliśmy się z byłymi i obecnymi pracownikami, którzy z powodu obaw przed kierownictwem Instytutu prosili o zachowanie pełnej anonimowości. W wyniku tych rozmów Zarząd Stowarzyszenia podjął decyzję o przeprowadzeniu po raz pierwszy szerokiego audytu obejmującego swoim zakresem wszelkie zagadnienia mogące mieć wpływ na ocenę prawidłowości sprawowanej przez Instytut opieki nad uznanym za jeden z najcenniejszych zasobów dziedzictwa polskich Żydów" - napisał przewodniczący zarządu stowarzyszenia Piotr Wiślicki. I zapowiedział, że wyniki audytu powinny być znane do końca lutego.

Wysłaliśmy pytania w tej sprawie do Ministerstwa Kultury, czekamy na odpowiedź. Skontaktowaliśmy się również z dyrektor ŻIH Moniką Krawczyk. Podesłała nam m.in. oświadczenie, które wydała

po opublikowaniu tekstu w OKO.press.pl

kilka dni temu, również w tym temacie. Z oświadczenia wynika, że pani dyrektor nie ma sobie nic do zarzucenia, a anonimowy list pracowników do ministerstwa - bagatelizuje.

"Artykuł [z OKO.press] opiera się na liście, pod którym nikt się nie podpisał i zawiera nieprawdziwe stwierdzenia (anonim zawiera ich jeszcze więcej). Nie można godzić się na to, by wizerunek ŻIH i poszczególnych osób był niszczony w przestrzeni publicznej przez anonimowe pismo, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności" - napisała pani dyrektor. W tym miejscu jeszcze raz podkreślmy - nasz artykuł opiera się jednak nie tylko na liście, ale też na długiej rozmowie z grupą pracowników, z którymi się spotkaliśmy.

"Niezgodny z prawdą jest przede wszystkim główny zarzut formułowany we wskazanym tekście, a dotyczący rzekomego złego traktowania pracowników Działu Naukowego, którego pracownicy jakoby mieli się skarżyć na konieczność składania wniosków, planów lub sprawozdań z wykonywanych zadań. Należy tylko wskazać, że zasada równego traktowania pracowników oraz przepisy prawa pracy zobowiązują pracodawcę do formalnej kontroli nad powierzanymi zadaniami i ich realizacją" - wskazała pani dyrektor w oświadczeniu, które w całości jest zamieszczone

TUTAJ

.

Pani dyrektor podkreśliła przy tym, że ŻIH - w jej ocenie - ma się świetnie. "Wydawnictwa Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma w latach 2022-23 otrzymywały liczne nagrody literackie i wydawnicze m.in. Nagrodę Historyczną 'Polityki' za debiut, nagrody i wyróżnienia KLIO, wyróżnienie The Yad Vashem International Book Prize for Holocaust Research, nagrody im. Józefa A. Gierowskiego i Chonego Shmeruka oraz nagrodę Muzealna Książka Roku. Frekwencja w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma w 2023 r. wyniosła 45 000 osób i była najwyższa w historii instytucji" - wskazała w swoim oświadczeniu.