,
Obserwuj
Gospodarka

Ropa pogrąża złoto. Koniec "bezpiecznej przystani" w niespokojnych czasach

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
25.03.2026 12:00

Złoto ma za sobą najgorszy tydzień od ponad czterdziestu lat. W kilka dni straciło na wartości kilkanaście procent, a ten ostry zjazd pogłębiał się tym bardziej, im dłużej trwa wojna w Iranie i im mocniej drożeje ropa naftowa. Przy czym to nie wygląda tak, jak zwykle do tej pory wyglądało, bo przecież złoto w wojennej sytuacji powinno być "bezpieczną przystanią" do której płynie światowy kapitał i według wszelkich rynkowych prawideł powinno rosnąć. A spada. Co się tam dzieje?

Rynki zamiast złota wolą teraz dolary
Rynki zamiast złota wolą teraz dolary
fot. MAREK LASYK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego im dłużej trwa wojna w Iranie tym bardziej tanieje złoto?
  • Jaka fundamentalna zmiana zachodzi właśnie na rynku złota - zmiana, która może na dłużej przemeblować ten rynek?
  • Jak to wpływa na wspólny pomysł prezesa NBP i prezydenta finansowania polskiego wojska z użyciem ruchów związanych z rezerwami polskiego złota?

Zanim odpowiemy na to pytanie, odrobina wcale nie tak odległej przeszłości. Bo ostatni rok to pewny marsz złota w górę. Drożało z kilku powodów.

Po pierwsze: na fali słabnącego dolara, a osłabiał go z premedytacją Donald Trump - im głośniej mówił o cłach, przejęciu Grenlandii, atakował Wenezuelę - tym bardziej podważał zaufanie do amerykańskiej gospodarki i jej symbolu, czyli dolara.
Po drugie: na fali zakupów banków centralnych, w tym Narodowego Banku Polskiego, które zwiększały i zwiększają swoje rezerwy w złocie. A bank centralny nie patrzy na cenę - idzie na rynek i kupuje.
Po trzecie: po złoto ustawiły się też instytucje finansowe, grube ryby świata inwestycyjnego i drobne płotki w postaci indywidualnych inwestorów, którzy wpadli w psychologiczny i znany w inwestowaniu efekt FOMO - "fear of missing out", czyli skoro wszyscy kupują, to boimy się że ominie nas jakaś okazja. Do tego stopnia, że japońskie czy australijskie media pisały w ostatnich miesiącach o kolejkach chętnych do kupowania sztabek złota.

Taki koktajl powodów wywindował cenę złota do absolutnego historycznego rekordu ponad 5600 dolarów za uncję, a analitycy kreślili już scenariusze 6 tysięcy dolarów. I wtedy przyszła korekta, a po ataku na Iran przyszła panika i masowa wyprzedaż złota, które od swojego rekordu jest już o mniej więcej tysiąc dolarów niżej.

Ropa zalała złoto

W pierwszej reakcji zadziałała zasada "cash is the king" - czyli żywa gotówka rządzi, a gotówka dla światowego kapitału oznacza jedno: amerykańskiego dolara, który wrócił w glorii i chwale i to on od początku wojny stał się "bezpieczną przystanią". Im z wojną dalej, tym dla złota gorzej: przestało być postrzegane jako stabilna ostoja w niespokojnych czasach, a w ostatnich miesiącach, na fali szaleńczych zakupów, jako przedmiot rynkowej spekulacji. Bo według Światowej Rady Złota w ubiegłym roku o 20 procent spadł popyt banków centralnych i jubilerów, a o 80 procent wzrósł popyt inwestycyjny. A spekulacja to nie jest coś, czego pożąda globalny kapitał w wojennych czasach. To po pierwsze, a po drugie - sztabki złota zalała ropa naftowa.

Bo latających nad jego terytorium rakiet Iran nie pozostawia bez odpowiedzi: zablokował cieśninę Ormuz, kluczową dla transportu ropy i gazu z Bliskiego Wschodu i ostrzeliwuje instalacje naftowo-gazowe sąsiadów w Zatoce Perskiej. Ropa zdrożała w okolice 100 dolarów za baryłkę, momentami 120 i nawet jeśli Trump przebąkuje coś o rozmowach z Teheranem, to mleko, a w zasadzie ropa naftowa już się rozlała po całej globalnej gospodarce - galopującymi cenami paliw, do tego dokładają się rosnące ceny gazu, a to przepis na przebudzenie inflacyjnych strachów.

Reakcja łańcuchowa

Bo jak świat długi i szeroki, marzec przyniesie wzrost inflacji. Zaczyna się od drogich paliw, a później przełożą się one na wszystkie inne ceny w gospodarce: bo chleb w piekarni trzeba upiec na drogim gazie, towar do sklepu trzeba drożej dowieźć tankując drogie paliwa. A to dopiero początek. Banki centralne, w tym amerykański Fed i Europejski Bank Centralny mówią, że uważnie patrzą na inflacyjne skutki wojny w Iranie, a ekonomiści zastanawiają się, czy z globalnego cyklu obniżek stóp procentowych, w celu okiełznania inflacji, nie przejdziemy do podwyżek stóp. A podwyżki w Stanach Zjednoczonych oznaczają jedno.

Że bardziej będzie się opłacało inwestować w dolara i powiązane z nim papiery, jak choćby amerykańskie obligacje. A mniej w złoto, które - w odróżnieniu od obligacji - nie wypłaca odsetek. To byłaby fundamentalna zmiana dla szlachetnego kruszcu i wydaje się, że rynek właśnie tę fundamentalną zmianę zauważa - sztabka złota przestaje dla niego być tak atrakcyjna jak papier wartościowy powiązany z dolarem. I tak już na razie może zostać, bo nawet jeśli wojna w Zatoce Perskiej niedługo by się skończyła, to świat z zadanych na niej inflacyjnych ran będzie się leczył długo.

To na koniec wróćmy na nasze podwórko. Jak wyliczał w Tok FM analityk rynków Domu Inwestycyjnego Xelion Piotr Kuczyński, spadek ceny złota o dolara od ceny maksymalnej oznacza mniejszy o 70 milionów złotych zysk z rezerw złota Narodowego Banku Polskiego. Czyli już teraz NBP stracił prawie sto miliardów złotych, co prawda tylko na papierze, ale projekt SAFE Zero o którym prezes NBP mówił z prezydentem i do finansowania którego miały być wykorzystane ruchy ze złotem, jak liczą eksperci - skurczył się z zapowiadanych blisko 200 miliardów złotych o połowę.

źródło: TOK FM