Luksus "made in China" na naszych stołach. Kolejna branża trafia w ich ręce
Chiny w przemyśle spożywczym wprowadzają to samo, co zrobiły z samochodami, trampkami i tanimi koszulkami. Recepta jest prosta: zwiększyć produkcję tego, co kiedyś było drogie i importowane, ulepszyć technologię, obciąć koszty, obniżyć cenę i wysłać w świat.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Skąd dzisiaj bierze się kawior?
- Czego Japonia broni jak niepodległości?
- Czy miłośnicy czereśni mają za co dziękować Chińczykom?
Na początek produkt z najwyższej półki. Numer jeden w tym odcinku, czyli kawior. Ten arystokratyczny składnik luksusowych amuse bouche trafia pod strzechy. Do niedawna dla większości nieosiągalny, zajmuje miejsce nie tylko w ekskluzywnych restauracjach typu fine dining, lecz także w popularnych restobarach. Za oceanem z kawiorem podaje się nuggetsy, proste grzanki a nawet pospolite hot-dogi. Najtaniej może nie jest - bo masowo sprzedawane dania z tym produktem kosztują nie mniej niż równowartość 150 złotych, a starter około stu - ale astronomicznie drogo - też nie. Przynajmniej na tej niższej kawiorowej półce.
Skąd ta demokratyzacja restauracyjnego luksusu? Ta kawiorowa równość przybywa do nas prosto z Chin. Dokładniej z farm jesiotrów, które na tamtejszej prowincji przez ostatnią dekadę powstawały jak grzyby po deszczu, wspierane dotacjami przez chiński rząd który uważał, że rozwijanie dochodowych dziedzin rolnictwa i hodowli to czysty zysk dla obywateli. I dla kraju, bo wyrównuje szanse i daje zarobić biedniejszym, rolniczym rejonom.
Metoda dopłacania do produkcji żywnościowego luksusu okazała się skuteczna. Chiny stały się dzisiaj największym na świecie producentem czarnego kawioru i odpowiadają za 60 procent globalnego eksportu. Więc jeśli właśnie jesz ptifurki ze śmietaną i ikrą jesiotra lub bieługi, z dużym prawdopodobieństwem jest to produkt "made in China".
Ile to kosztuje?
Europa jest drugim po Ameryce odbiorcą chińskiego kawioru, a restauratorzy na zachodzie doceniają jakość produktu. Skoro smakuje i wygląda tak samo - to, skąd pochodzi jesiotr - dawca przestaje mieć znaczenie. Zwłaszcza, że dla klienta - nawet wystawnej restauracji - liczy się cena. I dlatego połowa francuskich szefów kuchni, wyróżnionych gwiazdkami Michelina, używa w swoich daniach produktu z Chin. Pakowanego dla francuskich pośredników, lub nawet takiego z chińską marką. Wszystko za połowę ceny sprzed zaledwie 10 lat. W 2014 roku kilogram importowanego kawioru kosztował w hurcie około 450 dolarów, dzisiaj - połowę tej kwoty. Jak to możliwe? Mniej więcej tak samo, jak w przypadku chińskich trampków czy chińskich samochodów. Niższe koszty pracy, brak wyśrubowanych norm jakościowych, krótsze łańcuchy dostaw, a w przypadku produktów spożywczych - zaawansowany technologicznie tak zwany zimny transport. W produkcji i eksporcie jest więc znacząco taniej. Dla konsumenta - już niekoniecznie.
Gdy cena w hurcie spadła o połowę, w restauracyjnym menu kawior wciąż trzymał się mocno. Dlaczego? Bo sprzedającym opłaca się utrzymywać konsumenta w przekonaniu, że kawior to luksus, który kosztuje. I korzystać z tego, że jest gotów płacić, zachowując przy tym w tajemnicy, skąd ten luksus pochodzi. Produkt oklejony chińską etykietą sprzedaje się gorzej, bo kto to widział, by ten delikates pochodził z Azji, a nie z Rosji czy Iranu. Dlatego największy na świecie dostawca kawioru, Kaluga Queen, oznacza swoje produkty jako wyprodukowane w "krystalicznych wodach Jeziora Tysiąca Wysp". Fakt, że jezioro Qiandao znajduje się w Chinach, pozostawia dla siebie. I rozpycha się na światowych rynkach tak mocno, że odpowiada dzisiaj za jedną trzecią światowej produkcji. Tak jak rozpychają się inni chińscy producenci na rynku towarów delikatesowych.
Kawior to nie wszystko
Teraz numer dwa: macadamia. Gdy Chińczycy odkryli, że orzechów tego gatunku brakuje na rynku, a ich produkcja jest nadzwyczaj opłacalna - drzewa sprowadzili z Australii. W samych Chinach macadamia to poszukiwany delikates, na świecie produkt z wyższej półki, importowany przede wszystkim z Południowej Afryki. Pekin postanowił więc, że na orzechach zbije kokosy, dając zarobić swoim farmerom. Po serii nieudanych eksperymentów, chiński rząd znalazł dla orzechowych sadów odpowiedni klimat. Operacja przestawiania rolników na ekskluzywny towar zakończyła się sukcesem. Chiny przegoniły samą Australię i stały się drugim producentem na świecie. Mają nadzieję zająć wkrótce pierwsze miejsce, spychając z podium obecnego lidera, czyli RPA.
Numer trzy: foie gras. Chińskie hodowle gęsi odpowiadają już za jedną trzecią światowej produkcji rynku. I rosną w siłę, bo produkują taniej i bardziej masowo.
Numer cztery: trufle. Pochodzące z Chin, tradycyjnie uważane były za karmę dla świń - ale w 2023 roku w światowym obrocie jedna trzecia tych delikatesowych grzybów pochodziła z chińskich zbiorów.
Numer pięć: wołowina Wagyu - w biznesie restauracyjnym produkt z najwyższej z wysokich półek. Na chińskich farmach - na przykład w Mongolii Wewnętrznej - produkcja rośnie tak szybko, że Japonia obłożyła dodatkowymi warunkami eksport do Chin mięsa krów rasy Wagyu. Uznała je za niezbędne, by konkurencja nie mogła bezwysiłkowo korzystać z osiągnięć japońskiej genetyki i biotechnologii.
Wszystkie te delikatesy łączy podobny los i ten sam model działania: zwiększyć produkcję tego, co kiedyś było drogie i importowane. Ulepszyć technologię, obciąć koszty, obniżyć cenę. I wysłać w świat, wprawiając w osłupienie i wpędzając w kłopoty zachodnich producentów. Tej chińskiej optymalizacji końca na razie nie widać. No chyba, że światowy gust doceni produkty jeszcze bardziej premium.
Na koniec - czereśnie. Chińczycy jedzą ich najwięcej na świecie, dużą część importując z Chile i zajmując miejsce wraz z Turcją w pierwszej trójce największych producentów na świecie. A że apetyt na czereśnie rośnie w miarę jedzenia, więc Chiny chcą być na tym polu pierwsze. Czereśnie hodują w donicach, pod folią, a owoce zbierają przez cały rok. Technologię nieustannie poprawiają, więc cena tych poszukiwanych owoców spadła w ciągu dwóch lat o prawie połowę. A stąd już krótka droga do spadku cen gdzie indziej na świecie. Czego wszystkim wielbicielom czereśni życzymy.
źródło: TOK FM