Finowie potrafią to jak nikt inny na świecie. Dlatego ustawiają się do nich kolejki
Światowe mocarstwa prowadzą wyścig o panowanie nad Arktyką. Klucz do tego panowania ma jeden europejski kraj, który ma pewną magiczną moc.
Z tego artykułu dowiesz się:
- O jaką moc chodzi?
- Dlaczego tylko jeden kraj radzi sobie z opanowaniem tej mocy?
- Czym jest pływający klucz do panowania nad Arktyką?
W laboratorium firmy Aker w Helsinkach stoi zbiornik, na 700 metrów długi, na 10 szeroki. Wypełniony jest lodowatą wodą i samym lodem, a środkiem płynie 3-metrowy model statku. Jego dziób rozbija lód, "podwijając" pod siebie wystrzępione brzegi lodowej pokrywy. Miażdży zaledwie kilkucentymetrową warstwę. W rzeczywistości to 4 metry zbitego "starego" lodu, który przez większą część roku pokrywa wody Arktyki.
Potentaci w branży
W zbiorniku firmy Aker ważą się losy dalekiej Północy, a są tacy, którzy uważają, że to jednocześnie losy pokoju na świecie. Te losy leżą w rękach fińskich projektantów, którzy budują najnowocześniejsze lodołamacze na świecie. Są w tej branży potentatami. W Finlandii zaprojektowano 80 procent, a zwodowano 60 procent wszystkich takich jednostek pływających na półkuli północnej. W tym niemal wszystkie dla Związku Radzieckiego i potem dla Rosji, od lat trzydziestych ubiegłego wieku, gdy w Helsinkach zwodowano pierwszy na świecie lodołamacz z podwójnym napędem spalinowym i elektrycznym. Przez lata neutralności geopolitycznej, aż po rok 2022, gdy Rosja napadła na Ukrainę i gdy Finlandia przystąpiła do NATO, mistrzostwo w stoczniowym rzemiośle osiągnęła z konieczności.
Finlandia jest jedynym państwem na świecie, w którym zimą zamarzają wejścia do wszystkich portów. 90 procent dostaw do tego kraju odbywa się drogą morską. Finowie żartują o swoim kraju, że choć geograficznie położone jest na półwyspie, praktycznie funkcjonuje jak wyspa. Lodołamacze są niezbędne do działania fińskiej gospodarki. Dziś jest ich 15 i to jedna z największych takich flot na świecie. Finowie mają też najwydajniejsze stocznie, które potrafią zbudować specjalistyczny statek w niecałe 3 lata, od zlecenia do wodowania. I dlatego przed fińskimi stoczniami ustawiła się długa kolejka chętnych. Mnożą się miliardowe zamówienia, a produkcja lodołamaczy stała się atutem Europy w ostrym sporze z Ameryką o bezpieczeństwo w Arktyce, któremu zagrażają - razem i osobno - Rosjanie i Chińczycy. Ci pierwsi jako już istniejąca północna potęga morska, ci drudzy - z ambicjami doścignięcia tych pierwszych. Są jeszcze Amerykanie, których właściwie na północy nie ma.
Komu potrzebne są lodołamacze?
Chiny swoją flotę północną poszerzyły w ubiegłym roku do pięciu sztuk. Oficjalnie to jednostki prowadzące misje badawcze i naukowe. Ale kilka miesięcy temu ich wpłynięcie na amerykańskie wody niedaleko Alaski postawiło na nogi Straż Przybrzeżną. Chiński rząd rozpycha się w Arktyce. Chce tak zwaną drogą północną wysyłać swoje statki handlowe. To najkrótsza i najtańsza droga na zachód, ale też najbardziej ryzykowna i niebezpieczna.
Finlandia z powodu położenia jest na lodołamacze skazana. Ma ich osiem w służbie publicznej i dwa naukowe. Ostatni, najnowocześniejszy Polaris, zwodowała w 2016 roku. To prawdopodobnie najmłodsza jednostka na zachodzie. Ale Finlandia ma też najstarszą, która pływa pod jej banderą ponad pół wieku. I dlatego w najbliższym czasie ma pójść na emeryturę, a w miejscowych stoczniach właśnie budowane są najbardziej na świecie zaawansowane technologicznie. O tym, że Finlandia ma najbardziej profesjonalny przemysł lodołamaczy już wiecie. Jest też najbardziej wydajny i najtańszy.
Kanada, z drugą co do wielkości flotą Arktyczną, ma 19 jednostek. Kanadyjska Straż Przybrzeżna zamawia kolejne. Dwie z nich powstają częściowo w... Finlandii. W tym w fińskim Aker Arctic, właścicielu jedynego na świecie zbiornika do testowania łamania lodu w skali 1:40, tym z początku tej opowieści. Kanada ma też własne stocznie lodołamaczy i najdłuższe na świecie wybrzeże arktyczne - ponad 162 tysiące kilometrów linii brzegowej na północy.
Rosja, arktyczne mocarstwo, ma około 50 polarnych lodołamaczy, kolejnych kilkanaście jest w budowie. Osiem w służbie to jednostki atomowe. Mogą pływać dalej i dłużej, nie muszą tankować. Są też cichsze, co w warunkach arktycznych jest nie do przecenienia. Zwłaszcza, gdy prowadzą operacje militarne. Ale też w misjach cywilnych. Rosja używa lodołamaczy do dostarczania z dalekiej północy gazu ziemnego. Chce mieć własne specjalistyczne tankowce LNG zdolne do pływania w arktycznych lodach. Z drogi północnej chce korzystać przez okrągły rok.
Stany Zjednoczone pływają dwoma, powtórzmy, dwoma lodołamaczami. Największa gospodarka świata ma tylko dwie takie jednostki, używane przez Straż Przybrzeżną w służbie morskiej i w celach naukowych. Amerykanie budują w swoich stoczniach trzy kolejne statki polarne, ale budowa idzie opornie. Wodowanie pierwszego planowano na rok 2024, dwa lata później mowy o ukończeniu go wciąż nie ma. Kolejny termin wyznaczono na rok 2029 lub 2030. A inwestycja pochłonęła już około 2 miliardów dolarów. Dla porównania - Finowie budują swoje jednostki 12 razy taniej.
Kolejka klientów już czeka
We współpracy z Finami swoje dwie nowe jednostki budują Kanadyjczycy. W fińskiej stoczni powstaje właśnie najcięższy ich lodołamacz, którego skorupa popłynie do Kanady do końcowego wyposażenia. Będzie to pierwszy lodołamacz od pół wieku zwodowany w tym kraju. Jeszcze większe interesy z Finami robią Amerykanie. Zamawiają cztery sztuki na miejscu, siedem kolejnych ma powstawać we współpracy w amerykańskich stoczniach. Będą pływać w Straży Przybrzeżnej i strzec północnych wybrzeży, gdzie Ameryka przez Cieśninę Beringa graniczy z Rosją i gdzie położony jest stan Alaska, dwa razy większy od Teksasu. I równie zasobny w surowce, jak ropa naftowa czy gaz. W podpisaniu kontraktu Finom pomogła osobista sympatia prezydenta Donalda Trumpa i prezydenta Finlandii Aleksandra Stubba. Kluczowa miała być ich wspólna miłość do golfa, a z biznesowego punktu widzenia - krótkie terminy realizacji kontraktu. Przy okazji Ameryka chce się nauczyć budować takie statki.
Na koniec o tym, od czego ostatecznie zależy przemysłowy sukces niewielkiej europejskiej gospodarki, która na wielkiej geopolitycznej zmianie ma szanse zarabiać rok w rok miliardy dolarów. Zależy od zmiany klimatycznej: im mniej lodu w Arktyce, tym większe interesy w tym rejonie, więcej pieniędzy do zarobienia i władzy do zdobycia. Klucze do tego skarbca trzymają Finowie.
źródło: TOK FM