Nie żyje Witold Wójtowicz. Został brutalnie pobity w centrum Warszawy
Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło 27 czerwca przy ul. Emilii Plater 41 w Warszawie, gdzie jedna z organizacji społecznych regularnie wydaje posiłki dla osób ubogich i bezdomnych. Wśród zgromadzonych był Witold Wójtowicz - muzyk i pracownik Domu Kultury "Rembertów".
Jak podkreśliła Wyborcza.pl, nie wiadomo, czy Wójtowicz przebywał tam jako osoba potrzebująca (nie był osobą bezdomną i utrzymywał się z renty), czy jako wolontariusz. Pewne jest jednak, że do kolejki po posiłek próbował wepchnąć się będący pod wpływem alkoholu Sylwester A., co stało się przyczyną sprzeczki pomiędzy mężczyznami, a potem pobicia.
'Wszyscy dostają alert. To bardzo dziwne'. Co się dzieje na granicy z Białorusią?
Atak trwał kilkanaście minut. Nikt nie reagował
Jak przekazała prokuratura, sprawca zaczął fizycznie atakować Witolda Wójtowicza, uderzając go kilkanaście razy w głowę. Wyborcza.pl ustaliła, że atak trwał kilkanaście minut. W tym czasie nikt ze zgromadzonych w kolejce nie zareagował. Bity Wójtowicz upadł i stracił przytomność. - Dopiero po kilkunastu minutach przypadkowi świadkowie zaczęli cucić i reanimować pokrzywdzonego. Wezwano policję i pogotowie - opisywał prokurator Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Gdy Sylwester A. został odciągnięty od swojej ofiary, skorzystał z faktu, że świadkowie zdarzenia są skupieni na nieprzytomnym Wójtowiczu i wmieszał się w tłum. Po przyjeździe policji został zatrzymany.
Witold Wojtowicz zmarł jeszcze tego samego w szpitalu. Przyczyną śmierci było zatrzymanie krążenia. Sylwestrowi A. przedstawiono zarzuty z art. 156 KK art. 1, pkt. 2 i 3, mówiące o tym, że spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego następstwem jest śmierć człowieka, zagrożone jest karą pozbawienia wolności na okres nie krótszy niż 5 lat lub dożywociem.
Mężczyzna został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Prokuratura zleciła przesłuchanie świadków, zabezpieczenie nagrań i sekcję zwłok. - Dopiero po sekcji zwłok i opinii lekarskiej prokuratura będzie mogła się wypowiedzieć czy aktualna kwalifikacja czynu utrzyma się czy nie - mówił prok. Piotr Skiba.
Według Wyborcza.pl sprawca był karany już wcześniej. Prokuratura potwierdza, że znajdował się w kryzysie bezdomności, a w trakcie popełniania czynu nie był trzeźwy.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>