,
Obserwuj
Gospodarka

"To jest moment na wypicie szampana". Kredytobiorcy mają powody do radości

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
05.12.2025 11:25

"To jest moment na wypicie szampana" - mówi prezes Narodowego Banku Polskiego tłumaczący decyzję Rady Polityki Pieniężnej, która szósty raz w tym roku ścięła stopy procentowe. Rada je obniżyła, bo pozwoliła na to inflacja, która zahamowała z głośnym piskiem opon. To wszystko przyjemny prezent pod choinkę dla kredytobiorców, za to żadnych prezentów nie ma dla oszczędzających - bo u jednych i u drugich efekty ruchów stóp procentowych na końcu widać w portfelach.

Prezes NBP Adam Glapiński
Prezes NBP Adam Glapiński
fot. Filip Naumienko/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak Adam Glapiński tłumaczy decyzję RPP?
  • O ile powinny spaść raty kredytów mieszkaniowych?
  • Dlaczego trzymający oszczędności w bankach nie mają powodów do zadowolenia?

Inflacja w listopadzie spadła do 2,4 procent w skali roku, mocniej niż się tego spodziewali ekonomiści i po tym odczycie niemal wszyscy obstawili obniżkę stóp procentowych. I trafili - Rada Polityki Pieniężnej ścięła je o kolejnych 25 punktów bazowych, była to szósta w tym roku i piąta z rzędu obniżka. Trudno znaleźć bank centralny, który tak mocno i w takim tempie obniżałby koszty kredytu, bo jeszcze kilka miesięcy temu podstawowa stopa wynosiła 5,75 procent, a teraz - równe cztery. A to prawdopodobnie nie koniec.

Co najmniej dwa schodki

Bo ekonomiści zgodnie mówią: stopy zejdą jeszcze w dół. Jak daleko? Niemal na pewno o dwa schodki po 25 punktów bazowych, bo właśnie gdzieś w okolicach 3,5 procent widzą finalny poziom. Aczkolwiek są tacy, którzy obstawiają cztery schodki w dół i mówią, że Rada zejdzie z główną stopą do 3 procent. To, że będą dalsze cięcia sugeruje też prezes Narodowego Banku Polskiego.

Bo choć Adam Glapiński powtarza formułki o reagowaniu na bieżące dane, to pociągnięty za język mówi już więcej. I nie wyklucza kolejnych obniżek, choć prawdopodobnie trzeba będzie na nie teraz trochę zaczekać. Bo teraz Rada może wejść w tryb "wait and see", czyli poczekać i popatrzeć. Na co? Na to, jakie efekty dla gospodarki przyniosą tegoroczne obniżki stóp procentowych. I później może wrócić do kolejnych cięć. Kiedy? Ekonomiści jako potencjalny termin wskazują marzec. Bo z początkiem roku w życie wchodzą różne, tradycyjne, noworoczne podwyżki: od rachunków za prąd, przez cenniki innych mediów, po czynsze za mieszkania. To raz, a dwa - Główny Urząd Statystyczny zmienia tak zwany koszyk inflacyjny, czyli dodaje i usuwa z niego różne towary i usługi, żeby odczyty inflacyjne lepiej oddawały faktyczny wzrost cen w gospodarce. I kiedy to się już wszystko ułoży, w marcu na stół wjadą nowe prognozy inflacyjne ekspertów Narodowego Banku Polskiego - i wtedy prawdopodobnie znów otworzy się okienko do dalszych obniżek stóp procentowych. Choć to okienko otwiera się już coraz węziej, większość tej drogi prawdopodobnie mamy już za sobą.

Dwie strony medalu

Ale teraz skoncentrujmy się na tym, co tu i teraz. Sześć tegorocznych obniżek stóp daje już realną ulgę kredytobiorcom. Najbardziej tę ulgę widać przy kredytach mieszkaniowych, bo są największe. Kredyty są różne, ale dla naszych wyliczeń przyjmujemy taki modelowy, na pół miliona złotych. Ostatnia obniżka, to o mniej więcej 80 złotych mniej na racie. Ale kiedy je wszystkie zsumować, to już daje efekt! Jeszcze rok temu rata za taki kredyt sięgała - mniej więcej - 3800 złotych. Teraz, po sześciu cięciach stóp, jest niższa o 600 złotych miesięcznie. To jest to "wesołe sześćset", o którym mówiliśmy na początku, a to prawdopodobnie wcale nie koniec, bo jeśli stopy dalej spadałyby w kierunku 3,5 procent, będzie to oznaczało jeszcze 150 ulgi na racie naszego modelowego kredytu. A jeśli jednak poszłyby do trzech procent - to da ekstra jeszcze jedną sto pięćdziesiątkę. A zatem - już jest 600 złotych mniej, najprawdopodobniej będzie jeszcze 150, a być może - w najbardziej optymistycznym wariancie - 300.

To ci, którzy kredyty już spłacają. Ale są dobre informacje dla tych, którzy dopiero chcą się zadłużyć. Trzyosobowa rodzina dysponująca dwiema średnimi krajowymi teraz mogłaby pożyczyć na zakup mieszkania około 950 tysięcy zł - i to jest o nawet 25 procent więcej niż przed rokiem, czyli - jeden, duży pokój więcej. Gdybyśmy spojrzeli na możliwości nabywcze, to taka rodzina, gdyby chciałaby wydać na ratę kredytu do 30 procent wynagrodzenia, mogłaby w dużym mieście kupić mieszkanie o powierzchni około 55 metrów kwadratowych. Nic dziwnego, że w kredytach zaczyna się spory ruch.

To teraz te gorsze wiadomości, a te są dla osób, które odkładają swoje pieniądze na bankowych lokatach. Bo im więcej na te lokaty wpłacamy - a wpłacamy jak szaleni, trzymamy na nich - uwaga - półtora biliona złotych - tym mniej odsetek banki nam do naszych pieniędzy dopisują. Prawdopodobnie właśnie przeciętne oprocentowanie spadło poniżej 3 procent. I to jest ta "smutna trójeczka", o której mówiliśmy kilka minut temu. Takie oprocentowanie oznacza, że każde 10 tysięcy złotych wpłacone na taką półroczną lokatę, da nam raptem... 120 złotych odsetek. I wprawdzie są jeszcze tu i ówdzie promocje, a w telewizji i internecie zobaczycie reklamy z piątkami, a nawet siódemkami - to nie dla wszystkich, na króciutko i po spełnieniu długiej listy warunków. Dla zwykłego klienta banku - oferta jest mizerna. A będzie jeszcze bardziej mizerna, dlatego warto łapać teraz dłuższe lokaty z wyższym oprocentowaniem. Podobnie na obligacjach skarbowych - ich oprocentowanie spada z miesiąca na miesiąc.

Kredytobiorcy mogą więc - jak mówi prezes NBP - szampana pić, bo więcej zostaje im w kieszeni. A to wcale nie koniec dobrych dla nich wiadomości. Ciułacze natomiast z odsetek od swoich pieniędzy na szampana nie zarobią, a to wcale nie jest koniec złych dla nich wiadomości.

Wyliczenia zaprezentowane w tym odcinku przygotował analityk rynku kredytowego Bartosz Turek.

źródło: TOK FM