PiS wbija Tuskowi szpilę i wspomina jego słowa o powodzi. "Jakiś dysonans może być"
W piątek, zanim jeszcze wiele miejscowości na południu Polski zostało zalanych przez wezbrane rzeki, Donald Tusk na konferencji prasowej mówił w tonie uspokajającym. Jego słowa o tym, że 'nie ma powodów do paniki' w weekend były przypominane przez wielu polityków PiS.
Tusk i słowa o tym, że "nie ma powodu do paniki". Manipulacja?
Dominika Wielowieyska w "Poranku TOK FM" zastanawiała się, czy jednak ten cytat nie został zmanipulowany - biorąc pod uwagę całość wypowiedzi, która brzmiała: "Prognozy nie są przesadnie alarmujące. Dzisiaj nie ma powodu, aby przewidywać zdarzenia w skali, która by powodowała zagrożenie na terenie całego kraju. Nie ma powodu do paniki".
- A PiS ogranicza tę wypowiedź do słów: "Prognozy nie są przesadnie alarmującej" i tutaj bodajże to ucina - mówiła dziennikarka. I kontynuowała. - Dalej Tusk mówi tak: "Wiadomo, że nie można lekceważyć tej sytuacji, ale chcę powiedzieć, że dzisiaj nie ma powodu, aby przewidywać zdarzenia w takiej skali, która by powodowała zagrożenia na terenie całego kraju, jeżeli można się czegoś spodziewać, i na to chcemy być przygotowani, to oczywiście lokalnych podtopień, czyli tzw. powodzi błyskawicznych, a więc zlokalizowanych w jakimś miejscu" - cytowała, dodając, że te słowa szefa rządu padły po odprawie z szefami służb.
Czy więc administracja rządowa poradziła sobie w tej sytuacji?- dopytywała prowadząca "Poranek TOK FM". - Prawda jest taka, że sytuacja nie jest alarmująca dla całego kraju - komentowała Aleksandra Sobczak z "Gazety Wyborczej", dodając, że chociażby na Mazowszu prognozy pogody są w tym tygodniu wręcz "wymarzone". W jej ocenie taki skrócony sposób cytowania wypowiedzi Tuska jest jej zmanipulowaniem. Zastrzegała, że jej zdaniem piątkowe słowa szefa rządu nie uśpiły czujności odbiorców, bo komunikatów o tym, że wody przybywa i miejscami robi się bardzo groźnie, było w mediach mnóstwo.
Powódź na południu Polski. "To mogło brzmieć uspokajająco"
Jacek Gądek z "Newsweeka" oceniał, że słowa premiera z piątku mogły brzmieć uspokajająco.
- Jeśli zwykły wyborca patrzy w telewizor i ogląda programy informacyjne, to większość takiego programu to są informacje dotyczące powodzi. I to są obrazki absolutnie alarmujące. Więc jeśli zestawić tę nieco uspokajającą wypowiedź sprzed paru dni, to jakiś dysonans może jednak być - analizował w rozmowie z Dominiką Wielowieyską. Dodał, że wypowiedź była prawdziwa - bo rzeczywiście ogólnopolskiego zagrożenia nie ma - ale była też absurdalna.
- Ja sobie nie przypominam powodzi, która by jednocześnie spotkała Olsztyn, Warszawę, Szczecin, Wrocław, Kraków, Gdańsk. No takiej ogólnopolskiej powodzi to chyba w historii nie było - argumentował, dodając, że powódź dotyka fragment państwa.
Ocenił, że strona rządowa dostrzegła zbytnią łagodność tych pierwszych komunikatów. Wyliczał zapowiedź podpisania rozporządzenia o wprowadzeniu stanu klęski żywiołowej, zapowiedzi, że nikt z poszkodowanych nie zostanie bez pomocy. - Obóz rządowy stara się uciekać od tych początkowych, niedoszacowujących ryzyka wypowiedzi. Donald Tusk był parę dni temu w tych zagrożonych rejonach i bardzo dobrze, tylko teraz zobaczymy, jaka będzie skuteczność - nie tylko słowa, ale skuteczność samego państwa, ile się uda pozyskać środków z Unii Europejskiej, jak szybko ta pomoc dotrze i zobaczymy też, co stanie się we Wrocławiu i w Opolu - podsumował Gądek, nawiązując do tego, że oba miasta wojewódzkie dopiero czekają na nadejście wielkiej wody.
Tak wyglądają Głuchołazy po powodzi. 'Nie została ani jedna kostka brukowa' [zdjęcia]
Politycy o powodzi. "Dopiero się zacznie"
- Myślę, że wyciąganie winnych i wykorzystywanie tej tragedii, z którą mamy do czynienia, do własnych celów politycznych to my dopiero zobaczymy. Teraz to jest nic. W momencie, kiedy zacznie się sprzątanie po powodzi, sprawa odszkodowań, wsparcia, wtedy ruszy prawdziwy spektakl nienawiści wzajemnej i rozliczeń, oskarżeń. Teraz to jest delikatne preludium - mówiła w "Poranku TOK FM" Aleksandra Sobczak z "Gazety Wyborczej".
Komentowała również brak obecności prezydenta Andrzeja Dudy na terenach dotkniętych powodzią. - W tak trudnej sytuacji powinny być na miejscu osoby, które naprawdę mogą się przydać i nie powinno się im przeszkadzać. I jeżeli polityk miałby jechać tylko po to, żeby dobrze wyjść na zdjęciach i mieć pamiątkę, jak to w wielkiej katastrofie napełniał worki z piaskiem, to ja bym wolała tego zażenowania na tym etapie uniknąć - mówiła Sobczak.
Alarm powodziowy we Wrocławiu. Prezydent miasta tłumaczy: Niedoszacowaliśmy
Małgorzata Paprocka, szefowa Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy, oceniła dziś w "Poranku TOK FM", że "to nie jest ten moment, aby pan prezydent jechał i niepotrzebnie angażowana była policja, straż pożarna, zabezpieczenie wizyty na miejscu", skoro na miejscu jest premier, ministrowie i działa zarządzanie kryzysowe, które jest w domenie rządu.
Fundacja Radia Zet uruchomiła zbiórkę "Serce dla powodzian". Przyłącz się do naszej akcji charytatywnej - Ty też możesz pomóc. Wyślij SMS z hasłem: 'Serce' pod nr 75 265. Koszt to 6,15 z VAT. Operatorzy T-Mobile, Orange, Play i Plus zrzekli się dochodu z połączeń. Cały dochód trafi do ludzi, którzy ucierpieli na skutek powodzi.