W tych krajach mają dość turystów. Gdzie nas nie chcą na wakacjach? Zaskakująca lista
W Europie powstał nowy front - obrony przed turystami. Rozciąga się od śródziemnomorskiego południa po skandynawską północ. Miejscowi bardziej cenią sobie święty spokój niż zysk z najeźdźców. Bo w takich kategoriach - inwazji obcych - traktują coś, co kiedyś było źródłem rozwoju. Dokąd w tym roku nie jechać?
Podsumowujemy rok 2025 w tokfm.pl. Dlatego przypominamy nasze najlepsze artykuły z minionych dwunastu miesięcy. Oto jeden z nich. Pierwsza publikacja artykułu miała miejsce w czerwcu 2025 roku.
- Front obrony przed najazdem turystów z roku na rok przybiera na sile. Im bardziej Europejczycy chcą jeździć, tym mniej mogą liczyć na ciepłe przyjęcie;
- Włoskie Wenecja, Portofino, greckie Santorini i Mykonos, hiszpańskie Barcelona, Majorka, Ibiza, Wyspy Kanaryjskie, a nawet gwiazda 'coolcation', czyli ucieczki od potwornych upałów na południu Europy - Norwegia: wszędzie tam mieszkańcy stawiają odpór naporowi turystów;
- W miejscach nieoczywistych: Albanii, Czarnogórze i na Węgrzech liczba rezerwacji rośnie w postępie geometrycznym. Może zatem Uzbekistan? To najnowsza polecajka podróżniczych blogerów.
Co ciekawe, turyści coraz częściej przemieszcza się także w miesiącach do tej pory mniej popularnych, czyli pomiędzy styczniem a marcem. Prawdopodobnie w poszukiwaniu turystycznego luzu, mniejszego tłoku i niższej temperatury. Dotyczy to nawet bardziej północy niż południa Europy - Norwegia zarobiła na turystach na początku roku o 20 procent więcej niż rok wcześniej, druga światowa potęga turystyczna, czyli Hiszpania - o 9 procent więcej. Słabiej szło Ameryce - Stany Zjednoczone, numer jeden na świecie gdy chodzi o wpływy z turystyki - zarobiły tylko o 3 procent więcej. Ameryka znalazła się po prostu na turystycznym indeksie. Generalnie wpływy z turystyki rosły wszędzie, ten rok ma być rekordowy, świat wyda na wyjazdy największe w historii pieniądze, rekordowa liczba ludzi będzie pracować w sektorze turystycznym. Linie lotnicze przewiozą ponad 5 miliardów pasażerów, nigdy wcześniej nie było ich aż tylu. I najwięcej w dziejach latania zarobią na biletach.
Barcelona walczy o spokój
Europejczycy planują w tym roku podróżować po kontynencie jeszcze częściej i wydawać na podróże jeszcze więcej. Zapewne będzie więc jeszcze tłoczniej tam, gdzie już nie da się nawet szpilki wetknąć. Na przykład w Hiszpanii, gdzie wyspy Majorka, Minorka, Ibiza i Wyspy Kanaryjskie należą do najczęściej odwiedzanych miejsc w Europie w stosunku do liczby ludności. I dlatego tak jak w ubiegłym sezonie, także w tegorocznym Hiszpanie będą przeciwko turystom protestować.
Najmocniej w Barcelonie, gdzie symbolem protestów stały się pistolety na wodę, z których mieszkańcy strzelają podczas manifestacji do przyjezdnych. Miasto stało się ofiarą własnego sukcesu, miejscem najczęściej w Hiszpanii najeżdżanym przez gości, w którym własny dach nad głową jest dla statystycznego Hiszpana nieosiągalny. Wszystko, co jest, idzie na pniu w krótkoterminowym wynajmie. Dla miejscowych miejsca brak. I dlatego za trzy lata usługa typu AirBnB będzie w Barcelonie niedostępna. Kto chce - skorzysta z hotelu. A tam noclegu za mniej niż 150 euro, nawet w lokalizacji odległej do zabytkowego centrum - nie uświadczysz.
Gdzie jest tłok
Na początek lista europejska. O Barcelonie i hiszpańskich wyspach na Morzu Śródziemnym i Atlantyku już było. Teraz inne, czyli: greckie Santorini, włoskie Agrigento, Wenecja i Rzym, Dubrownik w Chorwacji, Amsterdam w Niderlandach oraz stolica Francji - Paryż. A na świecie Bali, Ko Samui, Kioto, Mount Everest, Brytyjskie Wyspy Dziewicze oraz Nort Coast 500, malownicza droga na północnym wybrzeżu Szkocji. Która została dosłownie 'rozjechana' przez użytkowników Instagrama. 800-kilometrowa NC-500 stała się bohaterką tak wielu wpisów, że dorobiła się korków, zapchanych parkingów i zniszczonych poboczy. Nad wybrzeże ściągnęli z całego świata zmotoryzowani miłośnicy surowego szkockiego piękna. I systematycznie rozjeżdżają drogę. Tak intensywnie, że władze zastanawiają się nad wprowadzeniem dla nich opłaty. Bo miejscowych nie stać na ciągłe naprawianie szkód, o przedzieraniu się przez korki nie wspominając. I to w jednym z najbardziej odludnych zakątków Europy.
Jak radzą sobie inne gwiazdy na turystycznej mapie Europy? Numer jeden to Wenecja. Już wprowadziła bilety za wejście do zabytkowego centrum, są też limity gości i ograniczenia w porcie dla wielkich wycieczkowców. Wysypujący się z nich tysiącami goście dosłownie zadeptywali plac świętego Marka. Po wprowadzeniu opłat sytuacja stała się bardziej znośna, ale nie idealna. No i są pieniądze na usuwanie szkód wyrządzanych przez zwiedzających.
Numer dwa: Santorini. Wszyscy pasażerowie przybywający do greckich portów są objęci specjalnymi opłatami, a opłata jest wyższa na Santorini i Mykonos. Podniesiono też taksę klimatyczną. Podobnie jak w Wenecji obowiązują ograniczenia dla morskich wycieczkowców. Liczba łóżek w najmie krótkoterminowym będzie zależeć od liczby łóżek w hotelach i nie można jej zwiększać. Restrykcje dotyczące najmu zaczynają też obowiązywać w części Aten, gdzie będzie on całkowicie zakazany.
I teraz numer trzy - nieoczywisty, bo jest to Norwegia. Ofiara jednego z wiodących soszjalowych trendów w turystyce, czyli 'coolcation'. Od cool - chłód i vacation - wakacje. Czyli wakacje na chłodno.
Kto nie znosi obezwładniających 40-stopniowych śródziemnomorskich upałów, obiera kierunek na północ. I dlatego Norwegia bije rekordy popularności. W ubiegłym roku liczba turystów była tam najwyższa w historii, a przyjezdni okupowali Lofoty, słynne na cały świat z hodowli odpornych na pogodę owiec. Zapchane są drogi i parkingi, nie sposób znaleźć publiczną toaletę bez kolejki. Norweski rząd wprowadza więc podatek turystyczny - 3 procent od ceny każdego noclegu. Na pewno będzie drożej, ale nie wiadomo czy będzie mniej tłoczno. Bo północ idzie po kolejne rekordy, a podobne do norweskich problemy mają już Kanada, Islandia i Finlandia.
Zerknijmy jeszcze do Włoch. W Portofino za zatrzymywanie się dla zrobienia sobie selfie i tamowanie ruchu pieszych - 500 euro mandatu, nad jeziorem Garda za skok do wody z klifu - 700 euro. W Sorrento za spacer w kąpielówkach poza plażą - kara 500 euro. W Pompejach i w Colosseum obowiązują limity wejściówek. Pojawili się nawet oszuści handlujących podrabianymi biletami. Policja regularnie ich wyłapuje.
A może Uzbekistan?
Na koniec coś dla tych którym wydaje się, że w Europie ujdą tłumom. Na przykład wybierając nieoczywiste kierunki wyjazdu. I tu niespodzianka - na ten sam pomysł wpadło w tym sezonie rekordowo wiele osób. W portalach turystycznych pojawiły się listy miejsc rzekomo mniej tłocznych, królują Albania, Czarnogóra i Węgry. Ale i tu liczby wprawiają w osłupienie. Według jednego z agregatorów danych w porównaniu z ubiegłym rokiem liczba rezerwacji w Czarnogórze na lipiec, sierpień i wrzesień wzrosła o 24 procent, w Budapeszcie o 143 procent, w Czechach o 300 procent, a w Słowenii o ponad 450 procent. I dlatego eksperci do spraw podróży mają nowe turystyczne polecajki. Na ich czele znalazł się ostatnio Uzbekistan, który jeszcze nie zdążył zostać gwiazdą Instagrama. I na Uzbekistanie zakończymy, życząc Wam wakacji w fantastycznych nastrojach, niezależnie od tego czy spędzicie je daleko czy blisko.
Źródło: TOK FM