,
Obserwuj
Gospodarka

Chińskie firmy moszczą się w Europie. Efekty widać na śmietnikach

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
20.09.2025 11:41

Europa jest celem dywanowych nalotów chińskich platform sprzedażowych, a jedna z nich na celownik wzięła Polskę. Skąd ta nagła chińska miłość do Europejczyków? Bo tamę "chińszczyźnie" postawili Amerykanie, wcześniej cel numer jeden dla azjatyckich sprzedawców.

Chińskie platformy sprzedażowe atakują Europę
Chińskie platformy sprzedażowe atakują Europę
fot. ADEK BERRY/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego ruch z USA przeniósł się do Europy?
  • Co sprzedają chińskie platformy?
  • Co na to Unia Europejska?

Dość niespodziewanie ofiarą amerykańskiej polityki stały się... pojemniki na używaną odzież. Jeszcze stoją, ale ich los jest już przesądzony. Trafią tam, gdzie trafia większa część ich zawartości, czyli na śmietnik. Padły ofiarą publicznego obowiązku segregacji szmat, skrzyżowanego ze zmianą w światowym porządku handlowym. Z tych dwóch powodów do popularnych pojemników zamiast odzieży używanej, ale wciąż przydatnej, zaczęły trafiać szmaty nienadające się do niczego. A że jest ich coraz więcej i więcej, firmy segregujące odzież wycofują się z biznesu. Toną pod tonami tekstylnych śmieci, coraz częściej chińskich.

Europa jest bowiem celem dywanowych nalotów platform sprzedażowych, które oferują setki tysięcy fasonów w bardzo atrakcyjnych cenach. Wycinając w pień całą tradycyjną konkurencję.

Dlaczego Chiny pokochały Europę

Chińczycy na gwałt szukają w Europie miejsca na magazyny. Wielkie powierzchnie biorą od ręki i ustawiają do nich mosty powietrzne, tak, by cały asortyment był dostępny na zawołanie. To właśnie dlatego paczki z Chin ze ściereczkami czy piórnikiem nie idą do Polski dwa, trzy tygodnie, jak kiedyś, ale kilka dni. Bo ściereczki i piórniki docierają do Europy na skład, i tam czekają na kupujących. Proste? Proste. A skoro tak, to dlaczego chińska potęga handlowa stosuje tę metodę dopiero teraz?

Bo wcześniej miała inne priorytety. Konkretnie - amerykańskie. Stany Zjednoczone były dla największych platform sprzedażowych celem numer jeden. Ten gigantyczny rynek konsumencki dawał Chińczykom coraz większe zyski. Amerykanie złamani po pandemii rosnącymi kosztami życia, doceniali zakupy za grosze (a właściwie za centy). Nawet jeśli trzeba było na nie dłużej czekać. I dlatego z chińskich fabryk do amerykańskich domów płynęły miliardy paczek. Dzięki specjalnym ulgom pocztowym - bez cła i podatków. Aż w końcu amerykański rząd ulgi zlikwidował, cła podniósł, a zakupy w Chinach uczynił dla Amerykanów mniej atrakcyjnymi. Szeroka rzeka chińskich podkoszulków musiała więc zmienić swój bieg. I popłynąć do Europy.

Cios w europejską stolicę mody

Już w maju europejska sprzedaż Temu rosła w tempie 60 procent rocznie. Shein sprzedał o połowę więcej niż rok wcześniej. Wraz ze sprzedażą rosły ich wydatki na reklamę. Ruszyły specjalne promocje i atrakcyjna polityka rabatowa. Wszystko to z gwarancją bezszmerowych zwrotów, z zakupami pod same drzwi. W ten sposób sprzedaż Temu we Francji wzrosła o 100 procent, a platforma stała się jednym z najpopularniejszych sprzedawców odzieży. We Francji! W światowej stolicy mody Temu siedzi na ogonie Zarze i szybko goni Vinted. Wraz z Shein i Amazonem w połowie roku sprzedawała na sztuki jedną czwartą wszystkich sztuk odzieży. Tak, Chińczycy z Amerykanami rządzą francuskim rynkiem odzieżowym.

W Polsce chińska platforma znalazła się w wakacje w pierwszej piątce portali z największymi zasięgami. Przegania ją tylko Google, wydawca Facebooka, czyli Meta oraz polskie Allegro. Przegania na razie. Bo sprawy wyglądają dla europejskich sprzedawców źle, a nawet bardzo źle. Chińczycy mają bowiem plan zostać tu na dłużej. Szukają więc miejsc, w których mogą ułożyć na półkach miliardy sztuk towarów nie pierwszej jakości i nie pierwszej potrzeby. Za to rekordowo tanich.

W Wielkiej Brytanii chińskie firmy wynajmą w tym roku największą przestrzeń komercyjną w historii, najmocniej ruszyła na tamtejszy rynek chińska platforma sprzedająca... artykuły spożywcze po ultraniskich cenach. Polskę upodobał sobie za to Shein, firma sprzedająca za grosze miliardy sztuk miesięcznie. Która wyniosła zjawisko fast-fashion na nowy poziom. Nowe trendy śledzi dla niej sztuczna inteligencja, która przeczesuje media społecznościowe w poszukiwaniu wiralowych modeli. Po skopiowaniu wdraża do produkcji i sprzedaży nawet w ciągu tygodnia. Dla Shein zdecydowanym faworytem jest Polska. I dlatego swoje główne centra dystrybucyjne prowadzi w okolicach Wrocławia. To najlepsze z możliwych położenie logistyczne. Wszędzie stamtąd - stosunkowo - blisko. Pod każde europejskie drzwi, a potem do każdego europejskiego śmietnika. 

Redakcja poleca

Co na to Europa?

Odpowiedź zamyka się w trzech literach. Bo Europa na to w zasadzie - NIC. Po serii protestów europejskich producentów odzieży i firm handlowych unijne instytucje postanowiły sprawdzić, co chińskie platformy sprzedają Europejczykom. Rezultaty wywołały na brukselskich salonach szok i przerażenie. Okazało się, że Chińczycy mają dla nas dziecięce gryzaki, którymi niemowlęta mogą się udławić, niszczące wzrok okulary słoneczne bez filtrów UV, płaszcze przeciwdeszczowe nasączone toksyczną chemią i kosmetyki z zakazanymi w Europie składnikami niebezpiecznymi dla kobiet w ciąży. A to tylko część listy grozy.

Unia Europejska oo tym wszystkim wszczęła postępowanie w sprawie wprowadzania na rynek niebezpiecznych dla zdrowia towarów. I to w zasadzie tyle. Zniesienie ulgi celnej i podatkowej - tak jak za Oceanem - wchodzi w grę dopiero za trzy lata. Nie ma też mowy o wykreśleniu z wyszukiwarek chińskich odsyłaczy. W tym samym czasie europejskie publiczne firmy pocztowe, w tym Poczta Polska, zapowiadają ścisłą współpracę z chińskimi platformami. By 12 milionów paczek z Chin dziennie (tak jest, dziennie) jak najszybciej trafiało w ręce Europejczyków. Biznes to biznes i na chińskim podboju Europy też można zarobić. 

Redakcja poleca

W ten sposób zatkanie amerykańskiej dziury wywołało historyczną powódź w Europie. W której pod naporem chińszczyzny uginają się firmy pocztowe i pękają w szwach śmietniki. Sprzedawcy i producenci markowego obuwia ślą błagalne listy do swoich rządów, bo jeszcze nigdy w historii rynek nie był zalany tak wielką falą podróbek. Swobodnie wędrującą za wschodu na zachód. I tak bez końca.

Źródło: TOK FM