Tak mogłaby zacząć się wojna z Rosją. "W ciągu kilku godzin miasto zostaje zdobyte"
"Atak na Narwę nie pozostaje jedyną akcją wojsk rosyjskich tej nocy. Od wielu dni na należącą do Estonii wyspę Hiuma przedostawali się na promach udający turystów rosyjscy żołnierze. Teraz uderzają". Prezentujemy fragment książki autorstwa Carla Masali pt. "Jeśli Rosja wygra. Scenariusz".
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Jeśli Rosja wygra. Scenariusz" autorstwa Carla Masali w przekładzie Joanny Czudec, wydanej 12 listopada 2025 roku nakładem Wydawnictwa W.A.B.
Narwa, Estonia, 27 marca 2028 roku: wczesnym rankiem ludzi budzą eksplozje. Dwie rosyjskie brygady wdzierają się do miasta od północy i wschodu. Zamaskowani napastnicy szybko unieszkodliwiają estońską ochronę pogranicza. W samym mieście rosyjscy żołnierze natrafiają jedynie na niewielki opór, szybko udaje im się go złamać. Wspiera ich część miejscowej ludności cywilnej - w minionych tygodniach i miesiącach Rosjanie przekazali jej broń krótką i karabiny maszynowe. W ciągu kilku godzin liczące 57 tysięcy mieszkańców miasto w obszarze przygranicznym z Rosją zostaje zdobyte. Gdy wschodzi słońce, na historycznej wieży ratusza powiewa już rosyjska flaga. Niemal w czasie rzeczywistym w różnych mediach społecznościowych pojawiają się nagrania z wciągnięcia flagi, opatrzone hasztagiem #dzieńpowrotu.
Wejście Rosjan następuje niespodziewanie. Co prawda rosyjskojęzyczna ludność Narwy od tygodni protestuje na ulicach w związku tym, że rzekomo odmawia się jej możliwości posługiwania się własnym językiem w urzędach oraz kultywowania swojej kultury. Rozemocjonowani przez dezinformacje płynące z mediów społecznościowych ludzie obawiają się ponadto, że rząd w Tallinnie uczyni z nich obywateli drugiej kategorii i odbierze im prawo wyborcze. Rzekomo dlatego - jak twierdzi się na Facebooku i Telegramie - że ze względu na związki z Rosją stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa. Wiele razy dochodziło do przepychanek między "Rosjanami" a estońską policją. Choć zdarzało się to również przedtem, rząd estoński wychodził z założenia, że panuje nad sytuacją. Odnotowano też koncentrację mniejszych rosyjskich jednostek przy granicy, nie sądzono jednak, że może wiązać się to z poważniejszym niebezpieczeństwem. Przecież w kraju stacjonują wojska NATO, 1700 żołnierzy w ramach Enhanced Forward Presence (eFP) i 600 żołnierzy amerykańskiej piechoty w Võru. Już oni zadziałają odstraszająco - uspokajano się.
W dniach poprzedzających atak uwaga Estonii i NATO skupia się na południowym odcinku granicy estońsko-rosyjskiej, gdzie rosyjskie siły zbrojne w ramach manewrów "Ojczyzna" ćwiczą z dywizją wojsk lądowych różne scenariusze. Takim sposobem niespodzianka się udaje. O reakcji sił NATO, stacjonujących 145 kilometrów od Narwy, pod dowództwem brytyjskim, w tak krótkim czasie nie mogło być mowy.
Atak na Narwę nie pozostaje jedyną akcją wojsk rosyjskich tej nocy. Od wielu dni na należącą do Estonii wyspę Hiuma przedostawali się na promach udający turystów rosyjscy żołnierze. Teraz uderzają. Wspierani przez dwa okręty desantowe Floty Bałtyckiej, które w drodze z Petersburga na wody międzynarodowe Bałtyku nieoczekiwanie zmieniają kurs i kierują się od północy ku drugiej pod względem wielkości, choć słabo zaludnionej, wyspie Estonii. Jest jeszcze ciemno, gdy spuszczają na wodę szalupy i około 400 żołnierzy rosyjskiej piechoty morskiej ląduje na wybrzeżu Hiumy, by wesprzeć obecne już na wyspie siły. Tu także opór szybko się załamuje. Przed południem nad liczącym 4000 mieszkańców miastem Kärdla na wyspie Hiuma powiewa rosyjska flaga.
W ciągu zaledwie jednej nocy Rosja przejmuje kontrolę nad dwoma estońskimi miastami i stawia całe NATO przed faktem dokonanym. Obie akcje mają z rosyjskiego punktu widzenia strategiczny sens. Narwa to miasto zamieszkałe w 88 procentach przez ludność rosyjskojęzyczną, a Hiuma daje rosyjskiej marynarce możliwość zagrożenia w przyszłości regionowi bałtyckiemu blokadą morską między kontrolowanymi przez siebie portami, Petersburgiem na północy i Kaliningradem na południu.
Jeszcze jedno zdarzenie tej nocy jest godne uwagi: białoruski dyktator Łukaszenka zapowiada wysłanie w najbliższych dniach kilku brygad sił zbrojnych na manewry do Ostrowca, małej przygranicznej miejscowości, oddalonej zaledwie 50 kilometrów od Wilna. Rozpoczął się atak na kraje bałtyckie.
(...)
W Kwaterze Głównej NATO - przeszklonym budynku zalanym światłem, do którego budowy wykorzystano około 7300 metrów kwadratowych szkła i którego projekt ma przypominać splecione palce symbolizujące jedność - na nadzwyczajnym posiedzeniu zwołanym przez sekretarza generalnego spotyka się 32 stałych przedstawicieli państw członkowskich NATO. Obrady odbywają się w sali konferencyjnej numer 1, bezpośrednio na lewo od szklanych drzwi wejściowych. Na spotkanie zaproszono dodatkowo członków Komitetu Wojskowego NATO oraz obu strategicznych dowódców Sojuszu: naczelnego dowódcę Sił Sojuszniczych w Europie (SACEUR) i naczelnego dowódcę Sojuszniczego Dowództwa do spraw Transformacji w amerykańskim Norfolk (SACT). Jedynym punktem porządku obrad jest rosyjska agresja na Estonię.
Sekretarz generalny rozpoczyna posiedzenie od przedstawienia faktów, a kończy wypowiedź przypomnieniem znanej już zebranym prośby premiera Estonii o zwołanie formalnego posiedzenia Rady NATO na szczeblu przywódców państw i rządów w celu uruchomienia artykułu 5 traktatu północnoatlantyckiego.
"Zaprosiłam was dziś tutaj - mówi - by wyrobić sobie nieformalny obraz stanowiska waszych rządów. Wiem oczywiście, że jeszcze nie wszystkie, a może nawet żadne z państw członkowskich naszego Sojuszu nie ma ostatecznego zdania na temat prośby Estonii, ale nie powinniśmy przepuścić okazji do rozmowy na ten temat. Zaprosiłem na posiedzenie przedstawicieli Komitetu Wojskowego włącznie z szefami obu strategicznych dowództw NATO, by w razie potrzeby służyli ekspertyzą wojskową".
Sekretarz generalny patrzy z wyczekiwaniem na zebranych ambasadorów i ambasadorki.
Jako pierwsza głos zabiera ambasadorka Polski: "Panie i panowie, w imieniu mojego rządu chciałabym przekazać, że naszym zdaniem należy z całą stanowczością przeciwstawić się rosyjskiej agresji wobec państwa członkowskiego. Nie możemy i nie powinniśmy zaakceptować naruszania terytorialnej integralności NATO, nawet jeśli chodzi o mały skrawek ziemi. Znamy rosyjski imperializm i wiemy, jakie są jego cele. Nie poprzestanie na tej prowokacji. Jeśli teraz nie będziemy zdecydowanie bronić każdego centymetra kwadratowego Sojuszu, to, że zacytuję byłego kanclerza Niemiec Olafa Scholza - kąciki jej ust unoszą się w lekko ironicznym grymasie - »będzie to jego koniec«. Jeśli nie możemy liczyć na to, że w razie potrzeby zadziała artykuł 5, to po co nam w ogóle ten Sojusz?".
Jako następny zgłasza się włoski przedstawiciel przy NATO. "Don’t shoot the messenger - rozpoczyna. - Ale nie mamy jeszcze wystarczających informacji, by ostatecznie ocenić sytuację. Tak, doszło do zamachów w Niemczech i w Zjednoczonym Królestwie i ograniczonej agresji przeciwko Estonii. Prawda jest też taka - mówiąc to, patrzy wprost na ambasadora Estonii - że rząd estoński nie był w przeszłości przesadnie skrupulatny w kwestii ochrony praw mniejszości rosyjskiej mieszkającej na jego terytorium".
"Panie przewodniczący - przerywa tamten - pragnę stanowczo zaprotestować. Rosyjskojęzyczna mniejszość w naszym kraju ma takie same prawa, ale też te same obowiązki co każdy Estończyk i każda Estonka. To, czego właśnie doświadczamy, stanowi napaść na obszar naszego państwa i naruszenie naszej terytorialnej integralności, na co odpowiedź powinna być tylko jedna".
A jednak włoski ambasador nie jest osamotniony w swoim powściągliwym stanowisku. Członkowie NATO z południa Europy wyrażają co prawda solidarność z zaatakowaną Estonią, lecz jednocześnie wzywają do rozwagi przy ewentualnej reakcji. Potrzeba więcej informacji o intencjach Rosji i ruchach rosyjskiego wojska, żeby prawidłowo ocenić sytuację - taki ton dominuje w ich komentarzach.
Zupełnie inne jest stanowisko państw Europy Środkowej i Wschodniej, Zjednoczonego Królestwa oraz dwóch pozostałych państw bałtyckich. Ich przedstawiciele zwracają uwagę na kwestie, które wybrzmiały już w wystąpieniu polskiej ambasadorki: że NATO nie może pozostawić tego testu bez odpowiedzi, ponieważ utraciłoby swoją podstawową funkcję. Najprawdopodobniej to dopiero pierwszy krok i należy spodziewać się dalszej agresji militarnej ze strony Rosji.
Po tym, jak już niemal wszystkim udało się wypowiedzieć, głos zabiera przedstawicielka Węgier. Podkreśla, że nie ma jeszcze końcowej oceny ze strony jej rządu, ale dla Budapesztu oczywiste jest, "że za wszelką cenę należy unikać konfliktu militarnego między NATO a Rosją". "Mówimy tutaj o potencjalnej trzeciej wojnie światowej, której żadna ze stron nie wygra. Byłoby szaleństwem - tak dokładnie brzmią jej słowa - gdybyśmy mieli ją sprowokować nieprzemyślanym działaniem. Z punktu widzenia mojego rządu sensowniej byłoby, gdyby prezydenci Rosji i USA nareszcie usiedli przy stole i omówili sprawę w szerszej perspektywie. Jestem przekonana - kończy wystąpienie - że takie postępowanie bardziej przyczyni się do bezpieczeństwa Estonii i Europy niż nasza niepotrzebna militarna prowokacja, która mogłaby się skończyć zagładą ludzkości”. (...)
Posłuchaj: