Co spadło na dom w Wyrykach? Polacy się kłócą, a Putin zaciera ręce. "To, co zrobiło BBN, było karygodne"
- Jednym z podstawowych celów propagandy rosyjskiej jest rozmiękczenie polskiego społeczeństwa. Doprowadzenie do tego, że jak Ruscy zaatakują, a trzeba brać to pod uwagę, że kiedyś zaatakują, to w polskim społeczeństwie będą takie nastroje, że lepiej nie walczyć, lepiej się poddać, lepiej dyskutować. I tego się obawiam - stwierdził w TOK FM prof. Paweł Kowal.
- Co spadło na dom w Wyrykach? Dron czy rakieta z polskiego F-16?
- Prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego domaga się od rządu wyjaśnień w tej sprawie;
- Głos zabrał już premier Donald Tusk;
- Zdaniem Pawła Kowala publiczne przepychanki słowne szkodzą słowne, są zupełnie niepotrzebne.
"Rzeczpospolita" podała we wtorek – powołując się na anonimowe źródła „w najważniejszych strukturach państwa zajmujących się bezpieczeństwem państwa” – że dom, który został uszkodzony we wsi Wyryki w woj. lubelskim, nie został uszkodzony przez spadającego drona, a przez wystrzeloną przez polski samolot F-16 zabłąkaną rakietę przeciwlotniczą.
We wtorek sprawę postanowiło skomentować prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, które przekazało, że Karol Nawrocki oczekuje szybkich wyjaśnień od rządu w tej sprawie. Głos zabrał także premier Donald Tusk, który nie krył oburzenia. "Łapy precz od polskich żołnierzy" - napisał szef rządu, podkreślając, że "cała odpowiedzialność za uszkodzenia domu w Wyrykach spada na autorów dronowej prowokacji, czyli Rosję".
Kowal o awanturze między rządem a prezydentem. "Byłem przerażony"
Sprawę słownej przepychanki na linii prezydent-rząd skomentował w TOK FM prof. Paweł Kowal, przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, pełnomocnik rządu ds. odbudowy Ukrainy. Jak podkreślił, właściwie trudno to skomentować. - Byłem przerażony, kiedy to czytałem. Na początku w ogóle nie rozumiałem, o co chodzi i dlaczego czołowe postaci odpowiedzialne za bezpieczeństwo wchodzę w tę dyskusję, dezawuując polskie instytucje, które w gruncie rzeczy były Bogu ducha winne - stwierdził w "Poranku TOK FM" Kowal.
Zapytany, czy tego typu dyskusje szkodzą Polsce, potwierdził. - Tak, szkodzi bardzo, ale konkluzja jest taka, że jeżeli wszyscy, którzy biorą udział w tych dyskusjach publicznych, szybko się nie pozbierają, to skutki mogą być niewyobrażalne - odparł rozmówca Macieja Głogowskiego. Jak dodał Kowal, spory na naszym rodzimym podwórku mogą sprawić, że Putin będzie tylko bardziej atakował.
- Nawet nie patrzę na to, co się wydarzyło w ubiegłym tygodniu, tylko widzę eskalację. Widzę, że pierwsze ataki dotyczyły cyberprzestrzeni, później były podpalenia i akty dywersji, widzę, że Putin jest rozedrgany, bo nie po jego myśli idą rozmowy z Trumpem ws. wojny w Ukrainie. Wiem z doświadczenia, że kolejna na celowniku będzie Polska. I teraz zaczną się różne wydarzenia, które będą miały na celu zniszczenie jedności polskiej opinii publicznej - zaznaczył Kowal.
"Trzeba ważyć słowa"
Prowadzący audycję Maciej Głogowski zwrócił uwagę, że Putin nawet nie musi się za bardzo starać, bo my sami przecież niszczymy tę jedność właśnie takimi słownymi przepychankami. Gość TOK FM odparła, że właśnie dlatego pojawia się pytanie, co robią w tej sytuacji polscy politycy i ci urzędujący i ci, którzy kiedyś pełnili istotne dla państwa role, bo powtarzanie tez, że Polska jest słaba i sobie nie radzi, jest bardzo szkodliwe.
- Ważne jest to, jak komunikują się politycy, to też dotyczy opozycji. Musimy zrobić wszystko, by dążyć do współpracy w sprawach bezpieczeństwa. Będziemy perswadowali, żeby wszyscy odpowiedzialni za komunikację w tych czasach, ważyli słowa - doprecyzował Kowal.
Prowadzący "Poranek" zauważył, że Polacy mają prawo wiedzieć, co się wydarzyło tej pamiętnej nocy, ale chodzi też o styl komunikacji, - Ja zwracam uwagę na to, co się wydarzyło w BBN. Tam ktoś podpalił tę dyskusję i ja chce się od pana dowiedzieć, jaki będzie tego efekt - dociekał Głogowski. - Tak, społeczeństwo ma prawo wiedzieć, ale nie wszystkie informacje przychodzą tu i teraz. Pewne rzeczy mogą być zakomunikowane później i musimy się przyzwyczaić do minimum zaufania w tych czasach, w jakich żyjemy - wyjaśnił prof. Kowal.
Gość TOK FM podkreślił, że choć formalnie jesteśmy w stanie pokoju, to realnie jesteśmy w stanie przedwojnia. - Jednym z podstawowych celów propagandy rosyjskiej jest rozmiękczenie polskiego społeczeństwa i doprowadzenie do tego, że jak Ruscy zaatakują, a trzeba brać pod uwagę, że kiedyś zaatakują, to w polskim społeczeństwie będą takie nastroje, że lepiej nie walczyć, lepiej się poddać, lepiej dyskutować. I tego się obawiam. I w tym bierze udział część opozycji, jak i liderzy opinii publicznej. Tu trzeba dużo więcej ostrożności, bo to, co zrobiło BBN, jest karygodne - skwitował Kowal.
Źródło: TOK FM