Żurek ogłosił koniec "ziobrolotka", Nawrocki komentuje. "Nikt nie uświadomił prezydenta"
- Uderzono w bardzo wysokie tony, a myślę, że nikt nie uświadomił pana prezydenta, że tożsama regulacja do tej, którą krytykuje, jest zawarta w regulaminie Sądu Najwyższego. I jest to akt w postaci rozporządzenia prezydenta Rzeczpospolitej - mówił w TOK FM sędzia Bartłomiej Przymusiński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia". A co myśli o noweli regulaminu urzędowania sądów?
- Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział koniec systemu losowego przydziału spraw sędziom (SLPS) wprowadzonego przez Zbigniewa Ziobrę
- Sędzia Bartłomiej Przymusiński z Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" ocenił w TOK FM, że system nie był w pełni transparentny i że istniała możliwość manipulacji przy przydziale spraw;
- Gość "Wywiadu Politycznego" odniósł się też do krytyki ze strony prezydenta Karola Nawrockiego.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapewnił w poniedziałek, że - jeśli chodzi o ostatnią nowelizację Regulaminu urzędowania sądów powszechnych dotyczącą systemu przydziału spraw sędziom - to "wszystko jest zgodnie z prawem". Jak tłumaczył, "wszystko jest po to, żeby sprawy przyspieszyły". - Żurek to nie jest zupa pomidorowa, nie wszyscy muszą go lubić. Ale ja będę reformował realnie wymiar sprawiedliwości - podkreślił szef MS w nagraniu zamieszczonym w poniedziałek w mediach społecznościowych.
Rozporządzenie ministra sprawiedliwości nowelizujące regulamin urzędowania sądów ogłoszono w Dzienniku Ustaw w zeszłym tygodniu, 30 września br. Nowelizacja odnosi się m.in. do kwestii funkcjonowania systemu losowego przydziału spraw sędziom (SLPS) wprowadzonego przez Zbigniewa Ziobrę i zwanego też "ziobrolotkiem".
"To nie był w pełni transparentny system"
Sędzia Bartłomiej Przymusiński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" ocenił w TOK FM, że "to na pewno nie był w pełni transparentny system, ponieważ ministerstwo przez bardzo długi czas odmawiało ujawnienia jego algorytmu organizacjom pozarządowym".
Pytany wprost, czy wcześniejszym systemem można było manipulować, odpowiedział krótko: tak. - Jeśli ktoś miał złe intencje i dostęp do tego systemu jako administrator, bądź mógł zmienić współczynniki poszczególnym osobom biorący udział w losowaniu, to teoretycznie taka możliwość istniała - dodał w rozmowie z Karoliną Lewicką.
Zastrzegł jednak od razu, że "nie kojarzy w tej chwili przypadku, żeby kogoś złapano za rękę".
Tymczasem w ubiegłym roku problem z losowaniem w swoich procesach cywilnych dotyczących spraw związanych z Pegasusem zgłaszał europoseł KO Krzysztof Brejza. Wskazywał, że wielokrotnie trafiał na neosędziów. Jak pisał w mediach społecznościowych, losowano jednego sędziego spośród czterech, ale w puli do losowania trzy razy wprowadzano tego samego sędziego. Rzeczniczka prasowa do spraw cywilnych Sądu Okręgowego w Bydgoszczy wyjaśniała wówczas, że wynikało to z tego, że sędzia ten wtedy "był w trakcie tworzenia referatu i nie miał jeszcze pełnego przydziału spraw".
Sędzia Przymusiński dopytywany, czy mógł to być zbieg okoliczności, przekonywał, że "w przypadku tworzenia referatu mogło dojść do sytuacji, że ktoś w większym stopniu był uwzględniony w losowaniu". - Można to w ten sposób wytłumaczyć. Trudo powiedzieć, czy ktoś miał złe intencje - podkreślił w "Wywiadzie politycznym".
Sędziowie "non stop w trybie ostrego dyżuru"
Zmiana wzbudziła kontrowersje i krytykę ze strony opozycyjnych polityków. Wskazywali m.in. na dodany do regulaminu zapis stanowiący, że "przewodniczący wydziału może zdecydować w przypadku potrzeby poprawy efektywności pracy wydziału, że sprawy rozpoznawane w składzie trzech sędziów SLPS przydzieli referentom, a pozostałych dwóch członków składu wyznaczy przewodniczący wydziału według zasad określonych przez prezesa sądu po zasięgnięciu opinii kolegium właściwego sądu".
- Sytuacja, w której losowana jest cała trójka składu sędziowskiego - przy czym najczęściej chodzi o składy rozpoznające apelacje - powoduje, że sędziowie (...) każdego dnia, w każdym tygodniu, muszą chodzić z jednej sesji na drugą. W związku z tym pracują trochę jakby byli non stop w trybie ostrego dyżuru - skomentował prezes "Iustitii".
Tymczasem, jak przekonywał, powinni mieć "takie dni, kiedy mogą na przykład pisać uzasadnienia bądź przygotowywać się do swoich spraw".
- Bardzo trudno jest też wtedy uzgadniać urlopy, bo urlop nie jest podstawą do tego, by zmieniać składy. Stąd zmiana ma po prostu uporządkować pracę wydziałów i umożliwić szybsze tempo rozpoznawania spraw - dodał.
"Nikt nie uświadomił pana prezydenta"
Rozporządzenie skrytykował też prezydent Karol Nawrocki - ocenił, że jest ono "ostentacyjnym aktem bezprawia". "Próba zastępowania ustaw rozporządzeniem uderza w porządek konstytucyjny i w legitymację demokratyczną władzy ustawodawczej. Projektowane reguły ustalania składu sądu mają stać się nieweryfikowalne po to, by umożliwić ręczne sterowanie doborem sędziów pod polityczne potrzeby i oczekiwania rządzących" - napisał prezydent.
Bartłomiej Przymusiński ocenił, że "prezydent powinien porozmawiać ze swoimi doradcami". - Uderzono w bardzo wysokie tony, a myślę, że nikt nie uświadomił pana prezydenta, że tożsama regulacja do tej, którą krytykuje, jest zawarta w regulaminie Sądu Najwyższego. I jest to akt w postaci rozporządzenia prezydenta Rzeczpospolitej - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP