,
Obserwuj
Kultura

W USA mówi się o tym "Dzień, w którym umarła muzyka" [WIDEO]

Błażej Grygiel, TOK FM
1 min. czytania
03.02.2010 10:37
Do dziś mówi się o nim "dzień w którym umarła muzyka" - dziś pięćdziesiąta pierwsza rocznica katastrofy lotniczej, w której zginęli pionierzy rock'n'rolla - Ritchie Valens, The Big Bopper i Buddy Holly.
|
|
fot. AP

Bez tej trójki z pewnością rock'n'roll nie byłby tak popularny. Buddy Holly, nazywany jest do dziś Księciem Rock'nRolla, jego kariera trwała 18 miesięcy, w tym czasie skomponował materiał na kilka albumów, w tym mnóstwo przebojów. Jako pierwszy eksperymentował z nagrywaniem dwuścieżkowym i miksowaniem po nagraniu, wyprzedzając progresywnych rockmanów o ponad dziesięć lat. Zmarły w wieku 23 lat gitarzysta po latach będzie inspiracją dla Jimmyego Hendrixa.

Z kolei Ritchie Valens, który karierę rozpoczął rok przed katastrofą, pozostawił po sobie dwa do dziś powtarzane i wciąż na nowo aranżowane przeboje - 'Donna' i nieśmiertelna 'La Bamba'.

The Big Bopper zaś, a naprawdę Jiles Perry Richardson, był wykonawcą i radiowym popularyzatorem rock'nrolla. W 1957 roku pobił rekord długości audycji radiowej, prowadząc ją przez pięć dni, dwie godziny i osiem minut, ale i on miał na swoim koncie kilka przebojów.

Pamięć tych szybko żyjących, artystycznie niezmiernie płodnych i tak nagle zmarłych postaci uwieczniła piosenka 'American Pie' napisana dwanaście lat później przez Dona McLeana, po latach przypomniana przez Madonnę. W końcu rock'n'roll nie umiera nigdy.