,
Obserwuj
Mazowieckie

Nie żyje Witold Wójtowicz. Został brutalnie pobity w centrum Warszawy

3 min. czytania
04.07.2024 14:13
Witold Wójtowicz - pracownik Domu Kultury "Rembertów" - zmarł w szpitalu po tym, jak został brutalnie pobity. Do tragedii doszło w centrum miasta, w miejscu wydawania żywności dla osób bezdomnych i ubogich.
|
|
fot. Dom Kultury 'Rembertów'

Globalni giganci technologiczni (np. Google, Meta) korzystają z treści tworzonych przez dziennikarzy i publikowanych w mediach - wyświetlając przy naszych autorskich treściach reklamy, zarabiają gigantyczne kwoty. Big techy przejęły w Polsce już ok. 2/3 wydatków na reklamy internetowe, a wszystkim polskim mediom razem wziętym została 1/3. Stale wprowadzają usługi, które mają na celu utrzymanie użytkowników w ich ekosystemie, przez co nasze lokalne portale i serwisy tracą ruch, a w konsekwencji przychody. To prowadzi do jednego - do upadku lokalnych, polskich wydawców i redakcji. Media z całej Polski przystąpiły wspólnie do akcji, w której wzywamy polityków koalicji rządowej do uwzględniania w procesie implementacji unijnej dyrektywy DSM (Digital Single Market) o prawie autorskim i prawach pokrewnych postulatów wydawców, redakcji oraz dziennikarzy i dziennikarek. Przeczytaj apel >>

Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło 27 czerwca przy ul. Emilii Plater 41 w Warszawie, gdzie jedna z organizacji społecznych regularnie wydaje posiłki dla osób ubogich i bezdomnych. Wśród zgromadzonych był Witold Wójtowicz - muzyk i pracownik Domu Kultury "Rembertów".

Jak podkreśliła Wyborcza.pl, nie wiadomo, czy Wójtowicz przebywał tam jako osoba potrzebująca (nie był osobą bezdomną i utrzymywał się z renty), czy jako wolontariusz. Pewne jest jednak, że do kolejki po posiłek próbował wepchnąć się będący pod wpływem alkoholu Sylwester A., co stało się przyczyną sprzeczki pomiędzy mężczyznami, a potem pobicia.

'Wszyscy dostają alert. To bardzo dziwne'. Co się dzieje na granicy z Białorusią?

Atak trwał kilkanaście minut. Nikt nie reagował

Jak przekazała prokuratura, sprawca zaczął fizycznie atakować Witolda Wójtowicza, uderzając go kilkanaście razy w głowę. Wyborcza.pl ustaliła, że atak trwał kilkanaście minut. W tym czasie nikt ze zgromadzonych w kolejce nie zareagował. Bity Wójtowicz upadł i stracił przytomność. - Dopiero po kilkunastu minutach przypadkowi świadkowie zaczęli cucić i reanimować pokrzywdzonego. Wezwano policję i pogotowie - opisywał prokurator Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Gdy Sylwester A. został odciągnięty od swojej ofiary, skorzystał z faktu, że świadkowie zdarzenia są skupieni na nieprzytomnym Wójtowiczu i wmieszał się w tłum. Po przyjeździe policji został zatrzymany.

Witold Wojtowicz zmarł jeszcze tego samego w szpitalu. Przyczyną śmierci było zatrzymanie krążenia. Sylwestrowi A. przedstawiono zarzuty z art. 156 KK art. 1, pkt. 2 i 3, mówiące o tym, że spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego następstwem jest śmierć człowieka, zagrożone jest karą pozbawienia wolności na okres nie krótszy niż 5 lat lub dożywociem.

Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Prokuratura zleciła przesłuchanie świadków, zabezpieczenie nagrań i sekcję zwłok. - Dopiero po sekcji zwłok i opinii lekarskiej prokuratura będzie mogła się wypowiedzieć czy aktualna kwalifikacja czynu utrzyma się czy nie - mówił prok. Piotr Skiba.

Według Wyborcza.pl sprawca był karany już wcześniej. Prokuratura potwierdza, że znajdował się w kryzysie bezdomności, a w trakcie popełniania czynu nie był trzeźwy.

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>