,
Obserwuj
Gospodarka

Das Auto ma das Problem. Zyski mniejsze o połowę

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
16.03.2026 12:11

Niemiecki gigant, europejski potentat motoryzacyjny ubiegły rok przejechał na kaszlącym silniku. I wiele wskazuje na to, że ten rok też tak przejedzie. Volkswagen pokazuje swoje roczne wyniki, a w nich straszą lecący na łeb, na szyję zysk i powody zapaści. W dół ciągnie go też flagowa niegdyś marka, która teraz walczy o przetrwanie. Choć świat wciąż Volkswagenami jeździ, to coraz częściej jeździ czymś innym.

Oliver Blume, CEO Volkswagen Group
Oliver Blume, CEO Volkswagen Group
fot. TOBIAS SCHWARZ/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Volkswagen o ostatnim roku zapewne woli szybko zapomnieć, ale i o obecnym pamiętać też nie będzie chciał?
  • Co mają z tym wspólnego Stany Zjednoczone i Chiny?
  • Dlaczego ryk silnika Porsche już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś?

Niemiecki producent samochodów za ubiegły rok odnotował niespełna 7 miliardów euro zysku, co oznacza, że w rok spadł on o blisko połowę. Tak źle nie było od dziesięciu lat, czyli od czasu, gdy firma ponosiła ogromne straty po aferze dieselgate. Te cyfry jaskrawo pokazują wszystkie problemy z jakimi mierzy się cała europejska motoryzacja, a Volkswagen - jako jej największy element - w szczególności.

Powodów jest kilka

Po pierwsze: to oczywiście chińska konkurencja. Tamtejsze samochody elektryczne i spalinowe zalewają europejskie place parkingowe, jak grzyby po deszczu rosną ich salony sprzedaży. Do ich produkcji hojnie dopłaca rząd w Pekinie, są więc tańsze niż europejskie, nawet wliczając koszty transportu z Chin i europejskie cła. Bo o ile cła spowolniły napływ elektryków, to chińskie marki skupiły się na hybrydach plug-in. Zresztą, europejskie cła na auta z Chin uderzają też choćby w Volkswagena, który we wschodnich Chinach ma swoją fabrykę. I spadek popytu na jego samochody też wskazuje jako powód fatalnych wyników. Na największym rynku motoryzacyjnym świata, gdzie Volkswagen przez lata był liderem, sprzedaż spadła poniżej poziomu chińskich rywali - BYD i Geely. Nic dziwnego, skoro produkują one tak dużo i tak tanio, że nasyciły lokalny rynek.

Po drugie: amerykańskie cła. Niemieckie koncerny motoryzacyjne były wśród tych firm, w które cła Donalda Trumpa uderzyły najmocniej, Volkswagen szacuje, że kosztowały go 3 miliardy euro. Sektor motoryzacyjny jest powszechnie uważany za wyjątkowo podatny na amerykańskie cła, zwłaszcza biorąc pod uwagę globalizację łańcuchów dostaw i uzależnienie od działalności produkcyjnej w Ameryce Północnej.

Po trzecie: Niemców nie stać na nowe samochody, a to przecież kluczowy dla firmy rynek. Według wyliczeń Bloomberga nowy samochód kosztuje dzisiaj Niemca prawie 11 miesięcy pracy, w porównaniu z ośmioma miesiącami w 1995 roku. Volkswagen stał się więc autem dla ludu już tylko z nazwy. Nowe auta są drogie, więc niemieckie salony samochodowe przestawiają się na sprzedaż używanych.

Po czwarte: największą wyrwę w finansach Volkswagena spowodowała - jak to nazywa koncern - strategiczna zmiana w Porsche. Ta kultowa marka z piskiem opon zatrzymała się nad przepaścią, więc i my zatrzymajmy się przy niej na dłużej.

Zysku prawie brak

Liczby straszą: w ubiegłym roku zyski Porsche spadły o ponad... 90 procent. Było to zaledwie 300 milionów euro, podczas gdy rok wcześniej było to ponad 3,5 miliarda euro. Kompletną klapą okazał się projekt elektryków Porsche, więc firma na nowo stawia na silniki spalinowe. Cóż z tego, jeśli niemal zupełnie wypadła z kluczowego dla niej do niedawna rynku chińskiego. Porsche jeszcze niedawno utrzymywała solidną pozycję na tym największym rynku konsumenckim, ale i tu nastąpił koniec eksportowej ziemi obiecanej. Porsche w Chinach zaliczyło ostry zjazd, także dlatego, że na tamtejszym rynku toczy się bratobójcza chińsko-chińska walka cenowa. Krajowi producenci ścigają się na wyprzedaże, bo rynek kręci się coraz wolniej, a produkcja jest rekordowa. Chińczycy wypchnęli więc ze swojego rynku najpierw segment standard, a potem także premium - wypadły Mercedes i BMW, a na koniec także Porsche. Teraz firma, dzięki wspomnianej nowej strategii, ma się odbudowywać, ale ostrzega: łatwo nie będzie.

Volkswagen nie miał więc wyjścia i zacisnął pasa - co roku ma oszczędzać 15 miliardów euro. Także kosztem pracowników: w najbliższych czterech latach firma ma zwolnić 50 tysięcy osób, czyli co szóstego pracownika, w tej sprawie zarząd dogadał się ze związkowcami. Dla zwalnianych to żadne pocieszenie, ale i prezes firmy postanowił dołączyć się do planu oszczędnościowego i jego pensja spadła o jedną trzecią - zamiast 9 milionów euro, zarobił w ubiegłym roku 6 milionów euro. Czyli jakieś 2 miliony złotych miesięcznie. Na przeżycie wystarczy.

Co ciekawe, Volkswagen ma problemy, ale nie widać kompletnego załamania jego sprzedaży. W ubiegłym roku cała grupa wypuściła na rynek 9 milionów samochodów, w Europie i Ameryce Południowej wciąż ze sprzedażą trzyma się mocno, ale nie na tyle mocno, żeby zasypać tym dziurę jaka powstała w sprzedaży aut w Chinach i Ameryce Północnej. A na te wszystkie problemy nie pozostają obojętni inwestorzy: akcje Volkswagena od początku roku straciły ponad 10 procent, a w ostatnie dwa lata, czyli kiedy kryzys zaczął lawinowo narastać - ponad jedną czwartą.

Czy firmie uda się na dobre odpalić w tym roku silnik? Nie bardzo, bo zarząd już ostrzega, że i ten rok będzie trudny, choć gdzieś może pojawią się jakieś jaskółki nadziei. Ale razem z niemieckim gigantem na ostrym wirażu znalazła się cała europejska motoryzacja, którą konkurencja z Chin chętnie by z tego wirażu zepchnęła na pobocze.

źródło: TOK FM