Złe wieści dla miłośników czekolady. Największy kryzys od półwiecza
- Czekoladowy świat zmaga się z największym od półwiecza kryzysem, którego końca nie widać.
- Nadzieje na to, że na kakaowych plantacjach po czterech latach chudych nastaną w końcu lata tłuste, okazały się złudne.
- Nie dość, że na kakaowym rynku jest astronomicznie drogo, to brakuje towaru.
- Jeden z producentów szacuje, że podwyżki w tym roku sięgną 50 procent. Bomboniera na prezent staje się więc poważnym finansowym zobowiązaniem.
Zaczniemy od tragicznego stwierdzenia: było źle, a jest dramatycznie. Czekolada może stać się towarem luksusowym, jak np. kawior. Powód? Po pierwsze - ceny, po drugie - poważny kakaowy dołek. Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się już w trakcie pandemii. Wtedy zaczęły się problemy z regularnymi dostawami chemii ochronnej i nawozów. Ich brak to katastrofa dla plantatorów, bo krzewy kakaowe są wyjątkowo podatne na choroby i szkodniki. Mimo to w pandemicznym 2020 roku świat wyprodukował rekordową ilość kakao.
Niedługo potem przyszła wojna, a europejscy producenci słodyczy ograniczyli zamówienia kakao. Przewidywali, że z powodu braku gazu do produkcji prądu nie będą w stanie utrzymać fabryk czekolady na chodzie. Obcięli więc przyszłe zamówienia surowca.
Gdy okazało się, że zima jest lekka, gaz jest, prądu dla przemysłu nie brakuje, a Europejczycy nie tracą apetytu na słodycze, produkcja czekoladek ruszyła z kopyta. Tyle że zaczęło brakować składników. Właśnie wtedy cena kakao na międzynarodowych rynkach towarowych wzrosła rocznie o blisko połowę. I rosła dalej. Aż do grudniowych rekordów wszech czasów.
Czekoladową drożyznę napędzała pogoda, a konkretnie - El Nino. To cykliczne zjawisko pogodowe odpowiadające za okresy nawalnych deszczy lub katastrofalnej suszy na wybrzeżach Pacyfiku, ale także na atlantyckim wybrzeżu Zachodniej Afryki.
To właśnie tam znajduje się światowe zagłębie kakaowe. I czterech z dziesięciu największych na świecie producentów kakao: Wybrzeże Kości Słoniowej, które produkuje połowę surowca na świecie, Ghana, Kamerun i Nigeria.
Przez trzy lata z rzędu pogoda dziesiątkowała plantacje, bo nadmierna wilgoć sprzyjała rozwojowi chorób roślin. Choć pandemiczne problemy z dostawami chemii szybko się skończyły, to środki ochrony roślin z powodu galopującej inflacji podrożały astronomicznie. Uprawy przestały się więc opłacać. Zwłaszcza gdy były niewielkie. W ten sposób spadły nie tylko zbiory, lecz także powierzchnia upraw. By sytuacja wróciła do przedkryzysowej normy, potrzeba co najmniej kilku lat.
A co z cenami? Na początek dwie liczby. Cena surowych ziaren z lata 2022 roku - dwa tysiące dolarów za tonę. I cena z grudnia ubiegłego roku - 12 tysięcy. Sześć razy więcej! Dzisiaj jest nieco mniej, ale perspektywy są złe.
Pomimo wcześniejszego optymizmu analitycy wycofują się z prognoz o dobrych zbiorach. Pogoda w rejonie największych upraw nadal nie sprzyja plonom, a farmerzy, którzy porzucili zajęcie z powodu niskich cen, teraz dopiero wracają do upraw.
Wyroby czekoladowe już podrożały w sklepach co najmniej o 20 procent. Kolejne podwyżki są w drodze. Dochodzi też do "odchudzania" tabliczek. Dzisiaj klasyczna tabliczka to już nie 100 gramów, ale 80, a czasami nawet mniej.
I na koniec prognoza dla miłośników belgijskich pralinek, ale też mniej wyszukanych czekoladowych wyrobów. Jej autorem jest jedna z największych na świecie firm produkujących słodycze. I brzmi ona tak: szanowni miłośnicy, będziecie musieli pogodzić się z podwyżkami rzędu 50 procent, i to już w ciągu roku. To znaczy, że słodko-gorzka przyjemność wielkości standardowej tabliczki porządnej jakości czekolady odchudzi portfel o 10 i więcej złotych. Chyba że za czekoladowy biznes na serio wezmą się ci, którzy z powodu pogody tracą na uprawach kawy, czyli Ameryka Południowa: Brazylia, Kolumbia i Ekwador. Wtedy kakao będzie w nadmiarze, ale… zabraknie kawy.