Giełdowy rollercoaster. Teraz jest górka, ale Donald Trump nie śpi
- Amerykańskie giełdy właśnie wyszły na zero po trzęsieniu ziemi związanym z polityką celną Donalda Trumpa;
- Ostatnie porozumienie z Chinami dało rynkom wytchnienie i optymizm dotyczący zakończenia ostrej fazy wojny celnej;
- Niestety jest to optymizm oparty o kruche podstawy, co pokazują ostatnie tygodnie, kiedy sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Widmo wojny handlowej ciągle wisi nad światem.
Początek tej historii to euforia - bo tak rynki przyjęły wybór Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych - największej gospodarki świata. W górę pięły się giełdy, kryptowaluty, dolar - wszystko na fali obietnic uczynienia Ameryki znów wielką. Ale nie trwało to długo, bo jak na kolejce górskiej - po wjeździe w górę rynki zaliczyły jeszcze gwałtowniejszy zjazd.
Zaczęło się w lutym od pierwszych zapowiedzi wprowadzenia ceł, później przyszła wielka epicka awantura w Białym Domu, która przyniosła niepewność co do dalszych losów wojny w Ukrainie, następnie rozwijał się temat ceł, a decyzje Donalda Trumpa zmieniały się nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę. Spójnej wersji, której rynki mogłyby się złapać, brakowało. Dlatego w marcu na europejskie rynki napłynęły potężne pieniądze zza Atlantyku. Wielcy inwestorzy zarządzili ewakuację swojego kapitału z amerykańskich spółek i przenieśli te pieniądze na rynek europejski. I wtedy przyszedł cios - wydawało się - ostateczny.
Amerykańsko-chiński ping-pong
Jest początek kwietnia, Ogród Różany przy Białym Domu i słynna konferencja prasowa, na której Trump wypowiedział całemu światu wojnę handlową. To już dla rynków było za dużo. Polała się krew - tak rynkowi spece mówią o sytuacji, w której giełdy zalewa czerwień spadków. Nie tylko na giełdach - ostro traciła ropa naftowa, co akurat dla nas było dobrą informacją, bo wyraźnie staniały paliwa. Do tego swój kamyczek dołożył gwałtownie słabnący dolar, a świat zadał sobie pytanie, czy dolar amerykański może utracić swój niepodważalny do tej pory status bezpiecznej przystani. Donald Trump podtopił własną walutę, po czym zawiesił cła na trzy miesiące. Poza Chinami, z którymi wszedł w ping-ponga podwyżek taryf na towary pływające między dwiema największymi gospodarkami świata. I na końcu udało się usiąść do stołu, porozmawiać i podpisać porozumienie - gigantyczne cła na razie zostaną zawieszone, razem z nimi zawieszona została ostra faza wojny handlowej.
Nvidia znów nakręca rynek
Rynki tylko na to czekały. Co prawda już nauczyły się, że nie ma co reagować paniką na każdy internetowy wpis Trumpa, ale to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach, przebiło wszelkie oczekiwania. Amerykańska giełda właśnie wymazała wszystkie straty, jakie zafundował jej amerykański prezydent w ostatnich tygodniach. Indeks grupujący pięciuset gigantów znów wyszedł na zero, a wybitnie pomogła w tym Wspaniała Siódemka, czyli siedmiu gigantów technologicznych, którzy napędzają całą nowojorską giełdę. Na czele z Nvidią, dumą amerykańskiej gospodarki, lokomotywą hossy, na której jeszcze parę tygodni temu już stawiano krzyżyk. Bo Nvidia była jedną z najmocniej poturbowanych polityką Trumpa, z historycznych szczytów spadała w otchłań, a teraz znów z byczym nastawieniem wraca do gry. Dostarczy układy scalone do rozwijania sztucznej inteligencji do Arabii Saudyjskiej - to jeden z efektów wizyty Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie, ulgę przyniosło poluzowanie ograniczeń w dostawach czipów do Chin. Teraz pytanie tylko, czy celne zamieszanie nie odbiło się na wynikach firmy - to będzie wiadomo pod koniec maja.
Znowu rosną też akcje Microsoftu, który pokazał najlepsze wyniki od 10 lat, a firma jest jedną z głównych sił napędowych wspierających rozwój sztucznej inteligencji. Trochę gorzej wiedzie się Apple'owi, któremu ciągle w oczy zagląda strach związany z wojną celną z Chinami, a to tam wciąż produkuje większość swoich flagowych iPhone'ów. Od kwietniowego dołka odbił się też Amazon, a nawet Tesla, która przez polityczne zaangażowanie swojego właściciela Elona Muska była od grudnia w swobodnym spadku. To wszystko pozwoliło na rynkowy optymizm, który z kolei pozwolił na domknięcie koła, o którym mówiliśmy na początku.
Historia może się powtórzyć
Żeby jednak nie było zbyt optymistycznie, na koniec ostrzeżenie dla inwestorów. Ostatnie wzrosty opierają się na kruchym optymizmie związanym z zażegnaniem ostrej fazy wojny celnej. Jej widmo ciągle jednak nad światem wisi, a zacznie znikać, kiedy poszczególne państwa podpiszą ze Stanami Zjednoczonymi jasne umowy. Giełdy jednak lubią wyceniać przyszłość, więc na razie wyceniają handlowy - mniej lub bardziej trwały - ale pokój. Ale jeśli te oczekiwania nie zostaną spełnione - znów wsiądą na rollercoaster, a inwestorzy znów poczują dreszcze.