,
Obserwuj
Gospodarka

Owczy pęd po złoto. Ceny zerwały się ze smyczy. Rynek przeciera oczy ze zdumienia

Wojciech Kowalik
3 min. czytania
27.01.2026 14:21

Złoto bije rekord, który jeszcze niedawno wydawał się odległą przyszłością. Donald Trump tak namieszał w światowej gospodarce, że poziom niepewności jest w niej najwyższy od dekad, z kolei najniższe od dawna jest zaufanie do amerykańskiej gospodarki - i do amerykańskiego dolara. A im bardziej świat od niego ucieka, tym mocniej w górę idzie złoto.

fot. JUNG YEON-JE/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kto i co pomaga złotu w biciu szaleńczych rekordów?
  • Kto stoi w kolejkach po złoto?
  • Dokąd może zawędrować cena kruszcu?

Kiedy kilka dni temu srebro przebijało historyczny poziom 100 dolarów za uncję, w głowach rynkowych ekspertów kłębiło się pytanie nie "czy", ale "kiedy" swój historyczny poziom przebije też złoto. I nie kazało na siebie długo czekać. 5 tysięcy dolarów za uncję oznacza, że tylko w tym roku królewski kruszec zyskał na wartości blisko jedną piątą, w ostatni rok - 80 procent, a to najszybszy wzrost od blisko pół wieku. Liczby mogą robić wrażenie, więc rozpracujmy je teraz - co się stało, że świat stoi w kolejce po złoto?

Gwałtowny koniec "bezpiecznej przystani"

Stał się... Donald Trump. Ostatni rajd na złocie, zwieńczony poziomem 5 tysięcy dolarów za uncję, to pokłosie tego, co od roku robi amerykański prezydent. Rozpętana wojna celna? Desant na Wenezuelę? Awantura o Grenlandię? Groźby pod adresem szefa amerykańskiego banku centralnego? Nawet jeśli w większości przypadków kończy się to - jak lubią to określać rynki - TACO, czyli "Trump Always Chickens Out" - w wolnym tłumaczeniu - "Trump zawsze wymięka" - to im więcej amerykański prezydent mówi, tym bardziej osłabia zaufanie i do amerykańskiej gospodarki w ogóle, a do dolara - w szczególności. W efekcie amerykańska waluta jest najtańsza od 10 lat - co, notabene, Trumpowi bardzo się podoba, ale pokazuje to, że świat od dolara ucieka.

Co jest o tyle zdumiewające, że przez dekady dolar budował sobie opinię "bezpiecznej przystani": solidna waluta największej gospodarki świata chętnie była pakowana do portfeli nie tylko inwestorów, ale też banków centralnych, które w dolarze trzymają część swoich rezerw. "Zielony" z łask jednak wypada tym bardziej, im głośniej swoje pomysły wypowiada Donald Trump, który tak namieszał w świecie swoimi zaczynanymi, kończonymi, zaostrzanymi, luzowanymi wojnami handlowymi, a ostatnio machaniem szabelką w sprawie Grenlandii czy szefa Fedu, że poziom niepewności w światowej gospodarce jest najwyższy od dziesięcioleci. Eksperci mówią o postępującej "dedolaryzacji" świata. A uwolniony pieniądz szuka innej bezpiecznej przystani. I znajduje ją gdzie?

Kolejki chętnych do sztabek złota

Tak, jest, w złocie! Bezpieczne, mocno rosnące, więc to do niego płynie teraz światowy kapitał. Ten wielki, który kupuje złoto do swoich portfeli. Ten z banków centralnych, które złoto kupują na wyścigi, a liderem tego wyścigu jest Narodowy Bank Polski - ma w swoich skarbcach grubo ponad pół tysiąca ton złota - to więcej niż Europejski Bank Centralny, a planuje dokupić w najbliższym czasie jeszcze 150 ton! Banki centralne kupują złoto nie patrząc na cenę, więc z tego powodu ta cena rośnie jeszcze bardziej. Kolejny powód dla którego na złocie pękło 5 tysięcy dolarów to pęd po kruszec już nie tylko wielkich bonzów światowej finansjery, ale też zwykłych ciułaczy, nazywanych w rynkowym slangu "ulicą". Owa "ulica" wykazuje syndrom FOMO. Z angielskiego to "fear of missing out", czyli strach, że coś nas ominie. Można to wytłumaczyć tak: skoro wszyscy dookoła kupują jakiś towar - w tym przypadku złoto - nie chcemy, żeby nas to ominęło. I były tego widoczne dowody: japońskie czy australijskie media pisały w ostatnich miesiącach o kolejkach chętnych do kupowania sztabek złota.

Złoto bije swój rekord w chwilę po srebrze, które z hukiem przebiło poziom stu dolarów za uncję, poziom jeszcze całkiem niedawno niewyobrażalny. Srebro rekordy bije od pół roku, a przyspieszyło w ostatnim miesiącu. Bo kruszec sprzedaje się jak świeże bułeczki: potrzebuje go przede wszystkim przemysł: a zwłaszcza fotowoltaika, motoryzacja, jest niezbędne w centrach danych obsługujących sztuczną inteligencję, ale do swoich portfeli na wyścigi wkładają go też inwestorzy. Nic dziwnego, skoro w ostatnim roku rynkowa wartość srebra wzrosła o 250 procent!

I na koniec prognozy dla złota, prognozy które na wyścigi podwyższają analitycy i wielkie banki inwestycyjne. Widzą w nich cenę w najbliższym czasie ponad 5,5 tysiąca dolarów za uncję, niektórzy idą dalej, w kierunku 6 tysięcy dolarów, a są już tacy, którzy rysują na horyzoncie możliwość 7 tysięcy dolarów za uncję. Tyle, że taka inflacja prognoz nierzadko poprzedzała głębszą korektę. Czyli - mówiąc wprost - spadki. Sztaba złota dla tego, który przewidzi gdzie zatrzyma się to szaleństwo.

źródło: TOK FM