Wołodymyr Ż. miał wysadzić Nord Stream. Jest decyzja sądu ws. ekstradycji do Niemiec
Sąd postanowił odmówić władzom niemieckim wydania Wołodymyra Ż., a także uchylić środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania i nakazać jego niezwłoczne zwolnienie - poinformował w piątek sędzia Dariusz Łubowski.
- Po pierwsze jest pan wolny - powiedział do Wołodymyra Ż. sędzia. Następnie zaznaczył, że wniosek władz niemieckich o wydanie mężczyzny nie zasługuje na uwzględnienie. Podkreślił, że przedmiotem niniejszego postępowania nie jest ustalenie, czy ścigany dopuścił się zarzucanego mu przez stronę niemiecką czynu, a jedynie czy czyn ten może stanowić podstawę do wykonania europejskiego nakazu aresztowania.
Uzasadniając swoje postanowienie sędzia podkreślił, że Sąd Okręgowy w Warszawie nie ma jurysdykcji w zakresie ustalenia, czy ścigany był współsprawcą wysadzenia rurociągów ani oceny jego winy lub niewinności, ale jest zobowiązany ocenić, czy w sprawie zachodzą przeszkody do wydania ściganego władzom niemieckim.
- Sąd polski nie dysponuje w tej sprawie żadnymi dowodami, albowiem strona niemiecka przesłała jedynie bardzo ogólne informacje - dodał.
Na postanowienie warszawskiego sądu okręgowego można wnieść zażalenie do Sądu Apelacyjnego.
Obrona podnosiła, że ewentualne wydanie Wołodymira Ż. Niemcom naruszałoby jego prawo do sprawiedliwego osądzenia, a sprawę Nord Streamu oceniła jako polityczną.
Wołodymyr Ż., podejrzewany przez Niemcy o udział w wysadzeniu gazociągu Nord Stream, został zatrzymany w Pruszkowie. Mężczyzna był poszukiwany europejskim nakazem aresztowania, wydanym przez Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe, w związku z podejrzeniem sabotażu konstytucyjnego, zniszczeniem mienia oraz zniszczeniem rurociągu Nord Stream 2.
Wybuchy na Nord Stream
Do zniszczenia trzech z czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2, przeznaczonych do transportu gazu ziemnego z Rosji do Niemiec, doszło 26 września 2022 roku (ponad siedem miesięcy po wybuchu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę) na głębokości około 80 metrów, na dnie Bałtyku. Według niemieckiej prokuratury osoby odpowiedzialne za zniszczenie gazociągu skorzystały z jachtu, który wypłynął z portu w Rostocku. Łódź mieli wynająć od niemieckiej firmy na podstawie fałszywych dokumentów tożsamości i z pomocą pośredników. Według śledczych nurkowie przymocowali do nitek rurociągów co najmniej cztery ładunki wybuchowe, a po akcji zostali odebrani przez kierowcę i zawiezieni do Ukrainy.
Źródło: PAP, TOK FM