Zapomniany gigant odrodził się jak Feniks z popiołów. Ważny kruszec może czuć się zagrożony
Na rynkach trwa wielka impreza. Gdziekolwiek spojrzeć - tam rekord. Już osiągnięty albo bliski osiągnięcia. Bitcoin, złoto, amerykańskie spółki technologiczne zyskują w ostatnim czasie jak szalone. Co napędza te ruchy w górę? Czynników jest sporo, ale jest też jeden wspólny: to oczekiwane obniżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Bo dolar ulubieńcem inwestorów już nie jest, teraz wielkie światowe pieniądze szukają innych okazji do zarobku i coraz mniej boją się ryzyka.
Chiński statek przybił do niemieckiego portu. W Europie strach
Bitcoin - odrodzony niczym Feniks z popiołów - nie zatrzymuje się ani na moment. Cyfrowa waluta długo lizała rany po bolesnym upadku ze szczytu hossy w 2021 roku. Teraz święci triumfy i jest tak mocno pożądana, że przebiła swój rekordowy poziom 69 tysięcy dolarów. Na chwilę, ale wokół tego szczytu teraz się porusza. A to oznacza, że bitcoin właśnie stał się na wagę... srebra! Globalna wartość, czyli kapitalizacja bitcoina, sięgnęła biliona 300 miliardów dolarów, podczas gdy cały światowy rynek srebra wart jest zaledwie o sto miliardów dolarów więcej. Zaledwie - bo taka różnica w tym świecie jest symboliczna. A skąd to wszystko?
Pęd po bitcoina napędzają fundusze ETF, dzięki którym kryptowaluty przeszły do mainstreamu. To wielkie światowe fundusze, dzięki którym można zainwestować w bitcoina bez potrzeby kupowania go na specjalnych giełdach. A to właśnie skandale i afery wokół giełd kryptowalut, w których inwestorzy tracili potężne pieniądze, strąciły bitcoina z piedestału na jaki wdrapał się w 2021 roku. Teraz ETFy kupują bitcoina na wyścigi i właśnie ten popyt winduje jego cenę i prowadzi ją do rekordu wszech czasów. A wszystko w oczekiwaniu na kwiecień, który może wyznaczyć dalszy kierunek marszu bitcoina. Bo w kwietniu wydarzy się halving. Co to takiego?
Bitcoin znów na topie
To przypadające co cztery lata wydarzenie, które ma zmniejszyć liczbę wydobywanej kryptowaluty. Bo światowa pula bitcoina jest ograniczona - można ich wykopać maksymalnie 21 milionów. I co cztery lata ich możliwa do wydobycia liczba jest zmniejszana o połowę - to właśnie jest halving, aż w końcu w 2040 roku zostanie wydobyty ostatni. Halving powoduje, że bitcoina jest coraz mniej, a jeśli popyt będzie dalej przewyższał podaż - to podstawowe prawo ekonomii mówi, że rośnie cena. Choć... bitcoin jest nieprzewidywalny - i tak jak mocno rośnie, tak w moment może runąć. Bo to aktywo oderwane od warunków panujących na rynku. Inaczej niż drugi światowy rekordzista, a właściwie - rekordzistka.
Czyli - Nnidia. Cudowne dziecko nowojorskiej giełdy ostatnich miesięcy. Spółka bije rekordy wszech czasów i na razie się nie zatrzymuje. Ale - w odróżnieniu od bitcoina - zależy to od konkretnego zjawiska. Światowy run na sztuczną inteligencję winduje notowania firmy produkującej mikroprocesory wystarczająco mocne, żeby tę sztuczną inteligencję napędzać. Co więcej, kolejka po produkty firmy się wydłuża, więc rekordowe wyniki, jakie podała niedawno, mogły nie być ostatnimi. Choć, oczywiście - to giełda, łaska inwestorów na pstrym koniu jeździ i tak jak wynieśli spółkę na szczyt, tak w momencie mogą ją mocno sprowadzić w dół. Ale na razie kapitalizacja firmy w ostatnich czterech latach wzrosła... czterdziestokrotnie! I przekroczyła właśnie 2 biliony dolarów. Dotychczas taki poziom udało się przebić Apple'owi i Microsoftowi. Co więcej, Nnidia warta jest teraz więcej niż światowy gigant e-handlu, czyli Amazon oraz właściciel Google'a. A wszystko dzięki urządzeniu wielkości tarczy od zegarka. Nvidia razem z pozostałymi spółkami wielkich technologii napędza całą nowojorską giełdę - a inwestorzy chcą więcej, indeks ich nastrojów znajduje się w tym momencie na pozycji "ekstremalnej chciwości".
Bitcoin dogoni złoto?
Wiecie już, że światowa wartość bitcoina osiąga globalną wartość rynku srebra. A czy wykopywana cyfrowymi koparkami waluta ma szansę dogonić królewski kruszec, czyli złoto?
Nie, na to szans na razie nie ma, bo globalna wartość rynku złota jest dziesięciokrotnie wyższa niż bitcoina. Tym bardziej, że złoto w ostatnim czasie zadziwia swoją siłą i ma apetyt na pobicie rekordu wszech czasów. Popyt na kruszec rośnie w niepewnych czasach, analitycy mówią, że do czynników niepewności - czyli wojny w Ukrainie oraz konfliktu na Bliskim Wschodzie - dołącza kolejny, czyli wynik jesiennych wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. W uważanego również za bezpieczną przystać dolara coraz mniej opłaca się inwestować, a będzie jeszcze mniej, kiedy w USA spadną stopy procentowe. Do tego w złoto zbroją się banki centralne. Analitycy mają więc dla złota prognozy całkiem niezłe - pojawia się w nich nawet możliwa cena 3 tysięcy dolarów za uncję. Teraz to nieco ponad 2100 dolarów.
O ile złoto uważane jest za w miarę bezpieczną inwestycję, to bitcoin i giełda to ryzykowna gra - ale światowi inwestorzy, niesieni euforią, myśl o ryzyku odsuwają na bok. Jak to się skończy? Dla niektórych zapewne liczeniem wielkiej kasy. Dla innych - bolesnym upadkiem, bo analitycy ostrzegają: taka impreza nie może trwać wiecznie. I prędzej czy później przyjdzie otrzeźwienie. Ale dla niektórych - będzie to ciężki kac.