300 metrów leciał w dół. Nie on jeden. Czarna seria w Karkonoszach
- Trwają ferie zimowe, więc turystów w Karkonoszach nie brakuje.
- GOPR ostrzega przed trudnymi warunkami. Tylko w ciągu pięciu dni doszło do poważnych - i podobnych - wypadków.
- Według ratowników, warunki się w najbliższym czasie raczej nie poprawią. - Jak tak dalej będzie, to istnieje duże ryzyko, że do końca ferii ktoś w tych górach zginie - słyszymy.
W środę karkonoscy goprowcy interweniowali w Kotle Wielkiego Stawu. Turysta poślizgnął się, upadł i stromym stokiem zleciał na sam dół - do tafli stawu. Odniósł liczne obrażenia. - Na szczęście przeżył, chociaż był to długi upadek. 300 metrów spadał, z czego 150 metrów w pionie - relacjonuje Adam Tkocz, naczelnik Grupy Karkonoskiej GOPR.
Żeby wyciągnąć mężczyznę, ratownicy zużyli 300 metrów liny. - Nie chcieliśmy go transportować przy stawie, bo tam też jest stromy teren, a lód jest zbyt kruchy, by takiego poszkodowanego transportować przez środek stawu. To wiązałoby się ze zbyt dużym ryzykiem, więc wybraliśmy najbezpieczniejszy wariant ewakuacji, czyli transport do góry - wyjaśnia nasz rozmówca.
W akcję zaangażowanych było aż 18 ratowników - zarówno zespoły dyżurne, jak i ochotnicy wezwani do działania.
W Karkonoszach wyjątkowo ślisko. Osiem wypadków w ciągu pięciu dni
Czerwony szlak, którym szedł poszkodowany, latem prowadzi wzdłuż punktu widokowego skrajem stoku. Zimą ma jednak zaplanowane obejście, by nie spacerować zbyt blisko krawędzi. - Ten turysta zszedł ze szlaku zimowego. Pewnie chciał tylko zobaczyć, zrobić sobie zdjęcie, ale przy tak skrajnie trudnych warunkach poślizgnął się - wyjaśnia Tkocz.
To ósmy podobny przypadek się w ciągu ostatnich pięciu dni. W niedzielę czterech turystów zignorowało zamknięcie czerwonego szlaku na zboczach Wielkiego Szyszaka - poślizgnęli się i zsunęli po zboczu. Dwie z tych osób też spadły w dół około 300 metrów. - Ale tam nachylenie jest troszkę mniejsze. Mimo to obrażenia tych ludzi były na tyle poważne, że ewakuowano ich śmigłowcami LPR - relacjonuje naczelnik karkonoskiego GOPR. - Podobny wypadek miał miejsce w sobotę na niebieskim szlaku w okolicach Wielkiego Szyszaka. Turysta upadł, ześlizgnął się i był ewakuowany śmigłowcem - dodaje Tkocz.
Również w sobotę, na zamkniętym żółtym szlaku między Śnieżnymi Kotłami a Schroniskiem pod Łabskim, dwójka turystów poślizgnęła się i zsunęła po zboczu. Doznali licznych obrażeń.
Tkocz podkreśla, że warunki w górach są skrajnie trudne. - Turyści to ignorują i jeżeli tak to będzie dalej wyglądało, to istnieje duże ryzyko, że do końca ferii ktoś w tych górach zginie - alarmuje. I przestrzega, że prognozy na razie nie wskazują na to, by warunki miały się poprawić.
Raczki nie wystarczą w pasmach grzbietowych w Karkonoszach
Nasz rozmówca zaznacza, że w większości wypadków w ostatnich dniach turyści mieli na nogach raczki. Podkreśla jednak, że w tak trudnych warunkach to niewystarczający sprzęt, szczególnie w partiach grzbietowych Karkonoszy. - Tam szlaki są skrajnie oblodzone i dla niedoświadczonych turystów, którzy w dodatku nie mają odpowiedniego wyposażenia, to duże zagrożenie - podkreśla Tkocz.
Część szlaków jest zamknięta ze względu na zagrożenie lawinowe (na przykład czerwony szlak przez Kocioł Łomniczki na Śnieżkę). Inne mają zimowe obejścia, żeby nie były zbyt blisko niebezpiecznych krawędzi - tak jest w przypadku wspomnianych szlaków w okolicy Wielkiego Szyszaka czy spalonego schroniska Księcia Henryka. Mapę z aktualnymi zamkniętymi szlakami można znaleźć na stronie internetowej Karkonoskiego Parku Narodowego.
Niestety, jak mówi Tkocz, turyści często ignorują oznaczenia. - Ludzie są nieświadomi, nie czytają, nie zwracają uwagi na żadne znaki i niektóre rzeczy mogą im umknąć. A to są góry. Nie postawimy tam zasieków 5-metrowych, żeby nie wchodzić na zamknięte szlaki - irytuje się.
GOPR-owiec nie ma wątpliwości: bezpieczeństwo w górach zależy od naszych decyzji. - Góry to teren dziki, gdzie turysta jest kowalem swojego losu. Nie jesteśmy w stanie każdej osoby trzymać za rękę - podkreśla nasz rozmówca.
Na Śnieżkę z mapą Google?
Wśród ostatnich interwencji GOPR była też akcja związana z nieodpowiednią mapą. W sobotę turysta z Niemiec, korzystając z Google Maps, zboczył z trasy na Śnieżkę i ugrzązł w trudnym terenie na zboczach Czarnego Grzbietu. Akcja trwała dziewięć godzin i wymagała współpracy z czeskimi ratownikami.
Jak przyznaje Tkocz, zdarzają się turyści korzystający z takiej mapy. - To błąd - mówi. Zaznacza, że Google Maps może i świetnie prowadzi po mieście, ale na górskie wędrówki się nie nadaje. - W bazie aplikacji nie ma bowiem szlaków pieszych turystycznych i ta mapa nie do końca wskazuje właściwą drogę - ostrzega.
Nasz rozmówca nie neguje oczywiście korzystania z nowoczesnych technologii w górach, ale - jak mówi - warto używać odpowiednich narzędzi. Zwłaszcza, że aplikacje z mapami turystycznymi są. - I one zdecydowanie lepiej nam wyliczą odległość oraz czas dojścia w dane miejsce. Będą miały też informacje o szlakach zamkniętych - informuje. Radzi jednak, by zawsze mieć też w plecaku mapę papierową, w razie gdyby rozładował się telefon. Dobrze mieć też zainstalowaną aplikację Ratunek, która w razie potrzeby pomoże szybko wezwać pomoc.
Lodowe Karkonosze mogą być niebezpieczne
Trwają ferie zimowe, turyści tłumnie przyjeżdżają na Dolny Śląsk, w tym w Karkonosze. Jednym z najbardziej popularnych punktów jest tu Śnieżka. Na niej też, jak ostrzega nasz rozmówca, panują trudne warunki. - Poruszanie się w zwykłych raczkach turystycznych nie jest dobrym pomysłem. Żeby wejść i zachować odpowiedni margines bezpieczeństwa, zalecamy raki. Oczywiście sam sprzęt nie wystarczy. Potrzebne jest też doświadczenie w jego użytkowaniu - zaznacza Adam Tkocz, naczelnik Grupy Karkonoskiej GOPR.
O rozwagę apeluje też Karkonoski Park Narodowy.
"Inwersja, która występowała w Karkonoszach przez kilka ostatnich dni, spowodowała, że nasze góry są szklane" - zaznacza w poście na Facebooku Monika Rusztecka-Rodziewicz z działu udostępniania KPN. Na stronie internetowej Parku sprawdzić można aktualne warunki i ostrzeżenia.