advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Ludzie

Hejt, przemoc i brak pomocy. "Skala 'szarych' incydentów jest ogromna"

3 min. czytania
07.10.2025 13:53

Uniwersytet Warszawski powołał zespół do walki z nienawiścią i hejtem. Skala tego zjawiska jest ogromna - mówi nam członkinii podobnego zespołu, który działa przy Prokuratorze Generalnym i dzieli się nowymi danymi.

zdj. ilustracyjne
zdj. ilustracyjne
fot. Dawid Wolski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie inne inicjatywy podjął Uniwersytet Warszawski przeciwko mowie nienawiści?
  • Dlaczego osoby doświadczające przemocy rzadko zgłaszają takie przypadku?
  • Jak kampanie polityczne wpływają na skalę hejtu w Polsce?
  • Co należy zmienić w ściganiu przestępstw z nienawiści?

Uniwersytet Warszawski to jedna z pierwszych uczelni, która zdecydowała się na powołanie zespołu rektorskiego do spraw przeciwdziałania mowie nienawiści i hejtowi. Inicjatywa ma pokazać sprzeciw zjawisku, które w ostatnim czasie przybiera na sile. 

To nie pierwsze tego typu działanie uniwersytetu. Już wcześniej prowadził kampanię: "Hejt boli. UWażajmy na słowa". "Seria przygotowanych i dostępnych w kanałach UW spotów, filmów, plakatów, ulotek i materiałów edukacyjnych mówi wyraźnie, że każda osoba, która doświadczyła mowy nienawiści lub była jej świadkiem, znajdzie wsparcie na uczelni. Kampania jest jednym z działań podejmowanych przez uniwersytet na rzecz równego traktowania i promocji wartości akademickich, takich jak wzajemny szacunek i etyka słowa" - wskazuje uczelnia.

"Mamy olbrzymią eskalację przemocy bezpośredniej"

- Często mam do czynienia z sytuacjami, w których ktoś doświadcza przestępstwa motywowanego uprzedzeniami i zastanawia się, czy w ogóle iść z tym na policję albo do prokuratury. I niejednokrotne - z różnych przyczyn - nie idzie - mówi TOK FM Joanna Grabarczyk-Anders z Żydowskiego Stowarzyszenia Czulent, która jest członkinią zespołu do spraw przestępstw motywowanych uprzedzeniami i mowy nienawiści przy Prokuratorze Generalnym. - Tych spraw jest coraz więcej, dotykają osób na ulicach. Jest olbrzymia eskalacja przemocy bezpośredniej i często te osoby nie decydują się złożyć zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa - dodaje nasza rozmówczyni.

Jak informuje, udało jej się dotrzeć do danych Prokuratury Krajowej, z których wynika, że "w poprzednim roku kalendarzowym mieliśmy największą do tej pory skalę przestępstw, zarejestrowanych" związanych z hejtem. - To prawie dwa tysiące - podaje. - A z nieoficjalnych informacji, jeśli chodzi o statystyki policji, wynika, że tych przestępstw w 2025 roku, na teraz - jest o około 40 procent więcej niż w latach ubiegłych. W mojej ocenie to i tak jest wierzchołek góry lodowej - przyznaje gościni TOK FM. 

"Szare" incydenty nie trafiają do mediów

Bo według naszej rozmówczyni "olbrzymia jest skala 'szarych', czyli niezarejestrowanych przez nikogo incydentów, które nigdy nie trafią ani do mediów, ani na policję". - To są rzeczy, które dotykają dzieciaki w szkole albo osób, które mówią po polsku ze wschodnim akcentem. Jest też część cudzoziemców, która w ogóle nie ma świadomości, że nienawiść, dyskryminacja, hejt są karane i można z tym iść na policję - zwraca uwagę.

Ale jest też druga strona - czyli osoby zgłaszające, które nie otrzymują pomocy. - Kilka dni temu konsultowałam sprawę, w której pewna osoba została pobita na ulicy, kolejny raz. I już nie poszła na policję, ponieważ poprzednie zawiadomienie skończyło się fiaskiem, nie znaleziono sprawcy. Uznała więc, że więcej nie będzie tego zgłaszać, bo i tak jej nikt nie pomoże - opisuje Grabrczyk-Anders.

I podkreśla, że brak wsparcia takich osób to "olbrzymi problem", który sprawia, że obywatel przestaje ufać państwu. - Nie może być przyzwolenia na to, że ktoś zostaje pobity, bo ma wschodni akcent, bo jest Ukraińcem czy Żydem, bo jest muzułmaninem czy katolikiem. Takie rzeczy nie mogą się dziać - nie ma wątpliwości gościni TOK FM. 

Hejt przez kampanie polityków?

W ocenie Joanny Grabarczyk-Anders ta rosnąca skala hejtu ma związek z kampaniami wyborczymi, które miały miejsce w ostatnich latach. - W tych kampaniach temat migracji, Ukrainy albo wręcz wskazywania, że osoby z Ukrainy są winne niemal całemu złu tego świata, stał się codziennością. I to jest też nakręcane treściami dezinformacyjnymi, a w efekcie wpływa na bezpieczeństwo osób, które w Polsce mieszkają - uważa nasza rozmówczyni.

Przekonuje, że jeszcze kilka lat temu przestępstwa motywowane uprzedzeniami "były raczej incydentalne". - Większość spraw dotyczyła obrażania, wpisów w internecie albo różnych rzeczy, które się działy na demonstracjach czy kontrmanifestacjach. Dziś przybiera to zupełnie inny wymiar - dodaje pani Joanna.

Joanna Grabarczyk - Anders
fot.

Anna Gmiterek-Zabłocka/ TOK FM

Co powinno się zmienić?

Grabarczyk-Anders nie ma wątpliwości: "w kwestii ścigania sprawców przestępstw z nienawiści nic się nie zmienia". - Nie mamy masowych szkoleń dla prokuratorów ani dla policjantów, jak prowadzić skutecznie takie dochodzenia. Nie mamy też politycznego komunikatu, który mówiłby: "Nie ma w naszym kraju przestrzeni na nienawiść". Dlaczego? Bo to nie przysparza wyborców i po prostu politycznie się nie opłaca. I mówię to z ogromnym smutkiem - podsumowuje nasza rozmówczyni. .

Źródło: TOK FM