Już nie dolar. Teraz wszyscy inwestują tutaj. Oni grają pierwsze skrzypce
Na tej rynkowej imprezie mówi się teraz o dwóch liczbach: 125 tysięcy i 4 tysiące. Dlaczego? Bo to dwa rekordy: bitcoin przebił niewidziany nigdy poziom 125 tysięcy dolarów, a złoto odważnie flirtuje z rekordowym poziomem 4 tysięcy dolarów. Paliw do wzrostów królewskiego kruszcu i kryptowalut dolali amerykańscy politycy, którzy wywołali kryzys budżetowy w USA, a inwestorów odpędzili od dolara. Pieniądze, które traci amerykańska waluta, zyskują więc złoto i bitcoin. Bo są rynki, które na razie w ogóle nie przyjęły się wydarzeniami w Stanach Zjednoczonych i na których bal wzrostów trwa w najlepsze.
- To będzie odcinek o rekordach, bo te przetaczają się przez światowe rynki. Zwłaszcza dwa: kryptowaluty i złoto.
- Bitcoin osiągnął rekord wszech czasów na poziomie ponad 125 tysięcy dolarów, złoto na poważnie flirtuje z absolutnym rekordem i rozpalającym wyobraźnię inwestorów poziomem 4 tysięcy dolarów za uncję.
- Ale to nie wszystko, bo dobre nastroje widać też na nowojorskiej giełdzie. Tylko amerykański dolar w tym wszystkim wygląda na uboższego kuzyna, zbierającego cięgi ze wszystkich stron.
Ostatni rajd złota i bitcoina ma jeden wspólny mianownik: paraliż budżetowy w Stanach Zjednoczonych, zwany też shutdownem, czyli po prostu - zamknięciem. Trwa od początku października i wyjaśnijmy teraz, co to tak naprawdę jest?
Politycy w USA nie dogadali się w sprawie budżetu na kolejny rok fiskalny - a ten trwa w USA od października do końca września. W efekcie nie ma pieniędzy na działalność rządowej administracji - nawet setki tysięcy urzędników federalnych trafia na przymusowe urlopy, a niewykluczone, że w ogóle stracą pracę. Co więcej, przez shutdown nie są publikowane kluczowe dane makroekonomiczne pokazujące stan największej gospodarki świata. Obie strony - prezydent Donald Trump z jego obozem Republikanów oraz opozycyjni wobec prezydenta Demokraci przerzucają się oskarżeniami o odpowiedzialność za taki stan rzeczy. Widoków na przełamanie impasu jak dotąd nie ma. A rynki? Są takie, na których na razie bal trwa w najlepsze. Ale jest też taki, na którym impreza siadła i nie ma widoków na jej ponowne rozruszanie - i przy nim się na chwilę zatrzymajmy.
Dolar słabnie
To rynek dolara, dla którego rynkowa układanka nie wygląda dobrze, a kolejny klocek do tych malujących się w ciemnych barwach puzzli dołożył shutdown w USA. Pozostałe klocki, to zamiary Rezerwy Federalnej - amerykański bank centralny może dalej obniżać stopy procentowe, co sprawi, że inwestowanie w dolara będzie coraz gorzej oprocentowane, słabego dolara z radością wita też prezydent Donald Trump, bo słabość waluty oznacza, że amerykańskie towary staną się tańsze dla zagranicznych nabywców, co ma wspomóc krajową produkcję. Od początku kadencji Trumpa dolar - także na jego decyzjach - stracił już ponad 10 procent, a to dużo. To o tyle niezwykłe, że dotychczas na świecie panowała zasada "jak trwoga, to do dolara". Teraz ta zasada się odwróciła - i można ją określić słowami: "jak trwoga, to jak najdalej od dolara", więc światowy kapitał szuka miejsca gdzie indziej. A gdzie?
I tu - całe na biało, a właściwie całe w złocie wchodzi... złoto! Kruszec rośnie w takim tempie, że w tym roku zdrożał o połowę! I śmiało podążyło w kierunku 4 tysięcy dolarów za uncję, poziomu o którym jeszcze do niedawna nie śniło się inwestorom. Tydzień bez rekordu na złocie jest ostatnio tygodniem straconym, złoto kupują banki centralne, w papierowe złoto, czyli fundusze które odwzorowują zachowanie kruszcu coraz śmielej wchodzi - jak to się mawia w rynkowym slangu - ulica, czyli indywidualni, drobni inwestorzy. Ci wielcy w złocie widzą atrakcyjną alternatywę dla dolara. Ale nie tylko tam, nie tylko na złoto spojrzał w ostatnim czasie inwestycyjny świat.
Bitcoin wraca do gry
Bo z przytupem do łask wrócił bitcoin, który pobił historyczny rekord 125 tysięcy dolarów, a w tym roku zyskał jedną trzecią. Paliwa do wzrostów dolał kryzys budżetowy w Stanach Zjednoczonych, na fali którego bitcoin też stał się alternatywą dla dolara. Na rynek kryptowalut płyną potężne pieniądze, zwłaszcza do specjalnych funduszy, które pozwalają inwestować w bitcoina bez potrzeby kupowania go na specjalnych giełdach. Bitcoin pociągnął w górę także inne kryptowaluty jak ethereum czy solanę, w rezultacie cały ten rynek wart jest już astronomiczne 4,5 biliona dolarów!
I tak jak Donald Trump zaszkodził dolarowi, tak pomógł bitcoinowi wyjść na historyczne szczyty. Bo jeszcze w kampanii wyborczej, a później od początku swojej prezydentury wykonał zwrot o 180 stopni i z zagorzałego przeciwnika bitcoina stał się jego gorącym zwolennikiem. I zapowiedział utworzenie strategicznej rezerwy USA w bitcoinach. I chociaż ten plan, zamiast petardą, okazał się kapiszonem, bo zakłada, że rezerwa powstanie z kryptowalut zarekwirowanych przestępcom, a nie będzie rządowych zakupów, które mogłyby napędzić rynek, to temat wraca i znów rozgrzewa głowy inwestorów. Bo z okolic Białego Domu dochodzą pomruki, że rezerwa mogłaby powstać już wkrótce. A rynki działają na zasadzie "kupuj plotki, sprzedawaj fakty", więc takie plotki są wodą na młyn wzrostów. A to mocny początek "Uptober" - czyli rynkowego określenia, które powstało z dwóch słów: "up" - w górę i "october" - październik. Uptober, to historyczne tendencje zwyżkowe w październiku, które teraz podsycają narrację wzrostową w środowisku kryptowalut i na rynku złota. Ale nie tylko tam: bo wysoko i mocno trzyma się też nowojorska giełda flirtująca z rekordami wszech czasów. Na świecie rośnie apetyt na inwestycyjne ryzyko, specjalny indeks CNN pokazuje chciwość inwestorów, bal trwa i oby tylko orkiestra nie przestała zbyt szybko grać, bo kiedy po tej rynkowej zabawie przyjdzie otrzeźwienie, że na rynkach nic nie może rosnąć cały czas, inwestorom zostanie mocny ból głowy.
Źródło: TOK FM