,
Obserwuj
Ludzie

"Rosja wydaje 4 mld dolarów, by mieszać nam w głowach". Co na to Polska?

4 min. czytania
23.08.2025 07:00

Choć Polska wydaje miliardy na zbrojenia, walkę z równie groźnym zagrożeniem - dezinformacją - traktuje po macoszemu. Eksperci alarmują: brak edukacji, ignorancja polityków i przyzwolenie na manipulację mogą kosztować nas znacznie więcej niż się wydaje.

"Rosja wydaje miliardy na dezinformacje" - mówi ekspert
"Rosja wydaje miliardy na dezinformacje" - mówi ekspert
fot. Julia Demaree Nikhinson/Associated Press/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego dezinformacja jest groźna?
  • Co - zdaniem eksperta - należy zrobić, by skutecznie próbować z nią walczyć?
  • Jak w świetle walki z dezinformacją wypadają polscy politycy?
  • Nauka w odwrocie. Coraz więcej Polaków wierzy w teorie spiskowe - to temat weekendu TOK FM.

- Wydajemy grube miliardy na wzmocnienie naszej armii, na uzbrojenie, produkcję amunicji. Robimy to oczywiście słusznie, ale gdyby chociaż jeden procent tych pieniędzy przeznaczać na wzmocnienie naszej odporności na dezinformację, to na pewno byśmy z tego bardzo skorzystali. Nie zdajemy sobie bowiem sprawy, jak perfidne i niebezpieczne jest to narzędzie - mówi TOK FM Grzegorz Rzeczkowski, dyrektor Centrum Badań nad Dezinformacją Uniwersytetu Civitas w Warszawie.

Ekspert jest też członkiem Rady Konsultacyjnej ds. Odporności na Dezinformację Międzynarodową przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych. I podkreśla: "Rosja rocznie na wojnę informacyjną wydaje 4 miliardy dolarów. To jest ogromna suma pieniędzy na to, by - mówiąc kolokwialnie - mieszać nam w głowach za pomocą mediów społecznościowych i innych przekazów".

Kluczowe więc - jego zdaniem - jest zbudowanie odporności społeczeństwa na tę dezinformację. Potrzebna jest edukacja i szeroko zakrojone szkolenia, by każdy umiał oddzielić prawdę od fałszu, znał podstawowe zasady fact-checkingu.

- Mówi się, że dezinformacja jest nie tyle elementem wojny informacyjnej, a wojny kognitywnej, a więc walki o nasze umysły. O to, co i jak na dany temat myślimy. Dlatego trzeba wiedzieć, jak odbierać informacje, jak korzystać z mediów, w tym mediów społecznościowych, jakim źródłom wierzyć, a jakim nie. I nie można z tym zwlekać. Dezinformacja pączkuje. Nie mamy czasu, to się dzieje tu i teraz - wskazuje nasz rozmówca.

Ważna informacja

W ten weekend w TOK FM przyglądamy się tematowi dezinformacji. Raport Eurobarometr, opublikowany w 2025 roku, ujawnia niepokojące dane o stanie wiedzy naukowej i skłonności do wiary w teorie spiskowe w Polsce. Wyłania się wyraźny trend: pogarszająca się kondycja zaufania do nauki, rosnąca podatność na dezinformację i jedna z najwyższych w Europie skłonność do pseudonaukowego myślenia.

Politycy ignorują temat dezinformacji?

Jak wskazuje gość TOK FM, rządzący prawdopodobnie nie doceniają skali zagrożenia i możliwości, jakie daje dezinformacja. - Z drugiej zaś strony mam takie wrażenie, że politycy obawiają się dotykania tego tematu. Nie chcą być oskarżonymi o to, że kneblują wolność słowa, bo przecież każdy ma prawo wypowiadać się jak chce, gdzie chce i o czym chce. Zapewne boją się też tego, że zaraz sami byliby sprawdzani: czy to, co mówią, jest zgodne z faktami, czy to nie jest przypadkiem manipulacja - mówi Rzeczkowski.

I właśnie to, jego zdaniem, może być jednym z powodów, dlaczego w Polsce walka z dezinformacją kuleje.

Nasz rozmówca nie ma też wątpliwości, że część polityków nauczyła się doskonale z dezinformacji korzystać. - Szczególnie ci z radykalnej prawicy posługują się swobodnie kłamstwem, manipulacją, mową nienawiści. Robią to po to, żeby zniszczyć przeciwnika, osłabić go, zniechęcić do walki, podzielić nasze społeczeństwo, zdobyć poparcie wśród osób o podobnych poglądach - opowiada ekspert z Uniwersytetu Civitas.

Jak dodaje, "z ubolewaniem obserwuje brak reakcji na tę manipulację". - Przecież jedną z największych operacji o charakterze dezinformacyjnym było wszystko to, co wokół katastrofy smoleńskiej zrobił Antoni Macierewicz - uważa Rzeczkowski. - Zaniechaniem było nierozliczenie tego, co się wtedy wydarzyło albo chociaż nieopisanie tego przez odpowiednie instytucje państwa i pokazanie opinii publicznej: zobaczcie, jakich metod użyto, co się tam stało i do czego to doprowadziło - dodaje.

Redakcja poleca

Dezinformacja a szczepienia

Z zalewem kłamstw i manipulacji spotyka się na co dzień w swojej pracy prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

- W czasie pandemii zobaczyłam, jak duże i dobrze zorganizowane jest środowisko antyszczepionkowców. Mają swoje wydawnictwa, swoje "źródła naukowe" - mówi pani profesor.

- Stosują różne mechanizmy dezinformacji, na przykład fałsz albo powoływanie się na rzekome autorytety - przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych - które od dawna uznane są za dezinformatorów. Niektórzy przedstawiają rzekomą literaturę naukową na poparcie swoich tez. A jest to często literatura, która jest serwowana właśnie przez antyszczepionkowe wydawnictwa - nikt inny by nie przyjął do druku takich prac - przekonuje ekspertka. Wskazuje też na częsty w tym środowisku cherry picking, czyli wyrywanie zdania czy akapitu z kontekstu, nie biorąc pod uwagę całości pracy.

 

Redakcja poleca

Prof. Szuster-Ciesielska przyznaje, że zaciętych antyszczepionkowców nie jest w stanie przekonać do swoich racji i do wyników badań, ale - jak dodaje - jest grupa, o którą warto zawalczyć.

- To są rodzice, którzy wciąż się wahają, czy szczepić swoje dzieci. Czytają informacje z jednej i z drugiej strony, i są w kropce. I z nimi warto dyskutować, dostarczać im wiedzy naukowej, wyników konkretnych badań. I ja to robię, m.in. wtedy gdy do mnie piszą z pytaniami - podkreśla gościni TOK FM.

Jej zdaniem jest "mocno niepokojące", że coraz więcej osób rezygnuje ze szczepień. Dane statystyczne mówią wyraźnie, że od roku 2017 gwałtownie wzrasta - rok do roku - liczba osób, które odmawiają szczepień. 

- W ubiegłym roku to było blisko 90 tysięcy odmów u dzieci - mówi pani profesor. I przestrzega, że to wiąże się z możliwością powrotu chorób, o których dawno zapomnieliśmy. Chodzi chociażby o krztusiec czy odrę.