Trump pomógł frankowiczom. Dobre wieści płyną też ze strefy euro
- Szwajcaria jako jedyna europejska gospodarka w miarę suchą stopą przeszła przez ostatni kryzys inflacyjny. Teraz pokazuje deflację, czyli spadek cen;
- Frank szwajcarski przyciąga wielki światowy kapitał, odpychany od amerykańskiego dolara;
- Szwajcarski Bank Narodowy zamierza walczyć ze spadającymi cenami dalszymi obniżkami stóp procentowych, a to dobra wiadomość choćby dla Polaków spłacających kredyty frankowe;
- Dobrą wiadomością jest też zmierzająca do szczęśliwego finału długa walka z inflacją w strefie euro.
W maju w Szwajcarii ceny spadły. To właśnie nazywa się deflacją. Poszły w dół niewiele, bo o 0,1 procent w skali roku, ale zawsze to spadek. Nie oznacza to oczywiście, że jak okiem sięgnąć ceny zaczęły się obniżać i można ruszać na zakupy luksusowych zegarków i drogich serów w superpromocjach, ale wskaźnik inflacyjny pokazuje tendencje cenowe w tym kraju. Skąd ta deflacja się wzięła?
Zły Trump dobry dla franka
Pomógł w tym Donald Trump. Frank szwajcarski od zawsze jest uważany za bezpieczną inwestycję i to do niego uciekają światowi inwestorzy, kiedy na świecie dzieje się źle. A wojna celna Trumpa jest właśnie tym 'źle', bo wzmaga niepewność i obniża prognozy wzrostu gospodarczego połowy świata. W tej sytuacji kapitał odwraca się od dolara i ucieka do franka. Który do amerykańskiej waluty jest najmocniejszy od kilkunastu lat. Tylko w tym roku umocnił się do dolara o 10 procent. A na przykład do euro i złotego - co prawda - z wahnięciami, ale jest w miarę stabilny. Co oznacza silna waluta dla każdego kraju?
Mniej importowanej inflacji, bo sprowadzane z zagranicy towary są tańsze i w ten sposób konkurują z lokalnymi. To naciska pedał cenowego hamulca, czasami tak mocno, że dochodzi właśnie do deflacji. Swoje w szwajcarskim przypadku dołożyła też w miarę tania ropa naftowa.
Szwajcaria, jako jedyna europejska gospodarka, w miarę suchą stopą przeszła przez szok inflacyjny z poprzednich lat. W czasie kiedy my łapaliśmy się za głowy, obserwując inflację dochodzącą do 20 procent, w Szwajcarii sięgała ona raptem 3,5 procent, a i tak Szwajcarski Bank Narodowy rzucił do walki z nią arsenał podwyżek stóp procentowych. Teraz jest na odwrót: stopy spadają, prawdopodobnie, po deflacyjnym odczycie, w czerwcu spadną do zera, a niewykluczone są w przyszłości nawet ujemne. Co Polaków obchodzą szwajcarskie stopy procentowe? Otóż obchodzą tych, którzy spłacają kredyty we frankach. A to wciąż spora grupa. Każda obniżka stóp to niższe oprocentowanie takich pożyczek. Może to też łagodzić wpływ drożejącego franka, bo rata takiego kredytu to właśnie suma tych dwóch czynników: oprocentowania i kursu waluty.
Dla Szwajcarów deflacja, to nie pierwszyzna - mieli już takie okresy m.in. w poprzedniej dekadzie, a także w okolicach 2009 roku. Niektóre trwały nawet kilka lat.
Dlaczego spadające ceny odbijają się na gospodarce?
Bo kiedy ceny spadają, obywatele wstrzymują się z wydatkami, bo liczą, że w przyszłości będzie jeszcze taniej. W ten sposób nie dają zarobić firmom, które muszą konkurować coraz niższymi cenami, gospodarka nie ma dopływu tak potrzebnych jej wydatków obywateli, a to prowadzi do recesji. Na szczęście stabilnej gospodarce Szwajcarii taki pesymistyczny scenariusz raczej nie grozi, ale eksperci szacują, że może ona odnotować w tym roku lekki spadek swojego PKB. A to nigdy nie jest dobra wiadomość. Szwajcaria ma jednak asa w rękawie: zyskała reputację dzięki towarom i usługom tak wysokiej jakości, że reszta świata jest skłonna zapłacić więcej za etykietę "Made in Switzerland". Jak choćby za słynne szwajcarskie zegarki, choć światowy popyt na nie - słabnie. Po cichu Szwajcarzy zbudowali więc gospodarkę w miarę odporną na każdą pogodę.
Wokół Szwajcarii rozciąga się strefa euro, która właśnie - jak się wydaje - kończy długą walkę z wysoką inflacją. Bo najnowszy odczyt pokazał, że znalazła się ona już na poziomach uważanych za optymalne dla gospodarek strefy. Dla nas to też dobra wiadomość, zwłaszcza przed wakacjami, jeśli chcemy je spędzić w Hiszpanii, Grecji, Chorwacji, Portugalii czy we Włoszech. Bo ceny nie rosną już tam tak szybko, w tym - ceny usług, szczególnie istotne dla wypoczywających tam turystów, bo obejmujących choćby hotele i restauracje. W dodatku polskim turystom pomoże wciąż silny złoty.