Czym jest miasto 8-80? Tak w przyszłości mogą wyglądać miasta w Polsce
Fragment rozdziału "Miasto 8-80" pochodzi z książki "Dla kogo jest miasto? Jak stworzyć przestrzeń, która o nas dba" autorstwa Magdaleny Milert, wydanej 2 lipca 2025 nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.
Dziesięcioletni Staś codziennie chodzi do szkoły na piechotę. Na pasach bez świateł czeka, aż ktoś dorosły pomoże mu przejść przez ruchliwą ulicę. Najbardziej lubi tę część drogi, która prowadzi przez park - tam można na chwilę zboczyć z trasy, poprzyglądać się owadom, przystanąć przy oczku wodnym.
Pani Halina, lat osiemdziesiąt trzy, raz na tydzień pokonuje tę samą trasę - do sklepu, czasem do przychodni albo apteki. Zimą jednak nie wychodzi wcale. Mówi, że boi się poślizgnąć, bo nikt nie odśnieża chodników, a ławki, na których mogłaby odpocząć, zniknęły przy ostatnim remoncie ulicy.
Miasto postrzegane przez pryzmat życia człowieka jest zupełnie inne, niż kiedy odbieramy je jedynie jako przestrzeń do realizacji trasy dom-praca-dom. "Nie mamy prawa być starzy, mamy iść na emeryturę i umrzeć, a nie wymyślać" - napisała jedna z obserwatorek mojego profilu na Instagramie.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera koncepcja urbanistyczna 8-80, zakładająca tworzenie przestrzeni publicznych przyjaznych osobom w każdym wieku, od dzieci po seniorów. Nazwa nawiązuje do założenia, że przestrzeń odpowiednia dla ośmiolatków i osiemdziesięciolatków będzie funkcjonalna i przyjazna dla wszystkich pozostałych jej użytkowników. Metoda 8-80 koncentruje się na pieszych, rowerzystach i użytkownikach transportu publicznego, co sprzyja dojrzałemu podejściu do zarządzania miastem i redukcji emisji spalin.
Główne zalety tego podejścia obejmują poprawę jakości życia mieszkańców oraz promocję zdrowego, aktywnego stylu życia. Projektowanie przestrzeni miejskich zgodnie z jej zasadami prowadzi do tworzenia bardziej zielonych, bezpiecznych przestrzeni zachęcających do aktywności fizycznej, na przykład spacerowania czy jazdy na rowerze. Zmniejsza to zależność ludzi od samochodów, a to przyczynia się do redukcji zanieczyszczenia powietrza i hałasu. Miasto w tej wizji staje się przyjazne również dzięki licznym miejscom do odpoczynku, co jest niezwykle ważne dla osób starszych (choć nie tylko!), które mogą potrzebować częstszych postojów. Metoda 8-80 wspiera również lokalną gospodarkę, przyciągając ludzi do dzielnicowych sklepów, bibliotek, kawiarni i wzmacniając sąsiedzkie relacje.
Chwila prawdy o rencie wdowiej. Seniorzy zniecierpliwieni: Nie mogli tego powiedzieć od razu?
Wskaźnikiem, według którego w przeszłości ocenialiśmy przydatność projektów urbanistycznych, był zdrowy, dorosły mężczyzna. Stworzyliśmy świat, w którym wygodnie jest osobom, które i tak mają dużo siły. Tymczasem miasto 8-80 umożliwia doświadczanie przestrzeni miejskiej także tym, którzy sił mają nieco mniej.
Idea miasta 8-80 przypomina, że przestrzeń miejska powinna być projektowana z myślą o osobach w różnym wieku i stanie zdrowia - także tych, którzy poruszają się wolniej, potrzebują wsparcia albo po prostu inaczej korzystają z przestrzeni. To nie rewolucja, lecz konsekwentne domaganie się, by przestrzeń odpowiadała na codzienne potrzeby - nie tylko tych najsprawniejszych.
Czym jest miasto dla dzieci? W jakim stopniu droga prowadząca do szkoły czy placu zabaw jest dostępna dla siedmiolatka, ale także osoby prowadzącej wózek? Czy wyjście do przychodni z bobasem musi przypominać wyprawę na Kilimandżaro? Czy jedynym miejscem, w którym swobodnie może spotykać się młodzież, musi być galeria handlowa lub restauracja typu fast food? Gdzie swoje miejsce w mieście mają seniorzy i czy mogą w ogóle tam dotrzeć? Odpowiedzi na takie pytania odsłaniają nie tylko proces powstawania przestrzeni, ale też model podziału i delegowania władzy i opieki w społeczeństwie - a także mówią sporo o naszej akceptacji dla nierówności.
Jak przeżyć przy 40 stopniach. 'Pierwsza fala upałów jest szczególnie ryzykowna'
O teorii bicepsa
Kiedy piszę ten rozdział, jesteśmy chwilę po wyborach do europarlamentu. Wśród komentarzy ekspertów co jakiś czas przebija się wątek o słabej frekwencji w grupie wyborców w wieku osiemnaście-dwadzieścia dziewięć lat - głos oddała zaledwie jedna czwarta uprawnionych. Ta statystyka i osądzające komentarze skłaniają mnie do refleksji. Dlaczego tak mocno krytykujemy młodych? Oczywiście, jako aktywistce walczącej o lepszą przestrzeń marzyłoby mi się, aby młodzi do wyborów poszli szturmem, a słupek frekwencyjny sięgał dziewięćdziesięciu procent. Jednak jestem jednocześnie projektantką, która wie, że zachowania nie biorą się z próżni. Jeśli pomyślimy, dlaczego młodzi ludzie nie angażują się w sprawy demokracji, to dość łatwo dojdziemy do konkluzji, że w ogóle ich tego nie uczymy. Siedemnastolatkowie nie mają prawa głosu, żadne ich postulaty nie są brane na serio - jak oczekiwać, że rok później nagle poczują się pełnoprawnymi obywatelami? Przyzwyczajamy dzieci i młodzież do braku sprawczości. Dzieci i ryby głosu nie mają.
Wiele dyskusji na temat planowania urbanistycznego koncentruje się na kwestiach zrównoważonego rozwoju, dostępności i wzrostu gospodarczego. Istnieje pewne ważne, lecz często pomijane zjawisko, które przenika te dziedziny: adultyzm, czyli systematyczne uprzywilejowanie dorosłych przy jednoczesnym wykluczaniu dzieci i młodzieży. Jego wpływ na projektowanie i funkcjonowanie przestrzeni miejskich jest ogromny - wiąże się ze stereotypowym postrzeganiem i lekceważącym podejściem do młodszych członków społeczeństwa; lekceważącym wyłącznie dlatego, że są młodzi.
Wszedł w życie nowy egzamin na prawo jazdy. Ten przepis wywołał burzę
Jako małe dzieci jesteśmy uzależnieni od dorosłych. To oni zapewniają nam byt - karmią nas, przewijają i wychodzą z nami na spacer. Śmiem twierdzić, że to właśnie wtedy mamy zyskują największe bicepsy. Dlaczego? Bo przestrzenie miast nie są dostosowane do potrzeb osób, które prowadzą wózki - czyli najczęściej matek. Krawężniki, schodki, zejścia i przejścia podziemne, samochody zaparkowane na środku chodnika, zalegający zimą śnieg - to wszystko składa się na wymagający trening.
Kiedy wspomniałam w swoich mediach społecznościowych o teorii bicepsa, wiele mam się ze mną zgodziło.
Jedna z moich obserwatorek wróciła do pracy po urlopach macierzyńskich w życiowej formie. "Świetnie wyglądasz" - mieli komentować jej współpracownicy. "Dzięki, codziennie wnosiłam wózek na drugie piętro" - odpowiadała. Podobnych reakcji było więcej: "Jak się zdziwiłam, gdy po dwóch latach macierzyństwa zobaczyłam, jakie mam bicepsy (gdzie przy moich chudych wiotkich gałęziach to był kosmiczny widok)". "Najgorszą sytuację miałam, gdy w połowie drogi do przedszkola wyłamało mi się przednie koło wózka o krawężnik… Ani to zostawić, ani wyrzucić. Dobrze, że już dziecko chodliwe, to jakoś zapakowałam 10 kilo na ramię, w drugiej ręce dzieciak, podprowadziłam (choć z jękami, bo «nóżki zmęczone»). Takiego cardio i siłki naraz nie miałam nigdy"… Tak wygląda codzienność tych, którzy opiekują się najmłodszymi.
Do kwestii komplikujących zajmowanie się dziećmi w mieście możemy dopisać jeszcze inne zjawiska, chociażby brak toalet: jeśli już są, to bardzo często dostęp do nich jest utrudniony - a to wyklucza nie tylko osoby opiekujące się maluchami, ale także kobiety w ciąży, niedługo po porodzie czy osoby z różnymi chorobami oraz osoby starsze. Rodzice narzekają także na brak przewijaków. Świetnie ten temat opisuje w książce Matka Polka sika w krzakach Monika Pastuszko, odkrywając miasto matek łączących się za sprawą różnych rodzicielskich problemów i symbolicznie puentując je wszystkie w tytule.
Kim są tradycyjne żony? Niebezpieczne wątki między filmami o gotowaniu i sprzątaniu
Wykluczać może nie tylko brak, ale i nadmiar. Na przykład słońca. Wyobraźmy sobie miasto, a w nim kilkupasmową arterię. Końcówka czerwca, żar leje się z nieba. Aby przejść przez tę ulicę, trzeba pokonać trzykrotnie światła, grupka ludzi w oczekiwaniu na zielone skupia się w jedynym dostępnym cieniu - tym, który daje sygnalizator. Ten, kto przejdzie szybko, zdąży pokonać całą ulicę. Ten, kto chodzi wolniej - prowadząc wózek, będąc o kulach, czy po prostu mając mniej sił - będzie się smażyć kilka razy. W takich chwilach jak na dłoni widać, że zabetonowane, brukowane i asfaltowe miasta być może ładnie wyglądają w prospektach deweloperów, jednak nie jest to przestrzeń, w której da się funkcjonować. Brak cienia i zieleni skutecznie wyklucza nie tylko pragnących spacerować, ale i wszystkich tych, którzy mocniej reagują na temperatury - a tak się składa, że głównie są to dzieci i osoby starsze (oczywiście ta grupa jest szersza, możemy do niej zaliczyć także osoby będące w leczeniu). Niedobór zieleni dającej chłód sprawia, że dla sporego odsetka społeczeństwa niektóre obszary miasta są niczym wymazane z mapy.
Place zabaw na nowych osiedlach często projektowane są tak, by spełnić jedynie minimum wynikające z przepisów. W internecie raz po raz pojawiają się zdjęcia nowych osiedli, których deweloper jako jedyne miejsce zabawy zaproponował jedną smutną huśtawkę, w dodatku stojącą zaraz obok miejsc parkingowych. Boiska, przestrzenie do wspólnego spędzania czasu pojawiają się tylko tam, gdzie społeczeństwo upomina się o nie wystarczająco głośno. To wszystko sprawia, że młodzi mają ograniczoną możliwość aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu - a to właśnie ruch, obok właściwego odżywiania, jest kluczowy dla ich zdrowia i rozwoju. Rozwój emocjonalny i społeczny dziecka zależy przecież nie tylko od środowiska domowego, ale także od otoczenia, w którym dorasta - w tym od przestrzeni, jaką jest najbliższa okolica jego domu. Jej odpowiednie zaprojektowanie sprzyja budowaniu poczucia bezpieczeństwa, uczy interakcji społecznych i rozwija umiejętność zabawy. W przestrzeni miejskiej kształtują się także potrzeby samodzielności i autonomii.
W tych krajach mają dość turystów. Gdzie nas nie chcą na wakacjach? Zaskakująca lista
Może się wydawać, że obecny stan - zabetonowane, zakorkowane miasta, w których wszędzie trzeba dojechać samochodem - jest niezmienny. Dla najmłodszych i ich opiekunów miasto właściwie nie istnieje, bo w zasadzie nigdy nie istniało. Tylko że… to nieprawda. Negatywny wpływ urbanizacji i industrializacji na najmłodszych mieszkańców miast zauważono już pod koniec XIX wieku. W ówczesnych dynamicznie rozwijających się metropoliach potrzeby najmłodszych także były marginalizowane, wykorzystywano ich bowiem jako tanią siłę roboczą. (...)
Posłuchaj: