advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Wojna w Zatoce rynkom już niestraszna. W Warszawie rekord wszech czasów

Wojciech Kowalik
3 min. czytania
17.04.2026 15:11

Rynki z boku zostawiają obawy o kryzys bliskowschodni. Po początkowym strachu nie ma śladu, giełdy idą dalej w górę i biją kolejne rekordy.

WIG przekroczył rekordowe 130 tysięcy punktów
WIG przekroczył rekordowe 130 tysięcy punktów
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego tak się stało, że wojna na Bliskim Wschodzie - mimo że jej efekty zachwieją globalną gospodarką - to dla rynków strach z wielkimi oczami?
  • Jak na tym zyskujemy w naszej części Europy?
  • I jaki prezent zafundowała sobie warszawska giełda na swoje 35 urodziny?

W pierwszej chwili po amerykańskim ataku na Iran rynki zareagowały prawie wzorcowo. Dlaczego prawie - o tym za moment, a na razie o tym, co było do przewidzenia: umocnił się amerykański dolar, mocno wzrosły ceny ropy naftowej, a przez giełdy przetoczyły się wstrząsy spadków. Nietypowe było zachowanie złota, które powinno rosnąć na fali niepokojów, a nie tylko nie rosło, ale wręcz poszło w odwrotnym kierunku. A to dlatego, że złoto - po wzrostowej fali z ubiegłego roku - przestało być postrzegane jako bezpieczna przystań w niespokojnych czasach, a zaczęło - jako aktywo spekulacyjne, które kupuje się i sprzedaje, żeby zarobić. Bezpieczną przystanią stał się więc dolar, po którego rzucił się światowy kapitał.

Minęło kilka tygodni i na rynkach - choć oczywiście każda wiadomość z Bliskiego Wschodu jest na nich pilnie śledzona - po wojennych strachach niemal nie ma śladu. Giełdy pędzą w górę w swojej hossie, złoto stanęło w miejscu, dolar przestał się umacniać, choć - tu ważna uwaga - część tej umacniającej dolara zmiany na razie zostanie. Bo Europa i Azja, importując energię będą za nią więcej płacić, a przez to będą mniej konkurencyjne dla Stanów Zjednoczonych. Ale wracając - skąd ten rynkowy optymizm, skoro ekonomiści ostrzegają: efekty wojny dopiero w kolejnych miesiącach odbiją się na globalnej gospodarce? A inflacja już rośnie?

Dlaczego jest dobrze, skoro jest źle?

Rynki uznały, że najpoważniejsze geopolityczne ryzyka minęły: kryzys paliwowo-energetyczny nie powinien się pogłębiać, światowa gospodarka da sobie radę nawet z tak drogą jak teraz ropą naftową, szok inflacyjny nam w związku z tym nie grozi, więc oddala się niebezpieczeństwo fali podwyżek stóp procentowych, co przestało umacniać dolara. Teraz inwestorzy będą patrzyli w cyferki wyników kwartalnych spółek, bo rusza ich sezon i na podstawie tych liczb będą oceniać jak mocno uderza w nie światowy kryzys. A poza tym rynki przyznają, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie są negatywne, mogą mieć faktycznie duży negatywny wpływ dla gospodarki światowej, ale zakładają, że on się nie wydarzy i że ten temat potencjalnie wkrótce się rozwiąże. A Trump jak zwykle "chickens out", czyli tchórzy - tak zwany efekt TACO to już na rynkach prawidłowość, tak samo było choćby z wojną celną: najpierw buńczuczne zapowiedzi amerykańskiego prezydenta, po czym w tył zwrot.

Poza tym rynkowi spece mówią, że inwestorzy są optymistami, bo optymizm na rynkach się opłaca. A są optymistami, tym bardziej że tak naprawdę od lat na rynkach nie było żadnej poważnej i bolesnej bessy. Bo czy kryzys finansowy z 2008 roku, czy pandemia, czy wojna w Ukrainie, to były faktycznie krachy, dynamiczne, ale krótkie. Za to wzrosty w trwającej kolejny rok hossie wydają się długoterminowe. I dlatego na giełdach, mimo globalnych niepokojów, pada rekord za rekordem. Jak na Wall Street w Nowym Jorku, giełdzie, która swoimi nastrojami zaraża całą resztę świata. Najpierw - faktycznie - rynek cofnął się o jakieś 10 procent, ale to tylko mały kroczek w tył. Teraz indeksy pięciuset największych spółek czy firm technologicznych tak wysoko nie były jeszcze nigdy!

Rekordowa Warszawa

I te nastroje przenoszą się do nas. Warszawska giełda, właśnie obchodząca swoje 35-lecie, na urodziny zafundowała sobie prezent, czyli historyczny rekord szerokiego indeksu WIG, który przekroczył 130 tysięcy punktów. I, co ciekawsze, do rekordów rynek się już przyzwyczaił, bo WIG od początku tego roku już 15 razy bił swój rekord wszechczasów w tym roku. Napływ kapitału do naszej części Europy ma jeszcze podtekst polityczny, bo wyniki wyborów na Węgrzech, gdzie wygrała opozycja, rynki odbierają pozytywnie jako wzmocnienie projektu europejskiego i sygnał do napływu kapitału do naszego regionu. Z tego powodu zyskują też waluty, bo kapitał nie rozróżnia czy to forint, czy złoty, czy czeska korona: wszystkie wkłada do jednego koszyka. A skoro forint umacnia się w nadziei na napływ unijnych pieniędzy na Węgry, to przy okazji zyskuje też złoty.

Ale wystarczą kolejne wstrząsy w Zatoce Perskiej, żeby rynki znów zareagowały i skakały w górę i w dół. Choć w tej chwili bardziej wyceniają trwałe porozumienie i oddalenie wojennego widma. Widać, że rynki zdjęły duszę z ramienia, za to na oczy założyły różowe okulary.

źródło: TOK FM