Z kosmosu w morskie głębiny. Tak Trump chce ratować amerykańską gospodarkę
- Bez minerałów ziem rzadkich nowoczesna amerykańska gospodarka stanie;
- I to dosłownie, bo wszystko co można włączyć i wyłączyć - nie będzie działać. Od telefonu komórkowego, przez komputer i samochód, po wojskowy myśliwiec;
- Amerykańscy urzędnicy powtarzają ostatnio tajemnicze słowo: konkrecje. Mają leżeć na dnie oceanów i być rezerwuarem rzadkich surowców.
A zaczniemy od pierwiastków, bez których nie byłoby dzisiaj nowoczesnych technologii. To o nie w tej historii chodzi. Dlaczego? Bo wszystko, co można włączyć i wyłączyć, bez nich nie będzie działać. Chodzi m.in. o silniki aut elektrycznych, silniki samolotów odrzutowych, twarde dyski komputerowe, telefony komórkowe czy w końcu klasyczne głośniki. Do wszystkich potrzebne są niezwykle silne magnesy, a do ich produkcji - neodym. Dzięki jego zastosowaniu napędy są bardziej wydajne, co znaczy, że można je zmniejszyć i zmieścić tam, gdzie nie mieszczą się silniki poprzedniej generacji.
Ale są też inne: itr i europ służą do wytwarzania ekranów telewizyjnych i komputerowych, lantanu używa się w produkcji baterii wielokrotnego ładowania. Bez pierwiastków ziem rzadkich nie ma zaawansowanej technologii medycznej, w tym rezonansu magnetycznego czy chirurgii laserowej. Ani nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego. Nie powstałyby też pociski Tomahawk, drony Predator ani myśliwce F-35. Wniosek jest prosty - pierwiastki ziem rzadkich oraz surowce krytyczne są na wagę złota. Problem polega na tym, że choć z nazwy są rzadkie, to w przyrodzie są powszechne. Tyle, że w niewielkich ilościach, więc zrobić z nich użytek - niełatwo.
Pierwiastki te występują w skałach w tak niewielkich ilościach, że sens tradycyjnego kopania jest mocno wątpliwy. By uzyskać ich sensowną masę trzeba przerobić wielką górę kamieni. Pół biedy, gdy odbywa się to w tym samym miejscu, w którym minerały wydobywa się z ziemi. Gorzej, gdy trzeba je przewieźć.
Dlatego - by produkcja była opłacalna - złoża muszą być "gęste" a przetwórnia blisko. I dlatego lista państw producentów jest krótka. Monopolistą na rynku są Chiny, które przejęły technologię opracowaną przez Stany Zjednoczone. Bo Amerykanie uznali branżę za nieopłacalną. Woleli sprowadzać gotowy produkt. W ten sposób asystowały narodzinom światowego monopolisty. Dzisiaj chińska produkcja to ponad 90 procent produkcji światowej. Wystarczy, by trzymać w szachu cały nowoczesny świat. W tym Amerykę, którą nowy prezydent chce znów uczynić wielką. Na drodze stoją mu - Chiny.
System naczyń połączonych
I dlatego Ameryka wydała Chińczykom wielką wojnę handlową. Wprowadziła zaporowe cła na niemal wszystkie sprowadzane stamtąd towary. Oprócz smartfonów i komputerów, które wielkie amerykańskie koncerny produkują niemal wyłącznie w chińskich fabrykach. W odwecie Pekin zatrzymał eksport minerałów ziem rzadkich, w tym neodymu. Amerykanom ścierpła skóra. Bo pionowe odkurzacze pewnej znanej marki będą jedną z najmniej ważnych ofiar tej blokady. Większe straty odniosą branże: motoryzacyjna, medyczna, zbrojeniowa, elektroniczna czy komputerowa.
Na dodatek jedna produkcyjna katastrofa pociągnie za sobą kolejną. To dlatego, że wykorzystanie minerałów ziem rzadkich to technologiczne naczynia połączone. A niektóre z firm, których produkcja od nich zależy, mają zapasów na zaledwie 40 dni. Mądre amerykańskie głowy radzą więc, co tu zrobić z faktem, że w technologicznej rozgrywce Chiny trzymają wszystkie karty.
I teraz o jednej z rad, która zdumiała specjalistów, szczególnie ekspertów do spraw morskich głębin.
Ratunek pod wodą...
Amerykański prezydent wydał bowiem zarządzenie o wspieraniu wydobycia minerałów z... morskich głębin! Czyli złóż, których nikt nigdy poważnie nie brał pod uwagę w kategoriach komercyjnych. I to z wielu powodów. Najważniejszy z nich - takie podmorskie kopanie nie tylko byłoby szkodliwe przyrodniczo, ale też kompletnie nierentowne. I prawdopodobnie technologicznie niemożliwe do zorganizowania.
Eksperci zajmujący się odkrywaniem tajemnic oceanicznych głębin ostrzegają - morskie wydobycie jest niezwykle wymagające, podobnie wymagające może być tylko wydobywanie minerałów w kosmosie. Jest też inny problem: Ameryce nie brakuje skał do obróbki pod kątem minerałów ziem rzadkich. Brakuje przemysłu przetwórczego. Więc wydobywanie kamieni z morskiego dna nic w tej kwestii nie zmieni. Zbudowanie specjalistycznych zakładów zajmie mniej więcej 15 lat. Ale urzędnicy Donalda Trumpa widzą to zupełnie inaczej. I powtarzają tajemnicze słowo "konkrecje".
Konkrecje to wielometaliczne kule mineralne leżące na morskim dnie. Według anonimowych członków amerykańskiego rządu u wybrzeży USA leży ich miliard ton. A ich wydobycie będzie warte setki miliardów dolarów i da 100 tysięcy nowych miejsc pracy. Po wydaniu prezydenckiego zarządzenia po zgody na taką działalność od razu ustawiła się kolejka firm. A naukowcy podnieśli alarm. Bo morskie wydobycie oznacza złamanie międzynarodowych umów, szkody dla biologii oceanów i nieprzewidywalne skutki dla państw, które zależą od gospodarki morskiej. No i na koniec. Osławione konkrecje zawierają minerały krytyczne takie jak nikiel, kobalt czy miedź. Kluczowe dla nowoczesnych technologii minerały ziem rzadkich występują w morskich głębinach... rzadko. Nasuwa się więc pytanie - i co teraz?
...albo w kosmosie
Teraz trzeba będzie amerykańskie wstawanie z kolan przesunąć w czasie. Co najmniej do chwili znalezienia alternatywnych dostawców lub alternatywnych złóż. Na przykład w Ukrainie. Tu jednak sprawa mocno się komplikowała. Umowę w końcu udało się podpisać, ale pamiętamy że nakłanianie do tego Ukraińców skończyło się piętrową awanturą. Podobnie zresztą jak opcja grenlandzka, która jest nawet bardziej odległa. Bo Dania nie chce Grenlandii sprzedać, tym bardziej nie chce oddać swojego terytorium zamorskiego - za darmo. Pozostaje jeszcze wydobycie w kosmosie. Kto uważa, że Codzienny Podcast Gospodarczy zwariował - niech posłucha.
Zarządzenie o wsparciu wydobycia w kosmosie, w tym na Księżycu oraz na asteroidach, prezydent Trump wydał... 5 lat temu! Wydobycie księżycowego lodu i innych minerałów miałoby służyć księżycowej bazie. Działającej jako stacja przesiadkowa dla dalszych podróży w kosmos. Ale też przysłużyć się amerykańskiej gospodarce, która przegrywała wtedy - za czasów pierwszej prezydentury Donalda Trumpa - i przegrywa też dzisiaj - wyścig o technologiczną niezależność.