Mentzen chciał się "upoważnić" Banasiem. Wyszło średnio. "To było widać"
Prezes NIK Marian Banaś i lider Nowej Nadziei, współprzewodniczący Konfederacji Sławomir Mentzen we czwartek na wspólnej konferencji w Warszawie mówili o potrzebie zmiany ustawy o NIK, która ma wzmocnić niezależność tej instytucji. Jarosław Kaczyński, który w czwartek był z wizytą na polsko-białoruskiej granicy, został zapytany przez dziennikarzy, jak ocenia tę kooperację. - Jeżeli chodzi o współpracę NIK-u z partią polityczną, to jest to rzecz niedopuszczalna - powiedział prezes PiS.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Zdaniem Patryka Michalskiego z Wirtualnej Polski, polityk Konfederacji miał konkretny cel, do którego chciał wykorzystać osobę Mariana Banasia. - Mentzen stał tam po to, żeby budować nieco odmienny wizerunek samego siebie. Wizerunek polityka poważnego, który może stać koło szefa NIK, a nie tylko brylować na TikToku i mieć łatwe odpowiedzi na trudne pytania, które okazują się niewiele warte - ocenił gość Wojciecha Muzala w audycji "TOK360".
Co więcej, zdaniem dziennikarza, nie wyszło to wszystko najlepiej. - Na nagraniach z wystąpienia Banasia było wyraźnie widać, że Mentzen był czymś rozbawiony. Zagryzał wargi, błądził wzrokiem. Dopiero po chwili się uspokoił. Może w taki sposób reaguje na stres. Na pytanie, czy zyskał na wiarygodności, odpowiedzą sobie wyborcy - podkreślał Michalski.
Gość TOK FM nie miał wątpliwości, że mówienie przez Banasia o niezależności Najwyższej Izby Kontroli, mając u boku polityka Konfederacji, to niezbyt trafiony pomysł. - To układ egzotyczny i kuriozalny. Do tego syn Mariana Banasia, jego społeczny doradca, ma startować do Sejmu z list Konfederacji. To ewidentny konflikt interesów i dziwie się, że Banaś tego nie dostrzega. Rozmienia się na drobne. NIK nie ma łatwego okresu pod rządami PiS i nie mam tu na myśli prezesa, ale kontrolerów, którym utrudnia się pracę. Aczkolwiek Marian Banaś niczego nie ułatwia, tylko daje PiS i innym argumenty, że jego deklarowany cel nie zostanie osiągnięty - podsumował ekspert.