Protest pracowników Poczty Polskiej. Prezes bagatelizuje. "To był strajk dla mediów"
Czwartkowy strajk ostrzegawczy pracowników Poczty Polskiej miał zwrócić uwagę na niskie wynagrodzenia i trudne warunki pracy w firmie. - Zarabiamy poniżej płacy minimalnej. Jesteśmy najgorzej wynagradzanymi pocztowcami na świecie - mówił w TOK FM Robert Czyż. Przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Poczty Polskiej Robert Czyż przekazał też , że zarząd firmy próbował zablokować protest, strajkujący byli zastraszani.
Tym zarzutom zaprzeczał w 'Magazynie EKG' prezes Sebastian Mikosz. Rozmówca Macieja Głogowskiego skupił się na tym, że szef Związku Zawodowego Pracowników Poczty Polskiej jest równocześnie członkiem Rady Nadzorczej Poczty Polskiej. - Czyli mam członka rady nadzorczej, która mnie wybrała i nadzoruje, który organizuje strajk. Zabawne, prawda? - powiedział.
Poczta Polska w tarapatach. Prezes o proteście pracowników
Mikosz bagatelizował przy tym czwartkowy protest, mówiąc, że wzięło w nim udział ledwie 10 proc. pracowników. - Chodzi o to, żeby wywołać sensację. To był strajk dla mediów - przekonywał. Gość TOK FM podkreślił, że 60 proc. pracowników Poczty Polskiej zarabia pensję minimalną; reszta - jak stwierdził - też nie zarania dobrze, a jednak w proteście wzięło udział tylko 10 proc. zatrudnionych.
Rozmówca Macieja Głogowskiego przekonywał, że forma musi przejść transformację. Żyjemy bowiem w czasach, kiedy - jak mówił - coraz mniej ludzi pisze listy, pocztowcy mają też coraz mniej przesyłek urzędowych do dostarczenia.
Poczta w dramatycznej sytuacji. Redukcja etatów nie wystarczy. 'Tylko na tym stracę'
- Nie zmieniamy struktury istniejącego biznesu, tylko musimy wymyślić się na nowo - zadeklarował prezes Poczty Polskiej. Częścią tych zmian będą także zwolnienia. - Przecież to nie jest trudne. My mamy praktycznie na jedną osobę pracującą w tak zwanych operacjach, czyli tam, gdzie jest kontakt z klientem, jedną osobę w administracji - przekonywał.
Pytany finalnie o to, jak duże będą zwolnienia, Sebastian Mikosz uchylił się od odpowiedzi. Powiedział jedynie, że . - Proces zmniejszania zatrudnienia będzie rozłożony w czasie na kilkanaście miesięcy i intensywnie pracujemy, żeby były to odejścia z formami wsparcia - poinformował rozmówca Macieja Głogowskiego.