,
Obserwuj
Dolnośląskie

"Ja nie muszę do Ciebie migać". Rodzice niesłyszących uczniów wszczęli alarm

Małgorzata Waszkiewicz, TOK FM
4 min. czytania
11.12.2024 06:28
"Ja nie muszę do Ciebie migać" - takie słowa miała napisać jedna z nauczycielek do dzieci w ośrodku dla niesłyszących i słabosłyszących we Wrocławiu. Rodzice uczniów tej placówki przekonują, że ich dzieci czują się wykluczone i apelują o zmiany.
|
|
fot. Leszek Kotarba/East News

Mowa o Dolnośląskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczego nr 12 dla Uczniów Niesłyszących i Słabosłyszących oraz z innymi niepełnosprawnościami im. Marii Grzegorzewskiej we Wrocławiu. Szkoła zatrudniła w tym roku 20 nowych nauczycieli. To jedna piąta wszystkich pedagogów pracujących w ośrodku.

Wielu z nich nie posługuje się językiem migowym. Część prosi uczniów, którzy lepiej słyszą, żeby tłumaczyli lekcje głuchym kolegom. Sytuacja - jak słyszymy - trwa od wielu tygodni, coraz bardziej niepokoi rodziców i przeszkadza uczniom.

- Na początku roku szkolnego pani poleciła mi tłumaczenie na język migowy. W klasie mamy dwoje głuchych uczniów. Zaskoczyło mnie to i nie śmiałam odmówić - opowiada mi Kasia (imię zmienione), jedna z uczennic. Gdy się spotykamy, dziewczyna posługuje się językiem migowym, który tłumaczy mi jedna z matek. Kasia wspomina, że o prośbie nauczycielki poinformowała właśnie mamę, a ta miała zgłosić sprawę dalej - do dyrektora. - Niewiele to dało, bo nadal czasami dostaję polecenie tłumaczenia. Jest to dla mnie problem, bo chcę skupić się na lekcji - dodaje.

Uczniowie skarżą się też na inne rzeczy. Twierdzą, że nauczyciele mówią do nich odwróceni twarzą do tablicy, robią wykłady, używają trudnych słów. Marta (imię zmienione) wskazuje, że najtrudniej jest na języku polskim. - Mówimy, że nie słyszymy i nie mówimy fonicznie. Mimo to pani cały czas mówi, mówi, mówi… Po chwili dajemy jej znać, żeby migała albo pisała na tablicy. Ale ona nadal mówi, mówi, mówi. Nie wiadomo co. A ja mam przecież prawo do tego, żeby rozumieć i żeby nauczyć się języka polskiego - zaznacza dziewczyna.

Taki napis miała napisać dzieciom jedna z nauczycielek
Taki napis miała napisać dzieciom jedna z nauczycielek
Zdjęcie od ucznia

"To dyskryminacja"

Rodzice uczniów zwracają uwagę, że głuchota często jest genetyczna, dlatego język migowy jest dla tych dzieci pierwszym językiem, którym się porozumiewają. - Do tej szkoły chodzi teraz trzecie pokolenie z mojej rodziny. Najpierw chodzili tu moi rodzice, potem ja z rodzeństwem i teraz moje dzieci. Język migowy zawsze był czymś naturalnym w tej placówce - mówi pani Beata.

Inna z matek przekonuje, że nagłe odcięcie od takiej komunikacji jest traumatyczne. - To dyskryminacja. Pozbawienie Głuchych* jakichkolwiek praw - twierdzi Anna Brzegowa-Jabczyk, mama Juliana, który uczy się w pierwszej klasie szkoły branżowej na asystenta kucharza. - Pani od przedmiotów zawodowych zupełnie nie miga. Panie z języka polskiego, matematyki, z historii i pan od wychowania fizycznego też nie posługują się językiem migowym. Mój syn nie może się niczego dowiedzieć, poszerzyć swojej wiedzy. Nie przyswoi nowych rzeczy, bo nie ma jak - nie kryje emocji kobieta.

Dolnośląski Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 12 dla Uczniów Niesłyszących i Słabosłyszących oraz z innymi niepełnosprawnościami im. Marii Grzegorzewskiej we Wrocławiu.
Dolnośląski Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 12 dla Uczniów Niesłyszących i Słabosłyszących oraz z innymi niepełnosprawnościami im. Marii Grzegorzewskiej we Wrocławiu.
Małgorzata Waszkiewicz, TOK FM

Brakuje nauczycieli

Dyrektor Grzegorz Ćwiertniewicz tłumaczy, że osoba ucząca w takiej placówce nie musi znać języka migowego. Wymagane jest wykształcenie z surdopedagogiki, czyli pedagogiki zajmującej się nauczaniem osób głuchych i niedosłyszących. - Gdybym mógł zatrudnić nauczycieli ze znajomością języka migowego, to by tu byli. Nie ma ich, bo nie ma ich na rynku - mówi mi dyrektor. Zapewnia, że nowi nauczyciele robią studia podyplomowe i kurs z języka migowego.

Dodaje też, że 'Rada Rodziców nie informowała nadzoru pedagogicznego o takich sytuacjach' (jak np. wspomniana przez Kasię prośba o tłumaczenie). Rodzice twierdzą co innego - zapewniają, że pisali różne pisma do szkoły już od września.

"Cofamy się do XIX wieku"

Rodzice podkreślają, że nie można nauczyć głuchych dzieci - chociażby języka polskiego - bez tłumaczenia na język migowy. Potwierdza to Agnieszka Reisch-Radaczyńska, surdologopeda, pedagożka specjalna, tłumaczka Polskiego Języka Migowego. Od wielu lat pracuje z dziećmi z wadami słuchu. Wie, jak duże znaczenie ma dla nich komunikacja za pomocą języka migowego.

- Cofamy się do XIX wieku. (...) Tłumaczenie, że nie ma przepisów, które wymagają od nauczycieli znajomości języka migowego, jest błędem. Oprócz konstytucji, która gwarantuje równy dostęp do edukacji wszystkim - w tym osobom z niepełnosprawnością - jest jeszcze Konwencja Praw Osób z Niepełnosprawnościami i ustawa o zapewnieniu dostępności, która nakłada obowiązek dostępności komunikacyjnej, architektonicznej i informacyjnej na każdą instytucję - twierdzi ekspertka.

- Język migowy jest przepiękny. W języku migowym mamy własną gramatykę, strukturę. To jest jeden z najpiękniejszych języków świata i to nie ma znaczenia, że on nie jest foniczny. W tym języku można wyrazić wszystko, a język polski werbalny, jest językiem obcym dla głuchego ucznia - wyjaśnia Reisch-Radaczyńska.

"Dokładamy wszelkich starań, żeby zapewnić należyte warunki"

Ćwiertniewicz - zapytany o to, jak uczyć niesłyszących języka polskiego bez migania - mówi, że on jest dyrektorem-menedżerem i odpowiada za zarządzanie szkołą. Sprawami dydaktycznymi zajmują się wicedyrektorzy. - Nie mam poczucia, że te dzieci są lub mogą czuć się wykluczone, bo dokładamy wszelkich starań, żeby zapewnić im należyte warunki - przekonuje.

Rodzice zdają sobie sprawę, że na opanowanie języka migowego nowi nauczyciele potrzebują czasu. Z drugiej strony podkreślają, że ich dzieci potrzebują pomocy już teraz. - Dlatego apelujemy, żeby w szkole zostali zatrudnieni tłumacze. Powinni tłumaczyć lekcje tych nauczycieli, którzy migać nie potrafią - mówi jedna z matek 15-letniej uczennicy.

Rodzice o sprawie poinformowali Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzeczniczkę Praw Dziecka.

*Mówiąc o osobie głuchej pisanej z małej litery, mówimy o kimś, kto nie słyszy. Natomiast, gdy wspominamy o osobie Głuchej - pisanej z wielkiej litery - mówimy o kimś, kto utożsamia się ze społecznością osób Głuchych, mającą swój własny polski język migowy i kulturę.