,
Obserwuj
Gospodarka

To kolejna ofiara wojny na Bliskim Wschodzie. Ucierpią w zasadzie wszyscy

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
5 min. czytania
14.04.2026 16:14

Nie tylko ropa i gaz: wojna w Zatoce Perskiej każdego dnia odkrywa kolejną branżę światowej gospodarki, w którą uderza wywołany konfliktem kryzys paliwowy. Blokada Cieśniny Ormuz wstrzymała cały globalny przemysł plastikowy.

Jedną z ofiar blokady cieśniny Ormuz stały się worki na śmieci
Jedną z ofiar blokady cieśniny Ormuz stały się worki na śmieci
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co ma wspólnego wojna w Zatoce Perskiej z plastikiem, który otacza nas wszędzie?
  • Dlaczego reglamentowanie worków na śmieci i ograniczenia w produkcji zupek chińskich to dopiero zły jeszcze gorszego początek?
  • Czy jest szansa na wyjście z plastikowej matni?

Nieważne czym się w tej chwili zajmujesz i nieważne, gdzie akurat jesteś. Jesteś otoczony sprzętami, które w mniejszej lub większej części w postaci płynnej najpierw wydobyto spod ziemi, potem umieszczono w wielkiej przemysłowej probówce, by płyn podzielić na frakcje, a potem jedną z nich przerobiono na granulki.

Tajwan idzie na pierwszy ogień

Na Tajwanie jedna z sieci supermarketów wprowadziła reglamentację worków na śmieci. Cóż takiego się stało, że aż trzeba było zarządzić limity w zakupach? Worki spotkała nagła popularność, za którą stały dwa strachy. Jeden o to, że worków zabraknie. I drugi, że staną się astronomicznie drogie. Oba pognały konsumentów do sklepów. A było ich tak wielu (konsumentów, nie sklepów), że handel nie nadążał z uzupełnianiem braków. Bo choć worki w tajwańskim hurcie na razie są, to faktycznie ich przyszłość w Azji nie jest różowa. Tylko na samym Tajwanie force majeure czyli siłę wyższą ogłosiły dwie wielkie firmy produkujące opakowania. A siła wyższa to w biznesie bomba atomowa i magiczne zaklęcie, które pozwala bezkarnie nie wywiązywać się z umów. Skąd taka uniwersalna dyspensa? Bo za złamaniem kontraktu stoi siła od nikogo niezależna, tak jak teraz. Ta siła to wojna w Zatoce Perskiej - to od jej dalszego przebiegu zależy, czy Tajwańczycy będą mieli do czego wyrzucać śmieci. Ale nie o śmieci głównie tu chodzi. Stawka jest znacznie większa.

By dojść do pointy tej opowieści, do reglamentacji nylonowych rajstop, braku mrożonych frytek i oleju roślinnego i paraliżu w cateringu, zaczniemy od Zatoki Perskiej (wszystko się dzisiaj od niej zaczyna, a kończy na wpisach Donalda Trumpa na jego koncie w Truth Social). I od krakingu. Ale po kolei.

Przemysł plastikowy zamarł

Zatoka Perska to dla świata źródło zaopatrzenia w ropę naftową i gaz. Stamtąd płynie - dosłownie, bo tankowcami - jedna piąta tych surowców. I to one są od chwili ataku USA na Iran - głównymi bohaterami doniesień światowych mediów. Ale są też inni bohaterowie nie mniej ważni, ale mniej głośni. To na przykład niezbędne dla wydajnego rolnictwa nawozy sztuczne, mocznik i amoniak. Siarka, bez której nie ma nowoczesnej metalurgii. Hel, niezbędny do produkcji mikroprocesorów. Czy w końcu nafta, czyli półprodukt, z którego otrzymuje się między innymi etylen i propylen. Ten pierwszy służy do wytwarzania polietylenu - najpopularniejszego plastiku na świecie do produkcji folii czy butelek. Ten drugi przerabia się na polipropylen dla przemysłu opakowaniowego czy motoryzacji. Jest jeszcze glikol etylowy do produkcji butelek PET czy odzieżowego poliestru. Wszystko to produkuje się na Bliskim Wschodzie. I tu właśnie plastik jest pogrzebany.

Kraje Bliskiego Wschodu odpowiadają za mniej więcej jedną trzecią światowego eksportu polimerów. W kategorii całej petrochemii kraje arabskie odpowiadają za 12 procent globalnej produkcji. Bo ropę naftową w procesie krakingu przerabiają na miejscu i sprzedają półprodukty, jak niezbędna w przemyśle tworzyw sztucznych nafta czy polimery, o których już wiecie. Wszystko to jeszcze niedawno wyruszało do odbiorców statkami przez Cieśninę Ormuz. Gdy USA zaatakowały Iran, a Iran zablokował przesmyk, transport zamarł. Wraz z nim przemysł plastikowy.

Problem bowiem w tym, że ropy naftowej i nafty używanej do produkcji plastiku nie sposób sensownie zastąpić. Nieliczni producenci używają w jej miejsce węgla kamiennego lub gazu ziemnego. Ale instalacje węglowe są niezwykle kosztowne i zużywają gigantyczne ilości wody. Na ten model postawiły niemal wyłącznie Chiny, które mają własny węgiel, a nie mają ropy. Świat jest więc skazany na produkcję plastiku z ropy jako najprostszą i najtańszą. Brak półproduktów z Zatoki Perskiej oznacza gwałtowny wzrost cen i braki na rynku. Od samochodów i pralek, przez rękawiczki chirurgiczne i opakowania makaronu, po trytytki. I teraz o folii spożywczej, dyskusji w co pakować warzywa oraz - co gorsza - o potencjalnym globalnym niedoborze Buldaków.

Ramen, woda mineralna i detergenty

Plastik jest materiałem globalnie kluczowym. Od najbardziej zaawansowanych technologii po siermiężne worki na śmieci. Dlatego brak półproduktów do jego wytwarzania postawił na nogi nie tylko przemysł, ale całe rządy. Najszybciej w Azji, która w zasadzie nie wydobywa własnej ropy i niemal w całości polega na dostawach z Bliskiego Wschodu, ropy surowej i produktów naftowych. Brak dostaw to ograniczenie produkcji. W tym worków na śmieci. I masowe zakupy, bo życie bez worków może być uciążliwe. Ale nie o worki tu przede wszystkim chodzi. Plastikowymi opakowaniami stoi cały przemysł spożywczy. Od mleka i przetworów mlecznych, przez warzywa i owoce oraz pakowane wędliny po ciastka i inne słodycze, przekąski, produkty mrożone i gotowe dania. Przetwórcy spożywczy rzucili się więc gromadzić strategiczne zapasy. Płacą już więcej, za chińskie plastiki nawet o 15 procent. I myślą o oszczędzaniu na opakowaniach. Na przykład zamianie na tekturowe. Ale to proces długotrwały i nieprosty. No i drzew na świecie jest coraz mniej.

I jeszcze złe wiadomości dla fandomu marki Buldak. Kto nie wie - to światowej sławy producent ramenu instant, który swoją popularność zawdzięcza miłości do koreańskiej kultury, którą nastolatkowie zarażają się na TikToku i YouTubie. Wiralowe ekstra ostre zupki stały się hitem eksportowym Korei Południowej i przedmiotem publicznej dyskusji. Jako zbyt ostre i zbyt syntetyczne zostały nawet zakazane w Danii. W Korei Południowej, ojczyźnie Buldaka, cena etylenu do wytwarzania opakowań w porównaniu ze styczniem wzrosła niemal dwukrotnie. Przemysł ograniczył więc produkcję, a fabryki ramenu zostawił z zapasem folii na zaledwie dwa miesiące.

W podobnej sytuacji znajdują się producenci wody mineralnej, zabawek, mebli, kosmetyków czy detergentów. A także materiałów budowlanych, choć nie o opakowania tu chodzi, ale o same rury czy styropian, który w ostatnim czasie w polskich składach budowlanych podrożał o 100 procent, a potem miejscami zniknął. U zachodnich sąsiadów największy koncern chemiczny BASF ogłosił podwyżki na dostawy dla Henkela czy Unilevera, producentów Domestosa czy Persilu. Podniesie też ceny dla rolnictwa, w tym chemii utrzymującej świeżość karmy dla zwierząt. Oraz surowca do produkcji opon.

I na koniec o tym, czy możliwe jest wyjście z plastikowej matni. Doraźnego - nie ma. Długoterminowe - będzie kosztować, a dojście do niego potrwa. Jak na przykład większe przetwarzanie zużytego plastiku, lub produkcja z surowców alternatywnych, we Francji wprowadzona na mikro skalę. Francuski rząd postanowił zapłacić rolnikom za niesprzedane czerwone i różowe wino, którego mają w nadmiarze. Skupi je za publiczne pieniądze, żeby przetworzyć na etanol do biopaliw czy bio-etylen, z którego można wyprodukować bio-polimery. Czyli naturalny plastik o właściwościach identycznych jak ten produkowany z ropy naftowej.

źródło: TOK FM