Stopy procentowe w dół. Tylko oni się nie cieszą. "Najlepsze czasy już minęły"
To już czwarta obniżka stóp procentowych w tym roku. Łącznie spadły o 125 punktów bazowych, czyli o 1,25 punktu procentowego. A co to tak naprawdę oznacza? Dla kredytobiorców - niższe raty, a ponieważ to już cały cykl obniżek, to ulga jest już wyraźna. Dla oszczędzających na lokatach i w obligacjach - to z kolei zła wiadomość, bo oznacza mniej odsetek od oszczędności. Wyliczenia zaprezentowane w tym odcinku przygotował dla nas Bartosz Turek, ekspert rynku nieruchomości i finansów osobistych.
- To będzie odcinek o tym kto zyska, a kto straci na obniżkach stóp procentowych.
- Rada Polityki Pieniężnej obniżyła je czwarty raz w tym roku, w sumie - o 125 punktów bazowych, czyli o 1,25 procent. To tylko liczba, ale ona konkretnie przekłada się na to, ile pieniędzy mamy w kieszeniach.
- Zwłaszcza ci, którzy spłacają kredyty i ci, którzy swoje ciężko zarobione pieniądze oszczędzają na bankowych lokatach lub na obligacjach skarbu państwa. Bo wszędzie tam wysokość stóp procentowych ma znaczenie i na końcu przekłada się albo na raty które płacimy albo ile odsetek z naszych oszczędności dostajemy.
- Czas więc policzyć i tych 125 punktów bazowych przełożyć na konkretne kwoty.
Na październikowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej zaskoczyła połowicznie. Bo ekonomiści podzielili się na pół: jedni oczekiwali cięcia stóp procentowych już teraz, drudzy - za miesiąc. Nie było więc wątpliwości czy, nie było o ile, były - kiedy. Bo argumentów do cięcia stóp procentowych nie brakowało. Po pierwsze: to oczywiście inflacja. We wrześniu pozytywnie zaskoczyła, utrzymując się wciąż poniżej 3 procent w skali roku. I choć to wciąż powyżej poziomu, który uważa się za optymalny dla gospodarki i naszych kieszeni - czyli 2,5-procentowego celu inflacyjnego - to mieści się w dopuszczalnym przedziale odchyleń od tego celu. I na razie nie ma ryzyka, że coś mogłoby mocniej pchnąć inflację do góry. Po drugie: takim ryzykiem były ceny energii na ostatni kwartał tego roku.
Ale rządzący w końcu się dogadali i do końca roku będziemy płacić rachunki według zamrożonej ceny 500 złotych za megawatogodzinę. Ponadto, eksperci przewidują na podstawie aktualnych tendencji rynkowych, że kiedy po Nowym Roku mrożenie cen wygaśnie, to ceny w taryfie powinny się utrzymać mniej więcej na obecnych poziomach. Jest wprawdzie pewne ryzyko dla inflacji wynikające z podwyżek cen ciepła i ciepłej wody, ale to ryzyko niewielkie. Po trzecie: gospodarka się rozwija w całkiem niezłym tempie, ale mogłaby się rozwijać szybciej. Niższe stopy procentowe, a tym samym tańszy kredyt, da dodatkowy impuls dla firm do pożyczania pieniędzy na rozwój i inwestycje.
Ta październikowa obniżka jest już wliczona we wskaźnik WIBOR, który wyznacza oprocentowanie kredytów, a tym samym - wysokość rat. Bo WIBOR działa tak, że przewiduje możliwe ruchy stóp procentowych, a rynki tę najnowszą obniżkę przewidywały już od jakiegoś czasu. Skoro to mamy wyjaśnione, to czas na najważniejszą część dla kredytobiorców: czyli o ile mniejsze raty zapłacą?
Stopy procentowe w dół. Kto zapłaci mniej?
Tylko z tytułu tej ostatniej obniżki, dla kredytu mieszkaniowego na 25 lat, obniżka oprocentowania o ćwierć punktu obniża ratę kredytu o mniej więcej 15 zł na każde pożyczone 100 tysięcy. Czyli w przypadku kredytu na 400 tysięcy złotych, a takie w ostatnich latach były najpopularniejsze, mówimy o uldze o uldze rzędu 60 zł miesięcznie. Powtórzmy - tylko z tytułu tej październikowej obniżki. 60 złotych to może wydawać się niewiele, ale przecież wspominaliśmy na początku, ze stopy procentowe spadły już w tym roku o 1,25 procent, a to już wyraźna ulga.
O ile?W przypadku takiego naszego modelowego kredytu, na początku roku rata wynosiła około 3 tysiące złotych miesięcznie. Po dotychczasowych obniżkach spadła o mniej więcej 300 złotych, a może spaść jeszcze bardziej. I to - udręczonych w czasach wysokich stóp procentowych kredytobiorców - może naprawdę ucieszyć. A zatem - ciąg dalszy dobrych wiadomości.Bo eksperci i rynki coraz odważniej nie wykluczają, że być może w listopadzie stopy spadłyby jeszcze raz. A jeśli nie w listopadzie - to w przyszłym roku na pewno, a wśród optymistycznych prognoz są nawet cztery ćwiartki w przyszłym roku, czyli punkt procentowy w dół. A to oznaczałoby, że rata spadnie do 2,5 tysiąca złotych! I to już konkretna oszczędność dla kredytobiorców.
Mówimy oczywiście o kredytach mieszkaniowych, bo są największe i finansowe ruchy na ratach są najwyraźniejsze, ale niższe oprocentowanie, a więc i niższe raty, odczują wszyscy spłacający jakiekolwiek pożyczki bankowe, mający karty kredytowe, a także przedsiębiorcy płacący raty leasingowe. W ich przypadku, jako że i kwoty kredytów mniejsze, ulga nie będzie aż tak wyraźna, ale zawsze coś.Skoro przy kredytach jesteśmy, to jeszcze coś dla tych, którzy o kredyt mieszkaniowy dopiero chcą się postarać. Bo dzięki niższym stopom procentowym cały czas rośnie zdolność kredytowa. Trzyosobowa rodzina z dochodem na poziomie dwóch średnich krajowych - czyli około 16-17 tysięcy brutto miesięcznie może pożyczyć już ponad 930 tysięcy zł. To jest rekord, bo tak wysokiej zdolności kredytowej nigdy nie było. Nominalnie, bo to też dlatego, że tak wysokich wynagrodzeń w Polsce jeszcze nigdy nie było. Gdyby jednak ten rekord urealnić biorąc pod uwagę wysokie ceny mieszkań, czy to jak zmieniały się wynagrodzenia, to cały czas jesteśmy jeszcze poniżej takiej wieloletniej średniej zdolności kredytowej. Nie zmienia to faktu, że w ciągu ostatniego roku zdolność kredytowa wzrosła aż o 29 procent.
Stopy procentowe w dół. Oni liczą straty
Skoro powiedzieliśmy, kto na niższych stopach procentowych zyska, czas na tych, którzy stracą albo - żeby być bardziej precyzyjnym - zarobią mniej. To ci wszyscy, którzy odkładają na bankowych lokatach i na obligacjach skarbowych, bo ich oprocentowanie też jest zależne od wysokości stóp. Najpierw lokaty.Tu znajdziemy jeszcze jakieś siódemki, czyli siedem procent w skali roku, ale incydentalnie. Częstsze są czwórki i piątki, czyli 4-5 procent w skali roku, ale również rzadko, w promocjach obwarowanych dodatkowymi wymaganiami i na krótko.
Jeśli ktoś nie ma ochoty wędrować z pieniędzmi z banku do banku szukając promocji, może liczyć na standardowych lokatach na nieco ponad 3 procent w skali roku. Czyli - jeśli teraz wpłaci na taką lokatę 10 tysięcy złotych, za rok odbierze nieco ponad 240 złotych odsetek. Mało. Banki tną oprocentowanie bez litości, dopisują coraz mniej odsetek do naszych pieniędzy również dlatego, że tych pieniędzy po prostu nie chcą. Bo mają pieniędzy za dużo. I jeśli dalej tak to pójdzie, to w przyszłym roku spadniemy do okolic 2 procent, a to już będzie za mało, żeby ochronić siłę nabywczą naszych pieniędzy przez inflacją. Może w takim razie szukać ratunku w obligacjach skarbowych?
Tu też najlepsze czasy już minęły - jeżeli ktoś na przykład rok temu kupił trzyletnią obligację skarbową, to może się cieszyć z 6 procent zysków teraz i jeszcze przez kolejne dwa lata. Teraz trzyletnie obligacje dają nieco ponad 5 procent, czteroletnie 5,5, a dziesięcioletnie - 6 procent. I to już robi się ciekawa alternatywa wobec bankowych lokat, choć - jak wspomnieliśmy - lepiej już było. Niektórzy więc na niższych stopach procentowych stracą, ale inni - kredytobiorcy - zyskają. Nie zmienia to faktu, że wciąż jesteśmy w unijnej czołówce krajów z najdroższymi kredytami.
Źródło: TOK FM