Sąd zdecydował ws. Wołodymyra Ż. "Motywacja Niemiec dosyć wątpliwa"
Rozumiem, że sprawa jest załatwiona i nie będziemy się stawiali w sytuacji kogoś, kto jest sojusznikiem naszego oczywistego przeciwnika; w sensie prawie wojennym - mówił w TOK FM dyplomata i publicysta Jerzy Marek Nowakowski tuż po ogłoszeniu decyzji przez polski sąd. Ten odmówił ekstradycji do Niemiec Ukraińca podejrzewanego o wysadzenie Nord Stream 2.
Wołodymyr Ż. był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania (ENA), wydanym przez niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe, w związku z podejrzeniem sabotażu konstytucyjnego, zniszczeniem mienia oraz zniszczeniem rurociągu Nord Stream 2. Zatrzymano go w końcu września w Polsce.
- Dzięki Bogu. Rozumiem, że sprawa jest załatwiona i nie będziemy się stawiali w sytuacji kogoś, kto jest sojusznikiem naszego oczywistego przeciwnika; w sensie prawie wojennym - skomentował w TOK FM dyplomata i publicysta Jerzy Marek Nowakowski.
"Ekstradycja działaniem trochę na granicy prawa"
Wcześniej w piątek, jeszcze przed ogłoszeniem przez warszawski sąd tej decyzji, premier został zapytany przez dziennikarzy w Sejmie o wynik sondażu, w którym blisko połowa (49,2 procent) ankietowanych uznała, że Polska nie powinna wydać niemieckim służbom Wołodymyra Ż. - Jest kilka oczywistych powodów, dla których państwo polskie nie jest zainteresowane tym, żeby ścigano tych, którzy walczą z Rosją. Ale są też z drugiej strony przepisy europejskie, Europejski Nakaz Aresztowania, więc sprawa jest cholernie skomplikowana też w wymiarze międzynarodowym, a na końcu, jak wiecie, sąd decyduje - powiedział premier.
Stwierdził, że historia "ciągle polega na tym samym". - To znaczy w naszej ocenie prawdziwym problemem była budowa Nord Stream 2, a nie jego wysadzenie, jakkolwiek te słowa brzmią brutalnie i jak mogą denerwować niektórych Niemców - powiedział Tusk.
Także w ocenie gościa TOK FM, sprawa nie jest jasna. Tym bardziej, jak tłumaczył Jerzy Marek Nowakowski, że jeżeli mowa o Czerwonej Nocie Interpolu, nakazie ekstradycyjnym, to on nie obejmuje m.in. działań motywowanych politycznie. - Pomijając wszystkie inne kwestie, niewątpliwie wysadzenie Nord Streamu nie było rozrywką towarzyską, ani aktem terroru, tylko działaniem motywowanym politycznie. Po drugie, ten akt miał miejsce w czasie wojny, bo to już było po napaści rosyjskiej na Ukrainę i był to element konfliktu wojennego. Prowadziłoby to zatem do wniosku, że żołnierza, który na froncie, broniąc się, zastrzelił przeciwnika, można oskarżyć o morderstwo. Tak nie jest - przekonywał.
Stąd, jak tłumaczył, motywacja prawna strony niemieckiej jest "dosyć wątpliwa". Poza tym, jak dodał, kontekst polityczny wskazuje jasno, że działanie Wołodymira Ż. było "działaniem zgodnym z interesem nie tylko państwa polskiego, ale Sojuszu Północnoatlantyckiego". - Wobec tego ekstradycja byłaby działaniem trochę na granicy prawa, którego staramy się bronić. Po drugie, jeżeli ktoś nam zrobił przysługę, to jeszcze wyrzucać go z Polski pod sąd też wydaje się być rzeczą wątpliwą - dopowiedział.
Innymi słowy, podkreślił, "nie ma realnych podstaw do tego, żeby dokonywać ekstradycji". - Czerwone Noty niestety przez wiele krajów - z przykrością stwierdzam, że tym razem dotyczy to kraju demokratycznego - są zresztą nadużywane. Do dzisiaj pamiętam dziką awanturę, jaka się toczyła w Polsce, kiedy zatrzymaliśmy i już byliśmy bliscy wysłania w ręce siepaczy Łukaszenki, Alesia Bialackiego. Był oskarżany przez władze białoruskie, które też wystawiły za nim notę Interpolu - podkreślił w rozmowie z Filipem Kekuszem.
Sprzyjanie Rosji czy gest polityczny?
- Jaka jest zatem motywacja niemieckich władz? - chciał też wiedzieć prowadzący.
- To jest pytanie, czy bardzo chcą sprzyjać Rosji? Czy nie jest to przypadkiem, w ogromnej części różnych działań, zarówno władz, jak i instytucji publicznych nie tylko w Niemczech, gest polityczny? Czyli pokazanie, że my tutaj bronimy tego naszego Nord Stream, w który włożyliśmy kupę pieniędzy i który jest czysto biznesową imprezą - Jerzy Marek Nowakowski odpowiedział pytaniem na pytanie.
Inna rzecz, jak dodał, że zasadnym jest też pytanie, czy ci młodzi ludzie którzy są teraz oskarżani, przypadkiem nie są żołnierzami. - Bo bądźmy szczerzy: wysadzenie w powietrze rury, która znajduje się 100 m pod wodą, to nie jest operacja amatorska czterech chłopaków, którzy się napili piwa i doszli do wniosku: "Zrobimy jakiś numer". Tylko jest to prawdopodobnie działanie o charakterze państwowym. Stąd jest też pytanie, czy ci młodzi ludzie nie powinni mieć przypadkiem uprawnień kombatanckich - podnosił też.
Jak dodał na koniec, być może powinien pójść za tym i inny ruch. - Być może kilka krajów, a nie tylko Polska, bo niedobrze byłoby, gdybyśmy byli w tym sami, powinno zwrócić się o wycofanie Czerwonej Noty - skwitował w TOK FM.
Wysadzenie Nord Stream 2
Do zniszczenia trzech z czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2, przeznaczonych do transportu gazu ziemnego z Rosji do Niemiec, doszło 26 września 2022 roku (ponad siedem miesięcy po wybuchu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę) na głębokości około 80 metrów, na dnie Bałtyku. Według niemieckiej prokuratury osoby odpowiedzialne za zniszczenie gazociągu skorzystały z jachtu, który wypłynął z portu w Rostocku. Łódź mieli wynająć od niemieckiej firmy na podstawie fałszywych dokumentów tożsamości i z pomocą pośredników. Według śledczych nurkowie przymocowali do nitek rurociągów co najmniej cztery ładunki wybuchowe, a po akcji zostali odebrani przez kierowcę i zawiezieni do Ukrainy.
Wołodymyr Ż. został zatrzymany 30 września na podstawie ENA w podwarszawskim Pruszkowie, gdzie mieszka.