Wszystkie życia Piotra. Od bankiera wietnamskiej mafii po udawanego księdza [NIEŚWIĘTY]
- Poznałam trzy życia Piotra. W każdym inaczej się nazywał i miał różne oblicza. Miał być bankierem mafii, sam przedstawiał się jako ksiądz. Był kochającym mężem oraz gwałcicielem. Aniołem, ale też diabłem - mówi Anna Sobolewska, autorka serialu TOK FM "Nieświęty".
- "Nieświęty" to nowy serial TOK FM, w którym Anna Sobolewska idzie śladem Piotra, niedoszłego księdza podejrzanego w śledztwie ws. prania pieniędzy z nielegalnego handlu w Wólce Kosowskiej, i pokazuje Polskę ukrytą w cieniu;
- "Odkryłam półświatki, w których przestępcy żyją w symbiozie ze związkami wyznaniowymi. Są używane do prania brudnych pieniędzy, nielegalnego handlu, przemytu i wyłudzeń z Funduszu Kościelnego. To nie jest przypadek, że akurat księża robią takie przekręty" - mówi dziennikarka;
- "W niszowej organizacji religijnej możliwy jest błyskawiczny awans. Nie trzeba kończyć nawet seminarium - księdzem zostaniesz w jeden dzień. Wystarczy, że zrobisz donację lub obiecasz jakieś pieniądze z przyszłego biznesu, a już dostajesz pełnomocnictwa i zaczynasz ciemne sprawki" - opisuje rozmówczyni tokfm.pl.
Anna Sobolewska, autorka nowego serialu TOK FM, prowadzi dziennikarskie śledztwo wokół największej od trzech dekad sprawy prania brudnych pieniędzy w Polsce. Chodzi o wyprowadzenie z kraju ponad 8,5 mld złotych w gotówce. Pieniądze wywożono w reklamówkach z największego w tej części Europy azjatyckiego centrum handlowego, które działa w Wólce Kosowskiej pod Warszawą. Proceder miała nadzorować wietnamska mafia. Dziennikarka, próbując odtworzyć metody działania oskarżonych przez prokuraturę osób, trafia na trop mężczyzny, który sprowadził jej śledztwo na zupełnie nowe tory. Nagle, z polskiego Chinatown przenosi się do równie hermetycznego i barwnego świata niszowych kościołów. Jakim cudem Polak podający się za księdza wspiął się na szczyty azjatyckiego półświatka? Odpowiedź na to pytanie to tylko wstęp do fascynującej historii człowieka, który latami zwodził organy ścigania i całą rzeszę ludzi, którzy stanęli na jego drodze. Uduchowiony gangster? A może mistrz manipulacji? Piotr N., Piotr S. - Piotr K., która tożsamość jest tą prawdziwą? To także opowieść o kulisach działania różnej maści oszustów wykorzystujących dziurawe prawo, regulujące w Polsce działalność małych związków wyznaniowych. Premiera w aplikacji TOK FM i na tokfm.pl we wtorek 16 września - pierwszego odcinka będzie można słuchać od godz. 7 rano, a następnych - w kolejne wtorki.
Konrad Oprzędek, tokfm.pl: Od roku badasz historie "księdza" Piotra. Jak on właściwie się nazywa?
Anna Sobolewska, autorka serialu "Nieświęty": - Poznałam trzy jego życia i w każdym inaczej się nazywał. Urodził się jako Piotr K., potem był Piotrem S. i w końcu został Piotrem N. Zmieniał nazwiska i wyrabiał nowe dowody osobiste. W każdym z tych żyć miał różne oblicza.
Jakie jego wcielenia poznałaś?
- Niedoszłego księdza i bankiera mafii. Kochającego męża oraz gwałciciela. Anioła, ale też diabła.
Zacznijmy od anioła.
- Tak mówili o nim ludzie, którzy go znali. Uchodził też za rycerza i marzenie każdej kobiety. Wszystko dlatego, że z wielkim poświęceniem opiekował się ciężko chorą żoną. W tej historii miłość aż iskrzyła. Pokazano ją nawet w filmie, który został nominowany do Oscara. Jednak twórcy tego dokumentu pominęli fakt, że Piotr już wtedy był skazany za gwałt na studentce z Poznania.
Czyli kolejne jego wcielenia: bohater filmu z nominacją do Oscara i więzień.
- Za kratami miał spędzić cztery lata i sześć miesięcy. Gdy jednak zachorowała mu żona, dostał odroczenie wykonania kary, żeby mógł opiekować się ukochaną.
Ludzie, którzy mieli go za anioła, wiedzieli, że był gwałcicielem?
- Niektórzy uznali, że został wrobiony przez swoją ofiarę. Inni uwierzyli w jego późniejsze nawrócenie, bo jakiś czas po wyjściu z więzienia zaczął podawać się za księdza. Mogło się wydawać, że to ma sens. Wcześniej przecież studiował w seminarium w Szczecinie, doszedł do pierwszych święceń i został diakonem. Robił też na ludziach wrażenie niesamowicie uduchowionego. Rozmawiał z nimi o śmierci i przekonywał, że jest po niej życie. Wyglądało więc, jakby umierająca żona odsłoniła w nim jasną stronę.
To zresztą jest zagadka: czy duchowość Piotra od początku była jedną wielką ściemą, czy też naprawdę miał moment nawrócenia? Ale nawet jeśli to drugie, to szybko wrócił na złą drogę.
Zaczął na niej gubić różne okruszki, a ty je zbierałaś.
- Na pierwszy okruszek trafiłam przypadkiem w Wólce Kosowskiej, czyli ogromnym targowisku pod Warszawą. W 2021 roku zrobiłam reportaż dla TVN24 o azjatyckiej mafii, która zarabia tam miliardy złotych i okrada polskie państwo, nie płacąc podatków. Brudne pieniądze przepuszcza przez system bankowy i przelewa za granicę. W ciągu trzech lat wyprowadziła z Polski prawie 9 mld zł.
Chciałam wrócić do tematu i właśnie o nim miał opowiadać serial, o którym teraz rozmawiamy. Ale dowiedziałam się, że w sprawę prania brudnych pieniędzy z Wólki byli zamieszani też tajemniczy zakonnicy z Polski. Szefem tej grupy okazał się właśnie Piotr. Był bankierem mafii. Ruszyłam po jego śladach.
Czekaj, zakonnicy prali brudne pieniądze?
- Rozumiem twoje zdziwienie, bo na początku też je czułam. Myślałam, że to barwny, ale jednostkowy epizod. Ale poszłam tropem Piotra i dotarłam do pewnego niszowego kościoła "narodowego". To związek wyznaniowy, który ma biskupów, księży, świątynie w całym kraju i około tysiąca wiernych. Okazało się, że Piotr używał go jako przykrywki do swojej przestępczej działalności. I że tak w Polsce działa wielu ludzi w koloratkach.
Odkryłaś kawałek Polski ukryty w cieniu. Co właściwie tam zobaczyłaś?
- Półświatki, w których przestępcy żyją w symbiozie ze związkami wyznaniowymi. W Polsce jest ich zarejestrowanych prawie 200. Oczywiście, nie wszystkich używa się do prania brudnych pieniędzy, nielegalnego handlu, przemytu czy wyłudzeń z Funduszu Kościelnego. Ale to nie jest przypadek, że akurat księża robią takie przekręty. Jak jesteś przestępcą, który np. nie chce płacić podatków, to zakładasz koloratkę. Organizacje religijne są po prostu świetnym narzędziem do prowadzenia nielegalnych interesów.
Piotr robił je przez wiele związków wyznaniowych. W każdym udało mu się omotać zwierzchników i dostać odpowiednie pełnomocnictwa. Zakładał przykościelne spółki, przez które później transferował duże pieniądze.
Dlaczego nie skończył seminarium Kościoła katolickiego i tam nie robił przekrętów? Wydaje się, że potężniejsza instytucja to większe możliwości. Zamiast tego poszedł w niszowe organizacje religijne?
- Myślę, że kariera w Kościele katolickim jest trudniejsza. Po studiach trafiłby na parafię i musiałby się wyróżniać, żeby zostać zauważonym przez kurię. Później - w najlepszym razie - mozolnie wspinałby się po kolejnych szczeblach drabiny władzy, żeby ewentualnie móc ją wykorzystać do nadużyć. A to wszystko jest czasochłonne.
W niszowej organizacji religijnej możliwy jest błyskawiczny awans. Nie trzeba kończyć nawet seminarium - księdzem zostaniesz w jeden dzień. Wystarczy, że zrobisz donację lub obiecasz jakieś pieniądze z przyszłego biznesu, a już dostajesz pełnomocnictwa i zaczynasz ciemne sprawki.
Te Kościoły służą tylko do robienia interesów?
Niektóre tak, są tworami fikcyjnymi. Mają np. po trzech biskupów, pięciu księży, kaplice w garażach i zero wiernych. Nie zawsze piorą brudne pieniądze, czasem po prostu - jak już opisały media - wysyłają duchownych na cmentarze, by tam grasowali. Zawierają układy z administratorami tych miejsc, a potem polują na rodziny zmarłych. Żałobnicy myślą, że zamawiają pogrzeb w obrządku rzymskokatolickim, a tak naprawdę robią to w jednym z wielu kościołów, który ma w nazwie przymiotnik "katolicki".
Szukając wspólników Piotra, trafiłaś też na raj dla foliarzy. Duchowni oferowali ludziom kąpiele uzdrawiające w wodach, które miały przypominać te płodowe. Przy okazji straszyli szczepionkami, WiFi, 5G i zniechęcali do medycznych metod leczenia nowotworów.
- Ten biznes rozkręcił zakonnik, wspólnik Piotra. Wsadzał staruszków do wanny z błotem, a raczej z jakąś brunatną substancją, po czym kazał im tam siedzieć przez 12 godzin. Te "cudowne" kąpiele były organizowane pod egidą właśnie niszowego kościoła.
Dlaczego twoimi przewodnikami po tych półświatkach są często szemrane postacie, ludzie z zarzutami prokuratorskimi?
- Bo są jedynymi ludźmi, którzy poznali te miejsca ukryte w cieniu. Służby nie do końca je zinfiltrowały. Dla nich bardzo niewygodnym tematem jest symbioza przestępców ze związkami wyznaniowymi. Bo mamy wolność religijną, a prześwietlanie kościołów przez służby kojarzy się z mrocznym komunizmem. Dlatego niechętnie to robią. W dużej mierze to pole dalej leży odłogiem.
Policja, prokuratura i Krajowa Administracja Skarbowa nigdy też nie chciały rozmawiać o mafii z Wólki Kosowskiej. Mają na to alergię. Powtarzają tylko, że sprawę już dawno rozwiązały i tam już nic się nie dzieje. Mówią tak, bo stoją w Wólce jak drogówka i niewiele widzą. To świadczy o bezradności państwa.
Zaczęliśmy od Piotra jako anioła, a kiedy w oczach ludzi stawał się diabłem?
- Jeden z księży z naszego kościoła "narodowego" wspominał w rozmowie ze mną, że Piotr budził strach. Uszył sobie czarny habit z ogromnym kapturem, a że miał ciemne włosy, brwi, zarost i groźny wyraz twarzy, to podobno wyglądał jak sama śmierć albo właśnie diabeł.
Miał też zastraszać księży, gdy czuł, że sprawy wymykają mu się z rąk. A działo się tak wtedy, gdy w kościele wykryto jego nielegalne interesy i chciano mu cofnąć pełnomocnictwa. Niektórzy po tym bali się o swoje bezpieczeństwo.
Podczas pracy nad serialem "Nieświęty" też usłyszałam, że jeśli nie przestanę zajmować się tą sprawą, to szkoda mnie będzie. Bo ktoś strzeli mi w głowę. Mówił to wspólnik Piotra, ale w formie "dobrej rady". Z początku nawet nie zorientowałam się, że to mogła być groźba.
Piotr miał co najmniej trzy tożsamości, ale i tego było mu mało. W każdym z tych wcieleń miał jeszcze różne twarze.
- Tak, jako ksiądz robił różne przekręty, a jednocześnie był grafikiem komputerowym w pewnej firmie. Ludzie stamtąd nie wiedzieli, że po pracy zakłada koloratkę i działa w nielegalnym handlu. Wierzyli w twarz, którą akurat im pokazał.
Na niektórych robił wrażenie błyskotliwego geniusza. Mówili, że jego wyobraźnia przekracza możliwości zwykłego człowieka. Czuli się przy nim onieśmieleni i nie potrafili się odezwać.
Inni nazywali go mistrzem manipulacji. Podkreślali, że miał wyjątkowy zmysł obserwacji i bezbłędnie odczytywał potrzeby ludzi, a potem to wykorzystywał. Robił tym na ludziach duże wrażenie i ich sobie zjednywał. Kolejni opisywali go jako człowieka, który nie odczuwał emocji. Uważali go za psychopatę. Tak, miał wiele oblicz.
Co z nim się stało?
- Usłyszał zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i trafił do tymczasowego aresztu. Ale sprawa w prokuraturze ciągnęła się zbyt długo i w końcu musiał zostać wypuszczony. Co dalej? Nie chcę palić puenty serialu. Zapraszam do jego słuchania.
Źródło: TOK FM