Wielkanocny problem z jajkami. Nie tylko z tymi od kur
Jajka, których na Wielkanoc kupujemy dużo, są najszybciej drożejącym produktem w naszym świątecznym koszyku. Wszystko przez grypę ptaków i rzekomy pomór drobiu, z powodu których - tylko w Polsce - zniknęła co dziesiąta kura.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego jajka - symbol Wielkanocy stał się najszybciej drożejącym produktem w naszym świątecznym koszyku?
- Dlaczego na razie nie ma szans, żeby jajka były tańsze?
- Dlaczego problem dotyczy też wielkanocnych jajek z czekolady?
Bez dwóch zdań: jest drożej, co zauważają nawet oficjalne dane inflacyjne, według których jajka w lutym były o ponad 10 procent droższe niż rok temu. Ogółem, ale jeśli zerkniemy w poszczególne kategorie, to w przypadku jaj od kur z chowu ściółkowego, z wolnego wybiegu lub ekologicznych ceny poszły w górę nawet o kilkadziesiąt procent. W Europie jajka były w ubiegłym roku - po czekoladzie, mrożonych owocach i wołowinie - czwartym najszybciej drożejącym produktem spożywczym, a najszybciej drożały u naszych południowych sąsiadów - w Czechach i na Słowacji - o ponad jedną czwartą.
Cierpi cała Europa
Powody wzrostów cen? Mniej jajek na rynku, a tu jest jeden główny winowajca. To ptasia grypa, która dziesiątkuje stada kur niosek w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Tylko w Polsce w ostatnim półroczu stwierdzono kilkanaście ognisk grypy w fermach kur niosek, znajdowało się tam ponad 4 miliony sztuk drobiu - niestety, zlikwidowanych. Dodatkowo dochodzą straty ponad miliona sztuk w związku z rzekomym pomorem drobiu. To oznacza, że zniknęła co dziesiąta polska kura nioska. Wprawdzie te stada są odbudowywane, ale to nie wydarzy się szybko. Bo zanim z kurczaka wyrośnie dorodna kura znosząca jajka, musi minąć kilka miesięcy.
Podobnie źle było w całej Europie: w 32 krajach wykryto ponad czterysta ognisk choroby u ptaków domowych i ponad 2 tysiące ognisk u ptaków dzikich, które zarażały ptactwo domowe. W Niemczech konieczne było wybicie setek tysięcy kurcząt, niebezpieczna choroba rozprzestrzeniała się też we Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, po raz pierwszy w ubiegłym sezonie dotarła też do Belgii i Słowacji. Także Stany Zjednoczone długo walczyły z jajecznym kryzysem. Trochę lepsza wiadomość jest taka, że w Europie ognisk choroby powoli, ale systematycznie ubywa, a stada niosek też powoli, ale systematycznie są odbudowywane. To jednak potrwa.
Jajek na rynku jest mniej, a popyt na nie rośnie - to prosty przepis na wzrost cen. Ponieważ co dziesiąte jajko produkowane w Europie znosi kura w Polsce, to jesteśmy też drugim największym europejskim eksporterem jajek, bywały okresy, w których 40 procent naszej produkcji szło na eksport. A skoro tak, to podwyższa też to ceny na rynku krajowym. Natomiast nie musimy obawiać się tego, że jajek na sklepowych półkach zabraknie - będą, choć droższe.
Na tańsze jajka raczej nie ma co liczyć. Bo nawet w naszej jajecznicy może namieszać wojna na Bliskim Wschodzie. Dlaczego? Bo przez blokadę Cieśniny Ormuz nie wypływają w świat nawozy sztuczne. Państwa tamtego regionu produkują jedną trzecią nawozów sztucznych jakie wykorzystują rolnicy na świecie. Chodzi o nawozy azotowe, w których produkcji używa się gigantycznych ilości gazu. Bliski Wschód gaz ma, nie ma natomiast czego na pustyni nawozić, więc ten produkt wysyła w świat. A w zasadzie wysyłał, do momentu blokady cieśniny. To przepis na droższe nawozy. I tu wchodzi proste równanie: droższe nawozy równa się droższa produkcja rolna, to równa się droższe zboża i na końcu - pasza dla kur. To raz, a dwa - jeśli kryzys energetyczny rozleje się na Europę, a przecież kurniki trzeba ogrzać, to też nie wygląda dobrze dla cenowych perspektyw dla jajek. Ale jest też kolejny powód.
Bo ceny jajek w sklepach podbijają też decyzje sieci handlowych, które wycofują ze sprzedaży jaja z chowu klatkowego i decyzje konsumentów, żeby kupować ich mniej. Dlatego jajka z chowu klatkowego drożeją najwolniej - w tempie około 10 procent, znacznie szybciej - te z wolnego wybiegu, chowu ściółkowego, a najszybciej, bo nawet o kilkadziesiąt procent - ekologiczne.
Teraz ciekawostka: jak podaje branża drobiarska, na Wielkanoc, kojarzoną przecież z jajkami, konsumujemy ich mniej niż na inne święta, czyli na Boże Narodzenie. Może trudno w to uwierzyć, ale rzeczywiście - zapotrzebowanie branży przetwórstwa jest przed Wielkanocą mniejsze.
Jajka z czekolady też mają problem
I na koniec jeszcze jeden rodzaj jajek, w który uderzyła drożyzna i który też jest symbolem świąt wielkanocnych. To popularne na Zachodzie jajka czekoladowe. Tu powodem jest oczywiście bardzo droga - jak świat długi i szeroki - czekolada, jej ceny to wciąż efekt ostatniego kryzysu na rynku kakao. I choć kakao gwałtownie tanieje, to w cenach czekolady będzie to widać dopiero za kilka miesięcy.
Dlatego producenci słodyczy sięgnęli po rozwiązanie znane z czasów galopującej inflacji: otóż w czekoladowe jajka wielkanocne uderzyła... shrinkflacja. Czyli coś, co znamy z czasów kryzysu kosztów życia, kiedy producenci zmniejszali paczki czipsów, liczbę ciastek w opakowaniu, kostki masła, grubość papieru toaletowego, a my za mniej płaciliśmy więcej. Teraz to samo dotyka czekoladowych jajek wielkanocnych: prasa w Wielkiej Brytanii i Irlandii pisze, że w tym roku ważą mniej - te większe, zamiast 250 gramów, jak jeszcze rok temu - 200, te mniejsze - zamiast 200 gramów rok temu - 150 teraz. A ceny poszły w górę przeciętnie o 30-40 procent za każde 100 gramów czekoladowego jajka. Z tych samych powodów droższe są też czekoladowe zajączki wielkanocne.
źródło: TOK FM