,
Obserwuj
Gospodarka

Firmy straciły na decyzjach Trumpa. Ale z odzyskaniem pieniędzy będzie kłopot

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
04.03.2026 21:44

Chodzi o zwrot opłat celnych wpłaconych do budżetu w ubiegłym roku. W sumie to nawet 150 miliardów dolarów ze skokowych podwyżek ceł zarządzonych przez prezydenta Donalda Trumpa, dla którego "cła" były ulubionym słowem roku. W ich sprawie nastąpił jednak kopernikański przewrót, a stoi za nim Sąd Najwyższy. To przez niego przed Białym Domem staje teraz ogonek, który postoi tam latami.

Donald Trump
Donald Trump
fot. Francis Chung/POLITICO/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto domaga się zwrotu kasy?
  • Za co Biały Dom miałby im zwracać?
  • Czy jest jakakolwiek szansa, że firmy te pieniądze odzyskają?

Na początek o samych cłach i zaraz potem o decyzji Sądu Najwyższego w ich sprawie, który może kosztować amerykański rząd dodatkowe miliardy dolarów. Astronomicznie wysokie cła prezydent wprowadził na starcie swojego urzędowania, akcję ich podnoszenia nazwał Dniem Wyzwolenia (w domyśle: amerykańskie gospodarki spod buta zagranicznych ciemiężycieli). Swoje decyzje w sprawie wielkości podwyżek Donald Trump wielokrotnie zmieniał i cofał. Niektórym krajom w chaosie udawało się uciec śmierci spod kosy i w zamian za pochlebstwa i ustępstwa wynegocjować dla siebie lepsze warunki handlowe. Większość pogodziła się z nowymi obciążeniami, niektórzy jak Chiny, przejściowo lądowali z obciążeniami wysokości ponad 100 procent. Po co to wszystko?

Cła miały chronić amerykańską gospodarkę przed tanim importem, czyniąc go nieopłacalnym. Za tą ochroną miał iść rozkwit krajowego przemysłu i lawina zagranicznych inwestycji. Cła miały być jednocześnie źródłem dodatkowych dochodów budżetu i finansować rozwój. Samym Amerykanom miały nie szkodzić, bo w zamyśle obciążały zagraniczne firmy. Tak miało być. A jak faktycznie było? W rzeczywistości cła płaciły krajowe firmy i częściowo szeregowi Amerykanie, z wyliczeń amerykańskich think tanków dodatkowo nawet tysiąc dolarów rocznie. W ten sposób do budżetu wpłacili około jednej piątej całej kwoty z podniesionych ceł. Więcej nie zapłacą, bo sąd najwyższy zarządził w sprawie ceł kopernikański przewrót, który zmienia nie tylko geografię handlową świata, ale drenuje też amerykański budżet.
Amerykański Sąd Najwyższy uznał cła wprowadzane przez prezydenta Trumpa za nielegalne. Powołał się na konstytucję i wskazał, że wyłączne prawo do nakładania opłat celnych ma amerykański Kongres, bo cła są rodzajem podatku. I dlatego wyłączne prawo do ich nakładania mają kongresmeni, a nie prezydent wraz z rządem. I choć ustawa sprzed 50 lat pozwala administracji za jej pomocą "regulować import", to nie daje jej prawa do podnoszenia opłat celnych, opłacanych na samym końcu przez obywateli. I teraz o kolejce po zwroty.

Kto stoi w kolejce po zwroty

Decyzja sądu skasowała tak zwane cła odwetowe oraz uzasadniane kryzysem fentanylowym. Te ostatnie Trump nałożył na Unię Europejską, Kanadę, Meksyk i Chiny. Trzy dni po podjęciu unieważnienia opłat amerykański aparat skarbowy przestał zbierać należności. Problem w tym, że wcześniej do amerykańskiego budżetu wpłynęło, według różnych danych, od 130 do 150 miliardów dolarów. Wpłynęło nielegalnie, trzeba je więc będzie zwrócić. Ogonek zainteresowanych już stoi, a w nim firmy, które zaskarżyły decyzję o cłach do sądu i przed tym sądem wygrały. Inne na podobne decyzje sądowe wciąż czekają, bo pozwy przygotowały znacznie później, jak gigant detaliczny, czyli Costco, firma kosmetyczna Revlon, czy kombinat wydobywczo stalowy Alcoa. Oraz takie, które do sądu poszły już po delegalizacji ceł, jak globalna firma kurierska, czyli Fedex.

Sprawa na pierwszy rzut oka zdawałaby się prosta - państwo bezprawnie pobrało pieniądze, więc powinno je sprawnie oddać. Problem w tym, że sąd najwyższy w swoim postanowieniu o zwrotach, a tym bardziej ich trybie, nie wspomniał ani słowem. Wygląda więc na to, że każdy, kto będzie chciał dostać swoje z powrotem, będzie zmuszony indywidualnie pokonać sądowe schody. A to oznacza miesiące, jeśli nie lata czekania na ostateczne sądowe wyroki oraz prawny znój i to po obu stronach.

Amerykański rząd z pieniędzy podatników będzie musiał opłacić armię prawników; mrozić publiczne fundusze by wypłacić przedsiębiorcom co im się legalnie należy. Pieniądze na pozwy będą musiały też wydać amerykańskie biznesy, a uprawnionych może być nawet 200 tysięcy firm. Cały ten celno-podatkowy bałagan osiądzie grubą warstwą na wymiarze sprawiedliwości. Tysiące spraw będą się toczyć przez tysiące dni. A wszystko to będzie kosztować znacznie więcej, niż państwo zebrało z podnoszonych skokowo ceł.

Ile trzeba oddać?

Choć nie wiadomo o jakie kwoty stara się Fedex, to z oficjalnych danych za poprzedni rok wynika, że spodziewał się zapłacić około miliarda dolarów należności celnych. To jedna szósta globalnego zysku firmy. Gubernator Nowego Jorku wycenia żądania tamtejszych biznesów na... ponad 13 miliardów. Wylicza, że każdego mieszkańca miasta cła Donalda Trumpa kosztowały dodatkowo w ubiegłym roku ponad 1700 dolarów, bo obciążone cłami firmy w części przerzuciły ten koszt na swoich klientów, podnosząc ceny detaliczne wszystkiego, co sprowadzane z zagranicy. Od francuskich serów i win, po buty Adidasa. Teoretycznie zatem - prawo do zwrotu cła powinni mieć także ci, którzy cła zapłacili w sklepowej kasie. Ale nie będą go mieć, bo opłaty zawarte były w rachunkach, bezpośrednio do budżetu nie wpłacili nic i dlatego zwrot im się nie należy. Mogą go za to dostać sprzedawcy, tyle, że nie wiadomo kiedy.

I na koniec o innym skutku kopernikańskiego przewrotu w amerykańskiej polityce celnej. To skutek dla Kuby. Komunistyczna gospodarka dokonuje żywota z powodu braku paliwa. Nie ma go, bo główni dostawcy ropy naftowej - Wenezuela i Meksyk - przestali surowiec dostarczać pod groźbą amerykańskich sankcji, w tym sankcji celnych. Ale teraz nie ma się już czego bać. Decyzja sądu najwyższego utrudnia wprowadzanie Donaldowi Trumpowi doraźnych ceł i dlatego Meksyk ogłosił, że pomimo gróźb rozważa wznowienie dostaw ropy do Kuby. Którą Amerykanie zwalczają za jej sojusz z Koreą Północną, Rosją i Chinami. Przywrócenie dostaw da Kubie odetchnąć, a Amerykę oddali od celu - niepodzielnego panowania na półkuli zachodniej.

źródło: TOK FM