advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polityka

Kto wygrał debatę Morawiecki-Zandberg? "Ja już nie wiem, z którym Mateuszem rozmawiam"

6 min. czytania
06.09.2025 13:50

W debacie Mateusz Morawiecki kontra Adrian Zandberg nie zabrakło emocji. Politycy starli się m.in. o dług publiczny, podatek cyfrowy i mieszkalnictwo. Dowiedzieliśmy się także, co łączy polityków PiS i Razem. Kto wygrał to starcie?

Debata Morawiecki-Zandberg
Debata Morawiecki-Zandberg
fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl
  • W piątek wieczorem na kongresie Regeneracja organizowanym przez Polską Sieć Ekonomii odbyła się debata pomiędzy byłym premierem Mateuszem Morawieckim, a przewodniczącym partii Razem Adrianem Zandbergiem na temat rozwoju Polski;
  • W wypełnionej po brzegi sali Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej emocji nie brakowało;
  • Politycy poróżnili się m.in. o kwestie związane z długiem publicznym czy podatkiem cyfrowym;
  • Który z nich wygrał starcie?

Mateusz Morawiecki nie ustaje w wysiłkach, żeby znów stać się jedną z czołowych postaci w polskiej polityce i wrócić do łask prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nie boi się przy tym stanąć do walki z politykami z przeciwnych biegunów sceny politycznej. I to na nie swoim boisku.

Po zeszłotygodniowej debacie z liderem Konfederacji na warszawskim “Piwie z Mentzenem” były premier przyjechał na organizowany przez Polską Sieć Ekonomii (stowarzyszenia zaangażowanych społecznie ekspertów, którzy chcą przełamać neoliberalny monopol w polskiej debacie ekonomicznej) kongres Regeneracja w Dąbrowie Górniczej, by zetrzeć się z Adrianem Zandbergiem. Lider Razem - odkąd w 2015 roku, jako szerzej wówczas nieznany polityk, według wielu wygrał przedwyborczą debatę  - jest uważany za bardzo mocnego przeciwnika w tego typu starciach.

 

Debata Morawiecki-Zandberg. Od tego wszystko się zaczęło

Morawiecki sam wyzwał Zandberga do debaty. Wszystko zaczęło się od spięcia pomiędzy politykami na portalu X, gdzie były premier w ostrych słowach skrytykował rząd Donalda Tuska za wysoki deficyt budżetowy. Wyśmiał to właśnie polityk Razem.

"Typ jest niesamowity xD Postkeynesista? Monetarysta-histeryk? Doradca Tuska? Wróg Tuska? Fan nieodpowiedzialnego rozdawania wiz pracowniczych? Spec od kręcenia histerii na widok zespołu muzycznego z Senegalu? Ja wam wszystko, zawsze wyśpiewam!" - napisał Zandberg, pijąc do zmienności poglądów Morawieckiego, który za swoich rządów zdawał się nie przejmować wysokim deficytem.

Wówczas Morawiecki zaproponował debatę. I to na kongresie ekonomicznym z - w większości lewicową - publiką.

Zandberg zaproszenie przyjął i tak oto w piątek wieczorem doszło do debaty, na którą od rana z niecierpliwością czekali uczestnicy kongresu. Poprowadził ją przewodniczący Polskiej Sieci Ekonomii Jan Oleszczuk-Zygmuntowski.

Debata Morawiecki-Zandberg. O co spierali się politycy?

Szybko okazało się, że na sali jest także trochę osób, które przyjechały tu dla Morawieckiego i zagrzewały go okrzykami: “Mateusz”. Były premier zaś od samego początku rozmowy podkreślał, że aby Polska weszła na nową drogę rozwoju potrzebna jest innowacyjność, poprawa demografii, a także uniezależnienie od kapitału zagranicznego.

Jak można się było spodziewać, Zandberg zaczął zaś wytykać zaniechania i opóźnienia spowodowane przez rządy PiS - jak chociażby te związane z energetyką jądrową czy niedostatecznymi nakładami na naukę.

Na to Morawiecki - w swoim stylu, podobnie jak na spotkaniu z Mentzenem - rzucał liczbami jak z rękawa, pokazując, jak za jego rządów Polska była krajem mlekiem i miodem płynącym.

- Wydatki na badania, rozwój i wdrożenia - w 2015 roku 0,89 proc. PKB. A w 2023? 1,53 proc - odparł. Chwalił się także wzrostem dochodu rozporządzalnego, którym dysponuje każdy Polak. - Pokażcie mi drugie państwo w Europie, a może i na świecie, gdzie dochód rozporządzalny przez osiem lat wzrósł 104 proc. - powiedział.

- A mnie nadal nie stać na mieszkanie! - krzyknął ktoś z sali.

Były premier przyjął też taktykę, że za wszelką cenę powie to, co chce, czasem nie zważając na pytania. I zaatakował Zandberga jako tego, który popiera Zielony Ład oraz pakt migracyjny. Chwalił się także uszczelnieniem podatku CIT.

"Tam są miliardy, tam jest las. Patrzcie na las, a nie na drzewa"

Ostra dyskusja wywiązała się zaś wokół podatku cyfrowego, którego rząd Morawieckiego nie odważył się wprowadzić, a który miałby objąć cyfrowych gigantów, takich jak Google czy Meta, którzy unikają płacenia podatków w Polsce. Zarówno Zandberg jak i Zygmuntowski wytykali byłemu premierowi, że nie odważył się tego zrobić ze względu na Stany Zjednoczone.

W tym momencie Morawiecki pokazał, że zdecydowanie nie przyszedł tu podkulić ogona, a walczyć.

- Dlaczego z podatku cyfrowego wycofały się Indie, Turcja, Niemcy, Francja, Unia Europejska, Kanada? Pan przewodniczący mówi, że Polska się nie wycofała. Wiecie państwo jak jest z podatkiem cyfrowym? Podatek od reklam Facebook i Google rozlicza w raju podatkowym w Irlandii. Raj podatkowy to był mój główny wróg przez te osiem lat. Kanapki holendersko-szwajcarskie, słyszeliście o tym? Albo schematy prawnicze szwajcarsko-irlandzkie, cypryjsko-maltańskie. Tam są rozliczane. Kto może sobie z tym poradzić? No jak w szachach. Hetman na hetmana, goniec na gońca. To od tego jest Unia Europejska chyba, żeby nałożyła taki podatek cyfrowy. Dlaczego podkulili ogon i się cofnęli? - pytał.

I wytykał, że w UE od lat rządzi lewica, co wywołało wyraźne rozbawienie Zandberga i Zygmuntowskiego.

Skrytykował też projekt obecnego rządu w tej sprawie. - Mamy się narazić na wojnę ze Stanami Zjednoczonymi, dlatego że oni taki partacki projekt przygotowali? Jak chcą iść na wojnę, mają moje wsparcie, ale brutalnie radzę wszystkim - policzcie, czy nie stracimy 10 miliardów, żeby zarobić pół miliarda - stwierdził. I wrócił do podatku CIT. - Tam są miliardy, tam jest las. Patrzcie na las, a nie na drzewa - stwierdził.

- Właśnie na tym polega nieszczelność, że Google płaci podatki, ale w Irlandii - skomentował Zandberg. 

Politycy zdecydowanie różnili się też w kwestii mieszkalnictwa. I tu mocno zaczął punktować Zandberg. - Polityka absurdalnych i ignoranckich ekonomicznie dopłat do kredytów. 2-procentowe dopłaty do kredytów spowodowały wzrost cen mieszkań o 20-30 proc. w metropoliach. Panie premierze, nie tylko chciałbym usłyszeć od pana, że poprze pan naszą propozycję podatku antyspekulacyjnego, ale chciałbym też usłyszeć od pana "przepraszam młode pokolenie" za to, że wkopał ich pan w te kretyńskie dopłaty dla deweloperów - mówił Zandberg.

Takie słowa jednak ze strony Morawieckiego nie padły, zaś jego obrona o budowie mieszkań była mało przekonująca. - Proszę mi przypomnieć, ile państwo wybudowali mieszkań z wielkiego programu “Mieszkanie Plus”? - pytał Zandberg. - 30 tysięcy… - stwierdził Morawiecki.

 

Były premier nie ustawał też w krytyce długu publicznego, choć tu było zdecydowanie "dwóch na jednego", bo i Zandberg, i Zygmuntowski tłumaczyli mu, że w dziurze budżetowej nie ma nic złego. Wspomnieli też, że również zadłużał Polskę np. w czasach covidu, co pomogło nie zatrzymać gospodarczego rozwoju.

Co łączy Morawieckiego i Zandberga? "Cieszę się, że zapisał się pan do mojego obozu"

Na koniec politycy dostali zadanie, by poszukać tego, co ich łączy.

- Ja już nie wiem, z którym Mateuszem Morawieckim rozmawiam. Bo ten Mateusz Morawiecki brzmiał dziś czasem jak Witold Gadomski [liberalny publicysta "Gazety Wyborczej" - red.]. Jak pan mówił o złej lewicy, która chce robić za duże inwestycje, to wręcz powiało Balcerowiczem. Więc mam nadzieję, że nadal się zgadzamy, że to opodatkowanie zysków banków trzeba zrobić i to nie tą protezą, którą proponuje Domański tylko na twardo - powiedział Zandberg.

- Proszę pana... Ja jestem pierwszą osobą w Polsce, która nałożyła na banki podatek bankowy. Pierwszą osobą w Polsce, która wypracowała wakacje kredytowe i pierwszą osobą, która powiedziała, że w Polsce powinien obowiązywać podatek od zysków nadmiarowych. Cieszę się, że dołączył pan do mojego obozu - odparł Morawiecki.

Były premier wskazał, że na dwóch skrajach są Mentzen i Zandberg, a on chce "iść drogą środka". Stwierdził, że z Zandbergiem może go łączyć podejście do dużych inwestycji - takich jak CPK.

Debata Morawiecki-Zandberg. Kto wygrał?

Po wyjściu z sali zadowoleni wydawali się być zarówno zwolennicy Razem jak i PiS-u. - To przeintelektualizowanie i rzucanie liczbami przez Morawieckiego nie sprawiło, że tę debatę wygrał - powiedziała mi jedna z członkiń partii Razem. Jak dodała, była to jednak trudna i zaskakująca debata, bo do końca nie było wiadomo, który Morawiecki się wylosuje - czy ten, który nie miał problemu z długiem, czy ten, który dług obecnej koalicji rządzącej krytykuje.

Niektórzy widzowie podkreślali też, że na początku przewagę zdobył jednak Morawiecki. - Zandberg mógł tak jak on - mniej przejmować się pytaniami, a bardziej wchodzić w polemikę. Gdy to robił w drugiej części debaty, uzyskał przewagę - wskazał mi jeden z obecnych na sali. Słychać było także głosy, że Zandberg zaskarbił sobie sympatię sali, gdy w odpowiedzi na pytanie o podatek katastralny po długim wywodzie Morawieckiego powiedział krótko: „Tak, na wczoraj”.

Także zdaniem redaktora naczelnego "Trybuny" Juliana Mordarskiego trudno wskazać jednoznacznego zwycięzcę tego pojedynku. - Adrian Zandberg miał ten luksus, że jeszcze nie rządził, dlatego mógł punktować Mateusza Morawieckiego za działania jego rządu i nawet dobrze go punktował. Morawiecki tego luksusu nie miał. Mimo to nie przegrał tej debaty. Wprowadził tam element humorystyczny, wtrącał się Zandbergowi, rzucał tymi liczbami. Na pewno trzeba pochwalić świetne przygotowanie Mateusza Morawieckiego, perfekcyjne wręcz. Sprawdzaliśmy i te liczby się pokrywają - mówił w rozmowie z tokfm.pl.

Jak jednak zastrzegł, liczby zawsze można sprawdzić, a prawdziwą sztuką jest wdrożyć jakieś zmiany.

- Cóż, zwolennicy PiS-u, którzy tu mocno oklaskiwali byłego premiera, na pewno powiedzą, że wygrał Morawiecki. Zwolennicy Razem, których było dużo, że wygrał Zandberg. Ja powiedziałbym, że wygrał Zandberg, ale nie jestem w tej sprawie obiektywny, bo mam poglądy lewicowe - podsumował.

Źródło: TOK FM