Festiwal filmowy w Berlinie. Na nim m.in. "Świteź" Kamila Polaka
"Świteź" będzie walczył w kategorii Berlinale Shorts. Od narodzin pomysłu do finału prac nad filmem upłynęło 7 lat. Efekt to wyjątkowa 20-minutowa animacja inspirowana balladą Adama Mickiewicza. Patrycji Wanat opowiadał o tym reżyser Kamil Polak.
Patrycja Wanat: "Świteź" to nie tylko piękna wzruszająca historia, ale też ogromne wyzwanie realizatorskie - co głównie zdecydowało o tym, że sięgnąłeś po tę balladę?
Kamil Polak: Najważniejsze było piękno tej historii - ta liryczno-emocjonalna warstwa. Sięgnąłem po nią przez przypadek i bardzo silnie pobudziła moją wyobraźnię. Wydała mi się atrakcyjna przez ten rozmach i powściągliwość momentami. Jest rozpięta między wielością a minimalizmem.
To kiedy "sięgnąłeś" po "Świteź"?
To było około siedmiu lat temu, kiedy byłem studentem Szkoły Filmowej na Wydziale Animacji w Łodzi. Każdego roku musimy zrobić etiudę na zaliczenie; jest to krótka forma, około 5ciu minut, nad którą student pracuje sam. Ja właściwie szukałem już pomysłu na etiudę dyplomową. Zawsze fascynowało mnie malarstwo i muzyka. Zupełnie przypadkiem sięgnąłem po te ballady Mickiewicza i poczułem, że to jest to.
Skąd pomysł, by zaawansowaną technikę komputerową połączyć z malarstwem?
Chciałem wykorzystać wcześniejsze doświadczenia. Zawsze dużo malowałem, bardzo to lubię i chciałem zrobić film, w którym wykorzystam zarówno to jak i muzykę. Film, w którym nie będzie dialogu, gdzie kolor i muzyka stworzą historię, stworzą cały świat. Stąd też wybór tych inspiracji malarskich. Historia w filmie rozgrywa się w dwóch czasach: w XIX wieku i w Średniowieczu, dlatego głównymi okresami malarskimi, którymi jest inspirowana warstwa wizualna to jest właśnie malarstwo z XIX wieku, realistyczne, głównie polskie i malarstwo ikonowe, średniowieczne.
Film powstawał 7 lat, 130 osób przy nim pracowało...
Trochę się muszę tu wytłumaczyć. To nie było planowane na 7 lat, rozrosło się przez rożne problemy, przygody i przerwy. Nie była to od początku profesjonalna produkcja. Te 130 osób to są wszyscy, którzy się przewinęli przez ten projekt. Niektórzy pracowali 2 tygodnie, a niektórzy 2 lata. Ja zaczynałem ten film sam, później poprosiłem swojego kolegę Jacka Rokosza, który mi pomagał rysować i ten zespół się początkowo rozszerzał o moich przyjaciół ze Szkoły Filmowej. Później projektem zainteresowało się studio Se-Ma-For w Łodzi. Powstało dużo prac ręcznych: obrazów, rysunków, które później w kolejnych etapach były przetwarzane w komputerach. A oddzielny etap prac odbył się w Warszawie w studiu Human Ark, które zajmuje się animacją komputerową - oni w pewnym sensie uratowali ten film wchodząc z olbrzymim doświadczeniem technologicznym.
Przez cały czas poszukiwaliśmy pieniędzy na kolejne etapy. Były okresy, że nie mogliśmy pracować ani wynająć ludzi, bo nie było pieniędzy. Na szczęście później udawało się znaleźć jakieś dodatkowe środki. W znacznej mierze film jest finansowany przez PISF. Ale jest to też koprodukcja międzynarodowa; udało nam się zainteresować partnerów zagranicznych - czasem był to wkład finansowy, a czasem wykonanie jakiejś usługi; np. w Kanadzie film został udźwiękowiony.
Co teraz? Gdzie "Świteź" po premierze w Berlinie będzie można zobaczyć?
Ten film ma 20 minut i żaden dystrybutor nie podejmie się dystrybucji tak krótkiego filmu - nikt przecież nie będzie kupował biletu specjalnie na 20 minut. To taka trochę niezręczna długość, bo z drugiej strony ciężko też ten film dokleić do jakiegoś dłuższego. Na pewno mamy plany festiwalowe, dzięki temu film zderzy się z publicznością, może niewielka ale za to na całym świecie. W Polsce na pewno za mniej więcej pół roku film będzie pokazany w telewizji.