,
Obserwuj
Dolnośląskie

Strzelanina we Wrocławiu. "Bandzior złapany". Grozi mu dożywocie

tokfm.pl/PAP
2 min. czytania
02.12.2023 10:31
Prawdopodobnie w sobotę dojdzie do przesłuchania mężczyzny, który we Wrocławiu w nocy z piątku na sobotę postrzelił dwóch policjantów. Może mu grozić kara dożywotniego pozbawienia wolności - powiedział asp. sztab. Łukasz Dutkowiak, oficer prasowy KWP we Wrocławiu.
|
|
fot. Mat. policji

W sobotę rano we Wrocławiu policja zatrzymała poszukiwanego 44-letniego Maksymiliana Faściszewskiego, który w nocy z piątku na sobotę postrzelił dwóch policjantów we Wrocławiu.

Asp. sztab. Łukasz Dutkowiak, oficer prasowy KWP we Wrocławiu, podczas konferencji prasowej powiedział, że jeszcze w sobotę prawdopodobnie odbędzie się przesłuchanie zatrzymanego mężczyzny. Dodał, że może mu grozić kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Policja potwierdza, że mężczyzna w momencie zatrzymania miał przy sobie broń. Stan zdrowia postrzelonych policjantów jest ciężki, ich rodziny otrzymały pomoc psychologiczną - wyjaśnił Dutkowiak.

"Bandzior złapany. Teraz pozostaje modlić się o zdrowie chłopaków" - napisał w mediach społecznościowych prezydent Wrocławia Jacek Sutryk.

Policjanci są w stanie krytycznym

Przez kilka godzin trwała policyjna obława na Maksymiliana Faściszewskiego, w związku z postrzeleniem dwóch policjantów we Wrocławiu. Jak podawała policja, ich "stan jest bardzo ciężki".

Do postrzelenia policjantów doszło w piątek ok. godz. 22.42 przy ul. Sudeckiej 90 we Wrocławiu. Jeden z przechodniów zauważył mężczyznę uciekającego z samochodu, wcześniej słychać było strzały.

W nieoznakowanym radiowozie odnaleziono dwóch policjantów z ranami postrzałowymi głowy, obaj są w stanie krytycznym.

Wcześniej mężczyzna był poszukiwany przez policjantów z komisariatu Wrocław Fabryczna. Wiadomo, że był zameldowany przy ul. Osiedlowej 8 na Muchoborze Wielkim. Faściszewski miał odbyć karę 6 miesięcy pozbawienia wolności na podstawie art. 286 Kodeksu karnego, czyli za oszustwo.

’Śmierć Natalii w Andrychowie. Bliscy 14-latki zabrali głos. Inna wersja niż policji