,
Obserwuj
Kultura

"Ponad 1,5 kilometra czystego ognia" nad Waszyngtonem. Tak może wyglądać wojna atomowa

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
8 min. czytania
15.03.2026 19:23

"W pierwszym ułamku milisekundy wybuch jądrowy rozgrzewa powietrze do temperatury 100 milionów stopni Celsjusza. Fala promieniowania cieplnego pali ludzi, przedmioty i budynki , zamieniając pogodne, dynamiczne, tętniące życiem centrum miasta w miejsce zagłady, domenę śmierci i ognia. Kula ognista powstająca w wyniku wybuchu ładunku jądrowego o mocy 1 megatony, takiego jak ten, który przed chwilą zdetonowano nad Pentagonem, jest tysiące razy jaśniejsza od światła słonecznego w południe". Prezentujemy fragment książki Annie Jacobsen pt. "Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz".

4 czerwca 1953 r. Operacja Upshot Knothole, ładunek o mocy 61 kiloton zdetonowany na poligonie Nevada Proving Ground (zdjęcie ilustracyjne)
4 czerwca 1953 r. Operacja Upshot Knothole, ładunek o mocy 61 kiloton zdetonowany na poligonie Nevada Proving Ground (zdjęcie ilustracyjne)
fot. StockTrek Images via AFP

Poniższy fragment pochodzi z książki autorstwa Annie Jacobsen pt. "Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz", która ukazała się 25 września 2024 roku nakładem wydawnictwa Insignis.

32 MINUTY 30 SEKUND

Marine One, w powietrzu

Na pokładzie Marine One zapanował chaos. Część pasażerów krzyczy, inni głośno się modlą, jeszcze inni wysyłają wiadomości tekstowe, w których żegnają się ze swoimi bliskimi. Uwaga wojskowego adiutanta prezydenta skupia się na futbolówce. Agent głównodowodzący prezydencką ochroną i trzej członkowie zespołu interwencyjnego CAT Element skoncentrowani są na najważniejszym zadaniu: ratowaniu życia prezydenta. W kokpicie pilot przyciąga do siebie drążek sterowniczy, wprowadzając śmigłowiec w ostre wznoszenie; po chwili informuje agenta głównodowodzącego ochroną prezydenta, że Marine One osiągnął wymaganą wysokość.

SAC daje znak dowódcy zespołu interwencyjnego.

Dowódca Elementu chwyta prezydenta za uprząż, przyciąga do siebie i przypina go do własnej uprzęży. Wojskowy adiutant czeka w gotowości, z futbolówką przypiętą do piersi. Jeden z operatorów CAT otwiera drzwi helikoptera.

Do kabiny wdziera się podmuch powietrza.

Prezydent i dowódca Elementu wyskakują w tandemie z helikoptera.

Za nimi skacze SAC.

Następnie adiutant z futbolówką.

Jako ostatni wyskakują pozostali dwaj operatorzy CAT.

Doradcy prezydenta obserwują z pokładu śmigłowca oddalające się sylwetki skoczków.

Prezydent, spięty uprzężą z operatorem CAT, pruje powietrze, ściągany w dół siłą grawitacji.

Riiippp. Riiippp. Riiippp…

Trzej członkowie zespołu Element pociągają za linki spadochronów. To samo robi SAC i adiutant z futbolówką. Otwiera się sześć czasz.

Mijają sekundy, spadochrony opadają łagodnie ku ziemi.

Nagle niebo rozświetla błysk wybuchu jądrowego.

Na ułamek sekundy zapada upiorna, absolutna cisza.

A potem -

BAAM…

"Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz", Annie Jacobsen
fot.

Insignis

33 MINUTY

Punkt zero wybuchu, Pentagon

W pierwszym ułamku milisekundy wybuch jądrowy rozgrzewa powietrze do temperatury 100 milionów stopni Celsjusza. Fala promieniowania cieplnego pali ludzi, przedmioty i budynki , zamieniając pogodne, dynamiczne, tętniące życiem centrum miasta w miejsce zagłady, domenę śmierci i ognia. Kula ognista powstająca w wyniku wybuchu ładunku jądrowego o mocy 1 megatony, takiego jak ten, który przed chwilą zdetonowano nad Pentagonem, jest tysiące razy jaśniejsza od światła słonecznego w południe . Błysk eksplozji można dostrzec z odległości kilkudziesięciu kilometrów, od Baltimore w stanie Maryland po Quantico w stanie Wirginia. Każdy, kto w momencie wybuchu patrzy dokładnie w kierunku źródła tego jaskrawego światła, zostaje oślepiony .

W pierwszej milisekundzie kula ognista ma średnicę 135 metrów.

W ciągu następnych 10 sekund rozszerza się, osiągając 1700 metrów średnicy . Ponad 1,5 kilometra - 19 długości boiska do futbolu amerykańskiego - czystego ognia, który pochłania i unicestwia serce amerykańskiej demokracji.

Kula ognista rozciąga się teraz od Mauzoleum Lincolna na północy aż do Crystal City na południu. Wszystko, co znajdowało się na tym obszarze, spłonęło. Nie ostało się nic. Ani jeden człowiek, ani jedna wiewiórka, ani jedna biedronka. Nie przetrwała żadna roślina ani żadne zwierzę. Żadna forma życia komórkowego.

Powietrze wokół krawędzi kuli ognistej ulega kompresji, tworząc czołową falę uderzeniową . Ta ruchoma ściana silnie sprężonego powietrza sunie nieubłaganie naprzód, kosząc po drodze wszystko i wszystkich w promieniu 5 kilometrów. Towarzyszy jej wiatr wiejący z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę, zupełnie jakby na Waszyngton runęła właśnie asteroida i wskutek tego przez miasto przetaczała się fala uderzeniowa.

W strefie 1 - okręgu o średnicy około 15 kilometrów  - wszystkie budowle odkształciły się, a większość uległa zawaleniu. Po przejściu czoła fali uderzeniowej ziemia usłana jest wysokimi na ponad 10 metrów stertami gruzu. Fala cieplna, powstała na skutek eksplozji termojądrowej, rozeszła się kuliście, podpalając wszystko na swojej drodze. W ogniu topi się ołów, stal i tytan, a także asfalt na ulicach.

Na obrzeżach strefy 1 nieliczni ocalali  grzęzną w roztopionym asfalcie i stają w płomieniach. Uwolnione w następstwie wybuchu nuklearnego promieniowanie rentgenowskie spala skórę, przekształcając członki ludzkiego ciała w przerażającą masę skrwawionych ścięgien i odsłoniętych kości. Huraganowe podmuchy wiatru zdzierają skórę z twarzy i wyrywają kończyny ze stawów. Ofiary umierają z powodu wstrząsu, ataku serca albo utraty krwi. Miotane wiatrem zerwane przewody energetyczne rażą ludzi prądem i wzniecają nowe pożary.

Po kilkudziesięciu sekundach kula ognista wznosi się na wysokość prawie 5 kilometrów, po czym przeobraża się w złowieszczą chmurę , która zamienia światło dnia w ciemność. Do tej pory zginęło lub właśnie umiera od 1 do 2 milionów osób, a setki tysięcy są uwięzione w płonących zgliszczach. "Nie przeżyje praktycznie nikt", przewiduje rządowy zespół doradczy do spraw nuklearnych, który od dawna ostrzega przed tym, co będzie się działo w strefie 1 wokół zerowego punktu wybuchu. "Żaden obiekt nie przetrwa w rozpoznawalnej formie (…). Zostaną tylko fundamenty i piwnice" .

Po raz pierwszy w historii ludzkości tak wielu ludzi zginęło w tak krótkim czasie. Od momentu, gdy 66 milionów lat temu doszło do kolizji naszej planety z asteroidą wielkości góry, żadne pojedyncze zdarzenie nie miało tak katastrofalnych skutków dla całego świata.

Kości zostały rzucone.

Przypominają się niepokojące słowa wypowiedziane kiedyś przez byłego dowódcę STRATCOM, generała Roberta Kehlera: "Koniec świata może nastąpić w ciągu najbliższych kilku godzin" .

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce tak właśnie się stanie.

Redakcja poleca

33 MINUTY

Sierpuchow-15, obwód kałuski

150 kilometrów na południowy zachód od Moskwy, na terenie rolniczego obwodu kałuskiego, w otoczonym przez las ośrodku Sierpuchow-15 pełniącym funkcję centrum kontroli satelitarnego systemu wczesnego ostrzegania, odebrano przed chwilą sygnał z satelity. Migają czerwone światła. Rozbrzmiewa natarczywy, ostry dźwięk alarmów.

Załoga ośrodka słyszy nadawany przez głośniki automatyczny komunikat: "Uwaga. Wystrzelenie" .

Satelity wykryły wystrzelenie amerykańskiego pocisku ICBM.

Z głośników pada komenda "pierwszy eszelon", która w rosyjskiej nomenklaturze wojskowej oznacza najwyższy stopień alarmu nuklearnego.

Sierpuchow-15 to położone w zachodniej części Rosji naziemne centrum kontroli systemu wczesnego ostrzegania przed pociskami ICBM. Wchodzi ono w skład Sił Powietrzno-Kosmicznych Federacji Rosyjskiej, "jednego z głównych rodzajów rosyjskich sił zbrojnych, podlegającego bezpośrednio Sztabowi Generalnemu", wyjaśnia Pavel Podvig.

Rozmieszczone na terenie ośrodka radary odbierają dane z satelitów Tundra, a rolą dowódcy Sierpuchowa-15 jest przekazywanie tych informacji dalej, w górę łańcucha dowodzenia.

Sierpuchow-15 powstał ponad 50 lat temu. Podobnie jak w amerykańskich placówkach tego typu, dochodziło tam do groźnych fałszywych alarmów. W 1983 roku ówczesny dowódca ośrodka podpułkownik Stanisław Pietrow otrzymał dane satelitarne, z których wynikało, że w kierunku Moskwy nadlatuje pięć amerykańskich pocisków ICBM. Intuicja podpowiadała mu jednak, żeby podejść do informacji o nadciągającym zagrożeniu z rezerwą . Po latach podzielił się swoimi wspomnieniami z tamtego dnia z Davidem Hoffmanem, reporterem "Washington Post".

"Miałem dziwne przeczucie", stwierdził i dodał, że trudno mu było uwierzyć, aby ktokolwiek zdecydował się rozpocząć wojnę z nuklearnym supermocarstwem, przeprowadzając uderzenie wyprzedzające za pomocą zaledwie pięciu międzykontynentalnych pocisków balistycznych .

Pietrow ostatecznie uznał, że dane z systemu wczesnego ostrzegania należy zinterpretować jako "fałszywy alarm", i nie wysłał raportu swoim przełożonym. Dzięki zdroworozsądkowemu sceptycyzmowi podpułkownik Stanisław Pietrow przeszedł do historii jako "człowiek, który ocalił świat przed wojną nuklearną".

Ale w naszym scenariuszu, w sytuacji pogłębiającego się kryzysu nuklearnego - gdy na Stany Zjednoczone przeprowadzono atak z użyciem broni jądrowej, a kilkadziesiąt pocisków ICBM właśnie wystartowało z baz rakietowych w Wyoming - dowódca ośrodka Sierpuchow-15 reaguje zupełnie inaczej niż Pietrow w 1983 roku.

Problem z systemem Tundra polega nie tylko na tym, że czujniki jego satelitów postrzegają odbite światło słoneczne jako gorące spaliny i mylą chmury z pióropuszami pocisków rakietowych. Tundra błędnie ocenia także liczbę wykrytych obiektów.

"W przypadku wystrzelenia przez Stany Zjednoczone pięćdziesięciu Minutemanów Tundra prawdopodobnie nie poradziłaby sobie z dokładnym określeniem ich liczby", twierdzi Ted Postol. "Z perspektywy rosyjskiego systemu mogłoby to wyglądać na sto pocisków" . Albo i więcej.

Dowódca Sierpuchowa-15 wpatruje się w ekran, na którym wyświetlane są dane z systemu wczesnego ostrzegania. To, co w rzeczywistości jest pięćdziesięcioma pociskami Minuteman przelatującymi nad biegunem północnym, Tundra uznaje za ponad sto międzykontynentalnych pocisków balistycznych.

To mnóstwo głowic nuklearnych.

Wystarczająco dużo do przeprowadzenia wyprzedzającego uderzenia dekapitacyjnego na Moskwę.

W tym scenariuszu dowódcy ośrodka Sierpuchow-15 brakuje sceptycyzmu, jakim 40 lat wcześniej wykazał się podpułkownik Pietrow.

Oficer podnosi słuchawkę i dzwoni do Moskwy.

"Amerykanie atakują nas pociskami ICBM", oznajmia.

Redakcja poleca

34 MINUTY
Hudson Yards, Nowy Jork

Nowy Jork leży około 4 tysięcy kilometrów na wschód od Diablo Canyon w Kalifornii i ponad 300 kilometrów na północny wschód od Waszyngtonu. Nie dość blisko żadnej z tych lokalizacji, by doświadczyć fizycznych skutków detonacji ładunków jądrowych. Ale efekt psychologiczny jest aż nadto odczuwalny. W Nowym Jorku - największej metropolii Ameryki - wybucha panika i chaos. Wieści o ataku nuklearnym na Stany Zjednoczone rozprzestrzeniają się po świecie niczym pożar, a miliony nowojorczyków obawiają się, że ich miasto będzie kolejnym celem uderzenia. Pracownicy stacji Cable News Network (CNN) opuszczają budynek studia telewizyjnego w Hudson Yards w pośpiechu, jakiego nie widziano w Nowym Jorku od 11 września 2001 roku, gdy tysiące osób desperacko starały się uciec z kompleksu biurowego World Trade Center przed nieuchronnym zawaleniem się Bliźniaczych Wież.

Kilkoro dziennikarzy zdecydowało się jednak pozostać w studiu informacyjnym. Teraz gorączkowo przeglądają działające jeszcze serwisy społecznościowe w poszukiwaniu materiałów, które mogliby udostępnić całemu światu. Realizatorzy pracujący w reżyserce skopiowali wcześniej filmiki nagrane przez ranczera z Point Buchon i teraz zapętlone wideo odtwarzane jest na antenie CNN. Podobnie jak krótki film Julesa Naudeta z 11 września 2001 roku, przedstawiający moment uderzenia pierwszego samolotu w północną wieżę WTC, wideo zarejestrowane przez kalifornijskiego ranczera stanie się symbolem wybuchu wojny.

Żaden z reporterów CNN w Waszyngtonie nie odbiera telefonu. Sieci telefonii komórkowej przestały działać. Jak zauważył w rozmowie ze mną pierwszy szef federalnego urzędu do spraw bezpieczeństwa cyfrowego, emerytowany generał brygady Gregory Touhill, "w północnej części stanu Wirginia znajduje się ponad 60 procent światowych centrów danych". Nie można się skontaktować z biurem prasowym Białego Domu. W telefonie akredytowanego korespondenta CNN w Pentagonie włącza się poczta głosowa. To samo dotyczy sytuacji, gdy ktoś próbuje dodzwonić się do rzeczników prasowych wojsk lądowych, marynarki wojennej, sił powietrznych, piechoty morskiej, straży przybrzeżnej, sił kosmicznych, Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i FBI.

Zanim padł przeciążony serwis X, platformy społecznościowe zostały zalane przez nagrania wideo zarejestrowane telefonami komórkowymi. Część z nich udało się ściągnąć pracownikom technicznym CNN. Ale w tej chwili w budynku przebywa tylko jedna osoba odpowiedzialna za weryfikowanie informacji i nie ma możliwości potwierdzenia autentyczności tych wszystkich materiałów. Jak odróżnić filmy nakręcone przez naocznych świadków od zalewających internet przerażających klipów, wygenerowanych za pomocą sztucznej inteligencji?

Pracownik stacji zajmujący się sprawdzaniem informacji wpatruje się w zdjęcia i filmy, na których widać spalone, poczerniałe zwłoki. Ciała, które nie przypominają ludzi ani w ogóle żadnych istot. To, co w sierpniu 1945 roku działo się w Hiroszimie i Nagasaki, powtarza się teraz w Ameryce. Ludzie pozbawieni twarzy. Ludzie pozbawieni skóry. Biegające nagie postaci, na których płonie skóra i resztki odzieży. Mężczyzna trzymający w ramionach martwe dziecko. Leżący na środku ulicy padły koń. Nastolatek ściskający kurczowo w dłoni oderwaną część własnego ciała.

Prezenter telewizyjny, który pozostał w studiu w Hudson Yards, odczytuje wiadomości z telepromptera, starając się zachować spokój, a jednocześnie próbując jakoś przetworzyć w głowie to, co się dzieje.

Prezenter: "Według posiadanych przez nas informacji w elektrownię jądrową w Kalifornii, 265 kilometrów na północ od Los Angeles, uderzyła bomba atomowa".

Głos mu się łamie.

Prezenter: "Wiele wskazuje też na to - nie wiemy tego jeszcze na pewno - że przed kilkoma minutami - powtarzam, to wciąż niepotwierdzona informacja - druga bomba atomowa wybuchła w Waszyngtonie".

Ogłaszając w emitowanym na żywo programie telewizyjnym informację o śmierci prezydenta Johna F. Kennedy’ego, wzruszony Walter Cronkite z trudem powstrzymywał łzy. Po eksplozji sterowca Hindenburg naoczny świadek katastrofy dziennikarz Herb Morrison wykrzyknął do mikrofonu:: "Och, ludzkość!".

Jak umysł człowieka ma poradzić sobie z przyswojeniem i przetworzeniem takich faktów?

Prezenter zerka na swój telefon, na który dotarł w tej chwili alert wysłany przez rządowy system ostrzegania przed zagrożeniami. Podnosi wzrok i ponownie spogląda w obiektyw kamery.

Prezenter: "FEMA wydała właśnie następujące ostrzeżenie".

Unosi telefon komórkowy i obraca go ekranem w stronę kamery. Na ekranie widnieje komunikat o treści:

ATAK NUKLEARNY NA USA

NATYCHMIAST POSZUKAĆ SCHRONIENIA

TO NIE SĄ ĆWICZENIA 

Posłuchaj: