Pęka bańka na Wielkiej Siódemce? Giganci technologiczni mają kłopoty
Problemy ma Apple, który przegrywa z konkurencją z Azji. Ale prawdziwą czarną owcą ostatnich tygodni jest Tesla, której notowania na nowojorskiej giełdzie poleciały w dół. Tesla przegrywa w walce na samochody elektryczne z gigantem z Chin. Czy właśnie obserwujemy, jak pęka bańka na spółkach technologicznych?
Źle się dzieje na szczytach. Chodzi o szczyty biznesowe i największe na świecie amerykańskie firmy technologiczne. Uznawane za prekursorów zmiany tracą status prymusów i niewiele brakuje, by trafiły do oślej ławki. Eksperci wspominają już nawet o końcu panowania big-techów, a baty dostaje nawet niedawna królowa biznesu, czyli firma produkująca mikroprocesory, ożywiające sztuczną inteligencję. Czy to prawdziwy początek końca? Czy właśnie pęka bańka? Co mają z tym wspólnego Chińczycy? I kto na tym najwięcej straci?
Apple przegrywa z Samsungiem
Zaczniemy od rynku telefonów komórkowych. Panuje na nich dwóch światowych gigantów, a pomiędzy nimi próbują rozpychać się mniejsi. Na razie ze średnim powodzeniem. Linia frontu przebiega zgodnie z podziałem geograficznym na wschód i zachód. Giganci zajmują zaszczytne, czołowe miejsca wśród najbardziej wartościowych marek w swoich krajach. Amerykański Apple należy do pierwszej piątki największych firm w USA, w Azji podobne miejsce zajmuje Samsung. Obie firmy od lat toczą zawziętą wojnę o pierwszeństwo na rynku w kategorii: telefon komórkowy. Wskutek tej wojny, w statystykach sprzedaży w ostatnich miesiącach ubiegłego roku, doszło do kopernikańskiego przewrotu.
Który ze światowych producentów komórek jest niekwestionowanym liderem handlowym? Pierwsze światowe miejsce zajmuje Samsung. Jego największy konkurent, producent iPhone'ów wciąż musi przekonywać konsumentów, że jego produkty są bezkonkurencyjne, a dodatkowe usługi znacznie bardziej atrakcyjne niż oferta pozostałych marek. Kopernikański przewrót, w którym to urządzenia Apple sprzedawały się najlepiej na świecie, trwał krótko. I skończył się z początkiem tego roku, gdy amerykańska firma musiała oddać koronę swojemu największemu rywalowi. Powodów, dla których iPhone wciąż nie osiąga trwałego pierwszeństwa, jest wiele. Wszystkie są globalne, i wszystkie dotycząc najważniejszych na świecie zjawisk w gospodarce.
Po pierwsze: Apple jest oczywistym wyborem jedynie dla Amerykanów. I częściowo Europejczyków. A swoje ostatnie sukcesy osiągnął na rynku smartfonów wyłącznie dzięki Chińczykom. Gdzie nieprzerwane triumfy święcił po otwarciu gospodarek na koniec pandemii. Mimo że mierzy się tam nie tylko z największą konkurencją, ale także chińskim Huawei, na który chiński rząd postawił wszystkie pieniądze. Zwłaszcza gdy chodzi o prace nad procesorami, które dają życie sztucznej inteligencji. Bo w Chinach dynamicznie działa też marka Oppo, producent smartfonów z pierwszej światowej piątki. Czy Xiaomi, chińska firma, która pokazała ostatnio własny samochód elektryczny. Zresztą niemal w tym samym czasie, gdy Amerykanie ogłaszali porzucenie swojego projektu. Na rzecz sztucznej inteligencji.
AI powodem kryzysu?
Po drugie: to na co stawia Apple, Koreańczycy obstawili już wcześniej. Najnowsze modele Samsunga wspomagane są sztuczną inteligencją w systemie Galaxy AI już od początku roku. Co sztuczna inteligencja potrafi w telefonie? Na przykład tłumaczyć rozmowy w czasie rzeczywistym. Wyobraźcie więc sobie rozmowę w dowolnym języku w dowolnym miejscu na świecie tłumaczoną na żywo na każdy inny język. To koniec z nieporozumieniami w codziennych sytuacjach za granicą, zwłaszcza tam, gdzie uniwersalny język angielski jest towarem deficytowym. Apple chce dogonić (a może przegonić) konkurencję i na ten rok zapowiada nowy model iPhone'a z systemem IOS napędzanym AI. Problem jest jednak nie w tym co potrafią iPhone'y, a w tym ile kosztują.
Po trzecie: Apple swoje sukcesy handlowe zawdzięczał Chińczykom. W ostatnim kwartale sprzedał na świecie o 10 procent smartfonów mniej niż rok wcześniej. W Chinach sprzedaż spadała jeszcze mocniej, bo amerykańską markę dogonili chińscy producenci ze swoimi tańszymi modelami. W tym wspomniane Oppo oraz Huawei. Głośna na świecie premiera modelu Mate 60 Pro sprawiła, że wspierana przez rząd Chin marka podwoiła ubiegłoroczny zysk. Dobra wiadomość dla Amerykanów jest taka, że choć Chińczycy nie wymieniają masowo starych modeli na nowsze, to nie wymieniają ich też na inną markę. Przynajmniej na razie. By temu zapobiec, Apple obniżył w Chinach ceny swojego flagowego produktu, czyli iPhone'a 15. I zdaniem ekspertów niska cena to jedyna pewna droga do odrobienia strat.
I dlatego eksperci uważają, że kluczem do sukcesu jest wypuszczenie na rynek taniego modelu przeznaczonego dla nowych rynków, na przykład w Afryce. Bo na innych niż smartfony polach Amerykanie na razie nie mają się czym chwalić: ludzie nie chcą już tabletów, rozpędu nie mogą nabrać gogle 3D Vision Pro, Apple wycofał się też z projektu własnego elektryka. Ceny akcji technologicznego pioniera spadły od początku roku o blisko 15 procent. Jest jednak druga technologiczna czarna owca. Jeszcze bardziej czarna.
Tesla tanieje, ale czy to wystarczy
To Tesla. Której akcje na giełdzie straciły od początku roku ponad 40 procent wartości. I która w miniony weekend pracowicie obniżała ceny swoich auta na światowych rynkach. Bo elektryki nie sprzedają się w prognozowanym tempie. W Europie po raz pierwszy od lat ich sprzedaż spada, w pierwszym kwartale tego roku o 10 procent. Ten odwrót od aut na baterie odczuwa amerykański pionier elektryfikacji. Na największym światowym rynku ma ostrą konkurencję. W kategorii liczby sprzedanych aut przegonił go chiński koncern BYD. Tesla wciąż sprzedaje bowiem te same dwa modele, które weszły na rynek cztery lata temu. W tym czasie Chińczycy i tamtejsze koncerny, produkujące elektronikę, zaprezentowały i auta nowe naszpikowane nowoczesnymi rozwiązaniami. I auta w rekordowo niskich cenach. W tym bardzo tani model Seagull, czyli Mewa marki BYD, który ma kosztować równowartość 10 tysięcy dolarów.
Tesla ograniczyła więc produkcję w swoich zakładach w Azji, a w amerykańskiej fabryce zapowiedziała grupowe zwolnienia. Pracę straci co dziesiąty zatrudniony, a założyciel firmy odwołał zapowiadaną z hukiem wizytę w Indiach, gdzie miał ogłosić nową wielką inwestycję. Plan jest podobno inny.
Elon Musk, ma stawiać wszystko na jedną kartę. Chce wyposażyć świat w autonomiczne taksówki bez kierowców. Odłożyć miał plany taniego modelu Tesli za około 25 tysięcy dolarów. Co miałoby być pomysłem na odzyskanie rynku w czasach, gdy ludzie przestają kupować auta na baterie z dotychczasowym zapałem. Bo auta elektryczne są za drogie, ładowanie kłopotliwe, więc wygoda umiarkowana. Podobnie jak oszczędności z jazdy na prąd. Gdy raty za elektryki są o kilkaset złotych wyższe niż za tradycyjne auta tej samej klasy. Zyski Tesli spadają więc w niewidzianym od lat tempie. A szanse na to, że w pełni autonomiczne auta pomogą ten trend odwrócić - eksperci oceniają na niewielkie. No, chyba że świat przeżyje ponowny zachwyt elektrykami. Ten zachwyt uzależniony jest między innymi od rządowych dopłat do takich aut. Z czym ostatnio skończyły Niemcy.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Nvidia podąża śladem firmy Meta?
I na koniec jeszcze jedna piękna katastrofa. Technologiczna Nvidia zaliczyła w ciągu jednego dnia drugi w historii amerykańskiej giełdy spadek wartości. Podobna sztuka udało się wcześniej tylko firmie Meta, do której należy Facebook.
Nvidia straciła 212 miliardów dolarów, a to więcej niż wart jest w całości inny producent czipów, czyli Intel. Podobno z powodu ogólnego spadku entuzjazmu dla biznesu związanego ze sztuczną inteligencją. Oraz prognoz rychłego końca technologicznej bańki. W tej sytuacji z przydomka "Siedmiu Wspaniałych" - tak właśnie ochrzczono technologiczną amerykańską czołówkę - może wypaść przymiotnik. Albo zmienić się liczebnik.