Na TikToku wszyscy jesteśmy… Chińczykami. Skąd się wziął trend chinamaxxing?
Ledwo minęła moda na Labubu, a chińskie wpływy jeszcze mocniej zalały amerykańskie konta na TikToku. Na platformach funkcjonują takie powiedzonka jak "spotykasz mnie w bardzo chińskim momencie mojego życia", niektórzy wręcz - niezależnie od tego, skąd pochodzą - twierdzą, że "stają się Chińczykami".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym jest "chinamaxxing"?
- Skąd w amerykańskim społeczeństwie wzięła się fascynacja Chinami?
- Czy może mieć to związek z brakiem powszechnej opieki medycznej w USA?
W amerykańskich social mediach użytkownicy z pokolenia Gen Z pokazują swoje fascynacje, które mają korzenie w Chinach. Od takich praktyk jak picie gorącej wody i masaże z pomocą gua sha, przez zainteresowanie qi gongiem czy akupunkturą, po przygotowywanie pierożków na parze albo stosowanie ziołowych medykamentów - wszystko to wpisuje się w "chinamaxxing", czyli maksymalizowanie chińskich elementów w codziennym życiu.
Modne stały się np. chińskie praktyki prozdrowotne. Na TikToku i Instagramie roi się od rad, jak zadbać o swoje qi, czyli energię życiową. Chińskie wpływy widać też w modzie. Na wieszakach w sieciówkach wiszą charakterystyczne sukienki qipao, a Adidas - z okazji roku Ognistego Konia, który rozpoczął się w lutym - wypuścił kolekcję inspirowaną chińskimi krojami. Kurtka tang stała się hitem - również na ulicach Nowego Jorku i Los Angeles. Amerykanie zamawiają chinamaxxingowe ubrania i dodatki z Temu, Shein czy AliExpress - chińskich gigantów e-commerce.
To nie nowa fascynacja. Historia się powtarza: chociażby w XVIII wieku chińska estetyka była modna, a europejskie klasy wyższe chlubiły się swoimi udekorowanymi w stylu chinoiserie salonami. A chociaż "Made in China" już dawno przestało być kojarzone z tandetą, to wielki powrót chińskich trendów nastąpił w czasie ostatniego roku. Choć wraz z wybuchem pandemii COVID miała miejsce kolejna fala sinofobii, to postęp Chin był wyraźnie widoczny po tym, jak kraj otworzył swoją gospodarkę i złagodził przepisy wizowe, by przyciągnąć turystów. A młodzi Amerykanie zachwycili się Państwem Środka.
- To przedłużenie fali fascynacji Japonią i Koreą Południową - stwierdziła Martyna F. Zachorska, tłumaczka, autorka m.in. książki "Dziwne Stany Ameryki", na Instagramie znana jako Pani od Feminatywów. Według ekspertki z Wydziału Anglistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ten trend będzie trwał jeszcze długo. Tak jak od lat towarzyszy nam moda na k-pop i koreańskie kiszonki, tak czeka nas era "chińskich baddie" - czyli estetyki chińskich influencerek.
Czas na chińskie soft power
Chiński soft-power w postaci promowania praktyk prozdrowotnych, ćwiczeń qi gong czy też mody na kurtki tang są wręcz wypychane przez algorytmy social mediów. Martyna F. Zachorska wskazała, że algorytm TikToka, choć owiany tajemnicą, pochodził z Chin. - Pekin z pewnością miał na to wpływ - oceniła tłumaczka.
Od początku 2026 roku TikTok w Stanach Zjednoczonych nie jest już kontrolowany przez chińską firmę: ByteDance sprzedał większość udziałów amerykańskim inwestorom. Jednocześnie algorytm TikToka od zawsze znacząco różnił się od tego, który działał w bliźniaczej platformie w Chinach - Douyin. Chińska wersja jest skupiona na bardziej edukacyjnych, a mniej rozrywkowych aspektach. Z kolei Chińczycy nie mają swobodnego dostępu do TikToka.
Komentatorzy wskazują, że to właśnie moment tuż przed sprzedażą TikToka, kiedy to nastąpiła krótkotrwała blokada platformy w USA, mógł rozpocząć chinamaxxing. Wówczas Amerykanie przenieśli się na RedNote, popularną chińską aplikację społecznościową. Nastąpiła wtedy zmiana w nastawieniu użytkowników z USA do Chin. Amerykanie - z zaskoczeniem - zobaczyli, jak nowoczesna potrafi być Chińska Republika Ludowa.
Streamerzy ku chwale Chin
Podczas gdy Donald Trump wywraca światowy porządek do góry nogami, Komunistyczna Partia Chin z zadowoleniem mogła obserwować poprawę wizerunku swojego kraju.
- Chinamaxxing ma również wymiar polityczny - wyjaśniła Martyna F. Zachorska. I wymieniła przykłady amerykańskich influencerów, którzy pojechali na kosztowne wycieczki do Chin. Byli to m.in. Hasan Piker (lewicujący komentator i streamer z ponad 3 mln obserwujących na Twitchu) oraz IShowSpeed - 21-latek, który zgromadził już oszałamiającą publiczność: jego kanał na YouTubie ogląda 52 mln osób.
- Myślę, że są tam wykładane niemałe pieniądze - skomentowała autorka "Dziwnych Stanów Ameryki", porównując tę sytuację do Dubaju, który tworzy swój pozytywny wizerunek właśnie za pomocą opłaconych influencerów. - IShowSpeed był w np. w Szanghaju, pokazywał go jak miasto przyszłości, a same Chiny - jak kraj z XXII wieku. Coś zdecydowanie lepszego niż amerykańskie realia - mówiła Martyna Zachorska. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest chińska ultra-szybka kolej, o której Amerykanie mogą tylko pomarzyć.
W opinii ekspertki młodzi Amerykanie mogą być rozczarowani sytuacją w kraju, zwłaszcza panującą drożyzną, niskim poziomem edukacji powszechnej (Donald Trump w 2025 roku zlikwidował Departament Edukacji) oraz kulejącą opieką zdrowotną.
Akupunktura zamiast powszechnej opieki zdrowotnej
Ponad 70 proc. Amerykanów czuje się zawiedzionych przez system opieki zdrowotnej - wskazuje przeprowadzone w 2023 roku badanie Harris Poll na zlecenie American Academy of Physician Associates. Według tego opracowania poziom zadowolenia pacjentów spada z powodu wysokich kosztów, niedostępności i skomplikowanej logistyki opieki medycznej w USA.
- Moda na medycynę chińską - i w ogóle boom tzw. przemysłu wellness - to m.in. efekt braku powszechnej opieki zdrowotnej w USA. To właśnie dzięki temu, że wielu Amerykanów, zamiast korzystać z instytucjonalnej opieki zdrowotnej, zwróciło się ku alternatywnej medycynie, popularność zyskał Robert F. Kennedy. W administracji Donalda Trumpa ten altmedowy guru został sekretarzem zdrowia - przypomniała ekspertka. - A Amerykanie, zamiast czekać w kolejce do lekarza, sięgają po prastare chińskie metody - dodała.
Rozczarowanie imperium, czy moda na Innego?
To rozczarowanie rzeczywistością - według Martyny Zachorskiej - w trendzie chinamaxxing spotkało się z fascynacją nowością. - Wszystko się zazębia. A to, co inne, jest zawsze bardziej pociągające - stwierdziła tłumaczka, zaznaczając, że działa to symultanicznie z politycznymi rozgrywkami na scenie międzynarodowej.
Jednak Stany Zjednoczone nie oddają pola w popkulturze. Autorka "Dziwnych Stanów Ameryki" zwróciła uwagę na sam termin "chinamaxxing". - Suffix "maxxing" - tak jak "looksmaxxing" - wziął się z amerykańskiego zjawiska internetowego, czyli z manosfery - wytłumaczyła Zachorska. I wskazała, że to - na dobre i na złe - również jest jakiś amerykański wpływ na świat. A niezależnie od tego, co dzieje się online, Stany Zjednoczone i Chiny wciąż pozostają ekonomicznymi i strategicznymi przeciwnikami.
Źródło: tokfm.pl